Helwetyk Romański
Komentarze
Tak, dokładnie o to chodzi, aby istniała pełna swoboda tworzenia związków. Pewnie, że byłoby „dziwne”, gdyby powstał taki związek ZBG, i zapewne to nie nastąpi, ale kto wie? Na pewno byłoby ciekawie. Moją linią jest jedynie ta, aby przestać wmuszać, czy jak kto woli, wdrukowywać podziały.

Jeżeli o czynnik ekonomiczny chodzi, to nie widzę, nomen omen, związku. Zaproponowany mechanizm finansowy ma jedynie zapewnić związkowi możliwość realizacji wspólnie ustalonych zadań, z zaakcentowaniem jego służebnej roli wobec miejscowości.
Nie przewiduję żadnych domyślnych związków komunalnych. Wykonanie ustawy widzę w ten sposób, że mamy czystą kartę, a miejscowości organizują się tak, jak chcą. Jest dla mnie całkowicie oczywiste, że obecne kraje Korony i prowincje się „odtworzą”, ale wcześniej będą musiały się dogadać co do zasad związkowych, co może im wyjść tylko na zdrowie.

Jedyny wymóg, jaki zakładam, to ten, że do związku muszą należeć co najmniej dwie miejscowości spełniające jakieś minimalne kryteria. Bezkosztowo, chyba że budżet będzie tego wymagał. :-)
Wasza Książęca Mość, jak się monarcha zdenerwuje, to i pomimo negatywnej opinii zrobi to, co będzie chciał, a później będzie problem. Historia magistra vitae est, że tak żenująco rzucę mądrze brzmiącym, bo łacińskim, cytatem.
Tak, będzie miał osobowość prawną, i — tak samo, jak miejscowości — będzie zrzeszeniem prywatnym. Prawa administracyjnego proszę tu nie mieszać :-), żadnych wiążących decyzji taki związek nie będzie mógł wydawać, chodzi o platformę dla wspólnego działania i zaspokojenie potrzeby gromadzenia się wokół tej czy innej idei (mnie osobiście zapewne wrażej ;-)).

Wiem, że w tym kontekście określenie „komunalny” nie jest do końca fortunne, ale nie o nomenklaturę się rozchodzi. Równie dobrze te związki mogłyby nadal nosić nazwy prowincji. Kwestie wewnętrzne określi statut związku, nic państwu do tego. Dobrowolność.
PS. Dlaczego system robi mi kwadratowe emotikony? :-) :-(
W tym zakresie lista wyborców i tak będzie zależna od Waszej Miłości, ponieważ nie wyobrażam sobie tego, by monarcha nie mógł sam nadać tytułu (co prawda, twierdzę zarazem, że inne organy powinny mieć w tym zakresie możliwość działania, ale staram się zachować realizm :-)).

Natomiast jak wiadomo, pomimo prób przylepienia mi łatki zamordysty, jestem programowo przeciwny choćby możliwości jednoosobowych „represji”, jakiekolwiek by one nie były. Mam po prostu większe zaufanie do osób niż do procedur — zwłaszcza, że te najczęściej rozmijają się kompletnie z potrzebami rzeczywistości (choćby i wirtualnej).

Kapituły były, się nie sprawdziły. Dlatego proponuję rozwiązanie proste, mieszczące się w logice ustrojowej i gwarantujące, że zły dzień monarchy (oby panował wiecznie :-)) nie spowoduje u niego kaca moralnego w dniu następnym.
1. Niebawem (kończę właśnie konkretny program na najbliższą kadencję) zaproponuję alternatywne, moim zdaniem o tyle ciekawsze, że wykraczające poza dotychczasowy paradygmat rozwiązanie. Co nie znaczy, że to, co wyżej, jest złe. W porównaniu ze stanem obecnym jest doskonałe.

2. Popieram.

3. Wiadomo, że nie. :-)

4. Trudno mówić o wysokości podatków, jeżeli nie oszacowaliśmy jeszcze potrzeb. Trudno jednocześnie uznawać dochód z powietrza za coś, czego nie wypada solidnie opodatkować, jeżeli okaże się to zasadne.
Do tego, że okazuje się, że nieostre kryteria wcale nie nastręczają przesadnych trudności. :-)
Ponownie, doskonały numer. Na marginesie uwag technicznych polecam rzucenie okiem na http://www.issuu.com/.
Mnie nie chodzi o jakiekolwiek „automatyczne” działanie. Mnie chodzi o elementarny zdrowy rozsądek. Oraz o to, żeby było fajnie. Co poniekąd wynika ze zdania poprzedniego.
Wasza Książęca Mość, musi być jakaś alternatywa dla wciąż powtarzanej mantry o „samorządach”. Robić trzeba, a nie produkować papierki.
„Jest to kryterium dość nieostre, ale nie sądzę, by sklasyfikowanie państw miało stanowić trudność”. Oficjalnie się przyczepiam. :-) :-) :-)