Obserwator Sarmacki, Robert Fryderyk, 10.05.2017 r. o 13:47
Sarmacja jutra — debata ustrojowa — samorządy i federacja
Seria wydawnicza: Felietony Obserwatora

Słowem wstępu

W dniu wczorajszym rozpocząłem szersze omawianie moich poglądów w zakresie debaty ustrojowej, która w ostatnich dniach zdaje się powoli rozkręcać na sarmackich "salonach". W pierwszym swoim felietonie poruszyłem kwestie związane z władzami samorządowymi. W toku dyskusji pod nim najwięcej uwagi poświęcone zostało pozycji Jego Książęcej Mości.

Ca802Rrp.png

W dzisiejszym felietonie chcę poruszyć drugi aspekt moich przemyśleń — kwestię samorządów i ich ustroju. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób w Sarmacji przypisuje mi negatywne działania wobec samorządów powołując się na podejmowane jako Kanclerz decyzje dotyczące uszczelniania systemu podatkowego w Księstwie, czy uderzenie w Banco Baridasa, a nawet przeciwko mnie podaje się przykład zupełnie z rządem niezwiązanej próby połączenie Sclavinii i Starosarmacji w jeden samorządny organizm. Uważam, że oceny takie są ocenami niesprawiedliwymi, nigdy nie uczyniłem niczego by ograniczyć obecne prawa samorządów, nigdy też w samorządów tych istnienie nie inegerowałem. Decyzje polityczne dotyczące na równi samorządów i centrali można oczywiście odczytywać w różny sposób, każdorazowo jednak zależeć on będzie od miejsca siedzenia.

Poczyniłem ten wstęp dlatego, że nie chciałbym by dyskusja o samorządach, czy przedstawienie przeze mnie moich przemyśleń, obarczone było komentarzami "bo ty kiedyś". Mikronacje to bardzo dynamiczne środowisko, w którym poglądy mogą i ewoluują wraz ze zmieniającą się sytuacją. Mając na karku 15-letni bagaż doświadczeń związanych z funkcjonowaniem w świecie wirtualnych państw, mam prawo dochodzić do różnych wniosków, kreować pomysły, zmieniać je. Nie odmawiam podobnych praw nikomu, proszę więc o to samo.
_______________

Jaki ustrój Samorządu?

Kończąc wczorajszy felieton wypowiedziałem następujące słowa "od modelu federacyjnego wydaje się, że nie mamy ucieczki. Gotów jestem poprzeć rozsądny kompromis, który model taki wprowadza i uprawomocnia." Głęboko w te słowa wierzę, a pogląd, który wyrażają — federacyjny charakter państwa — wykiełkował wskutek obserwacji, własnych doświadczeń, przyglądania się stosunkom między częściami budującymi Sarmację i wieloma rozmowami z najróżniejszymi osobami. Wykuwając ten pogląd nie ograniczałem się jedynie do Sarmacji, ale brałem pod uwagę także to jak wyglądają kwestie samorządowe w Bialenii czy Dreamlandzie, a nawet w krajach realnych, szczególnie Polsce, Szwajcarii, Niemczech i Stanach Zjednoczonych.

Dzisiejsza rzeczpospolita to zlepek, nie boję się użyć tego słowa, różnych krajów mających swoją historię, tradycję, doświadczenia, oczekiwania i tożsamość. Baridas, początkowo republika, potem i dziś królestwo, jest z Sarmacją związany najdłużej, ale prawie tak samo długo związana z Sarmacją jest Teutonia. Najkrócej z naszym krajem ma do czynienia Sclavinia a i ta przecież dziś jest czymś naturalnym w naszym samorządzie, co zresztą pokazały dwie udane zrywy obrończe wobec próby połączenia Sclavinii ze Starosarmacją. Zlepek ten funkcjonuje w ramach marki (tak, marki) Księstwo Sarmacji, lecz niejednokrotnie części go tworzące nawet nie poczuwają się do bycia Sarmatami. Bo Sarmata dziś to kto? Najbardziej naturalna odpowiedź jest taka, że to mieszkańcy Starosarmacji.

432o6DK8.jpg

Dzisiejsza Sarmacja administracyjnie przypomina... świat oparty na czterech słoniach płynących przez wszechmikroświat na żółwiu (zamierzone porównanie, choć oczywiście nieco przerysowane). Mamy cztery nogi, mamy czapkę — centralę. I mamy różne statusy i ambicje. Kraj Koronny jakim jest Królestwo Baridasu, separatystyczne (czy może walczące o większą autonomię) Królestwo Teutonii, zakorzenioną Sclavinię i oczywiście rdzenną Starosarmację. I chociaż z punktu widzenia dzisiejsza Sclavinia podpada także pod pojęcie rdzennej Starosarmacji to z oczywistych powodów jest traktowana tu osobno. Mamy też złe doświadczenia — jak te związane z Rzeczpospolitą Sclavinii i Trizondalu czy Mandragoratem Wandystanu.

W tym momencie pojawiają się dwie przeciwstawne idee. Jedna z nich mówi, że w Sarmacji samorządu mają dobrze, i nic nie trzeba zmieniać. Z drugiej jednak strony pojawia się ruch mówiący o tym, że dla krajów, Sarmacji i narracji fajnie by było zwiększyć autonomię poszczególnych części Kraju — idea federacyjna.

Wyobrażam sobie federację sarmacką jako dobrowolny związek krajów, które chcą go tworzyć. Związek, który zapewnia podmiotom go tworzącym system informatyczny, obsługę informatyczną, miejsce na serwerze, domenę, podstawowe prawa federalne, podstawowe federalne sądownictwo i federalną politykę finansową w zakresie finansowania np. narracyjnych inicjatyw infrastrukturalnych (bo czemu nie?), czy dbający o sprawną edukację nowych mieszkańców. Prawo federalne ograniczałoby się do określenia głównych praw takich jak Konstytucja; wolności, prawa i obowiązki mieszkańców, obywateli czy nobilitowanych; federalny kodeks sprawiedliwości (regulujący najbardziej niezbędne zakazy, czy sposób działania Trybunału Koronnego); ustawy edukacyjne, finansowe, czy oczywiście polityki zagranicznej i obywatelstwa. Cała reszta kompetencji, w myśl zasady subsydiarności (pomocniczości) realizowana by była, wedle ich własnego uznania, w każdym z krajów federalnych, w tym np. lokalne prawa i zakazy, lokalne zasady finansowania, lokalne zasady wyłaniania władz, itd.

Łatwo sobie więc wyobrazić, że między samorządami pojawiłby się pewien element różnicujący je, czego dziś, mimo, że można się go dopatrywać, brakuje w stopniu wystarczającym do walki o nowego mieszkańca. Ktoś jednak powie — to wszystko jest dziś możliwe! Ja odpowiem, że owszem, w pewien sposób jest, ale z punktu widzenia narracji, czy możliwości jakimi dysponuje rząd centralny, wiele z działań, które samorządy chciałyby podejmować nie jest dziś możliwe. Ograniczenie roli rządu centralnego do roli rządu federalnego z okrojonymi kompetencjami wewnętrznymi, scedowanymi w dół do różnie je wdrażających samorządów, zostawionego jedynie z kompetencjami stricte centralnymi (raz jeszcze: Rząd — polityka zagraniczna, polityka monetarna, polityka edukacyjna, polityka infrastrukturalna; Książę — polityka obywatelska, polityka obronności, polityka informatyczna (sposób działania NIA, serwer, domena, itp.)) byłoby wyjściem na przeciw oczekiwaniom różnych grup i różnych narodowości dzisiejszą Sarmację budujących. Dziś bardziej te oczekiwania ograniczamy, niż czynimy im zadość.

Wyobrażam sobie także sytuację w jaki sposób działałaby więc i centrala. Książę to wiadomo, głównie określiłem to wczoraj, dziś sklaryfikowałem w komentarzach. Rząd, dalej wybierany bezpośrednio, jednak można się zastanowić czy nie zobowiązany do przedstawiania Sejmowi expose. I Sejm, który składałby się z posłów wskazywanych z przedstawicieli krajów federacji. Każdy kraj delegowałby do Sejmu (kadencja powiedzmy 4 miesiące) po dwóch przedstawicieli. Każdy z tych przedstawicieli byłby w poszczególnych krajach wyłaniany na dowolnych zasadach właściwych dla danego kraju — wybory, nominacja, widzimisie króla... cokolwiek co sprawi, że będzie ciekawiej! Wychodząc na przeciw pomysłowi Kanclerza można nawet tak zrobić, że co dwa miesiące wyłaniany byłby jeden przedstawiciel na czteromiesięczną kadencję, tak, że każdy samorząd by co dwa miesiące miał do wyboru jednego z dwóch swoich przedstawicieli. Tak zbudowany Sejm stanowiłby i miał kompetencje stanowienia prawa federalnego i nie mógłby ingerować w ustawy krajów federacyjnych. Oczywiście prawo w krajach musiałby być zgodne z ustawami federalnymi. Ale z kolei brak takich regulacji nie ograniczałby ich wprowadzania w danym kraju, itd.

Tu oczywiście nie musi być to wymuszane. Jeśli, np. Królestwo Baridasu, za swą głowę uznaje Księcia Sarmacji to okej, jeśli kiedyś by tak zechciało Królestwo Teutonii to super, jak nie to też super. Mają wszak własną narrację i własne tradycje.

I tak, w skład nowego tworu, Zjednoczonych Krajów Sarmacji, Wspólnota Narodów Sarmacji czy Rzeczpospolitej Sarmacji (jak go nazwiemy to wtórne) wchodziłyby cztery kraje: Królestwo Baridasu, Królestwo Teutonii, Księstwo Baridasu, Księstwo Sarmacji i Konsulat Sclavinii. Czterech dziś. A jutro? Kto wie czy nie kolejnych. Sarmacki Krąg Kulturowy to nie jest mżonka, ani coś nieistniejącego.

Prawda jest taka, że w dobie wyludniania się wirtualnego świata jednym z lekarstw na tę przypadłość może być, i wydaje się być, dążenie do budowania wspólnoty wolnych narodów opartej na współpracy w ramach federacji. Partnerstwo i zrzeszanie się na w pełni dobrowolnych i jasno określonych zasadach, bez różnicowania statusów w ramach federacji, a jedynie różniących się wewnętrzną charakterystyką, to klucz do naszego przetrwania i polepszenia demografii. My na tym nie stracimy, a możemy jedynie zyskać. Energia która dziś idzie w walki o "emancypację" czy inne wojenki zostałaby skierowana na uatrakcyjnianie krajów.

Dziś nie dyskutujemy tylko o tym jak to ma działać. Ale przede wszystkim jak to ma działać by ludzi, się chciało działać, i być może budować właśnie swoje właściwe ojczyzny. Mając na uwadze więc "ultimate goal", czyli atrakcyjność narracyjną, gotów jestem iść na kompromisy, które przede wszystkim sprawią, że każdy będzie się tu dobrze czuł.

W kolejnej części poruszę kwestie związane z judykatywą i organizacją tejże w odniesieniu do postulatu federalizacji naszego kraju.
Serduszka
4 407,00 lt
Ten artykuł lubią: Gniewosz Sforski, Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste, Albrecht Rundfunk-Genau, Bartłomiej Czapka.
Komentarze
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste
Cytuję:
Wyobrażam sobie federację sarmacką jako dobrowolny związek krajów, które chcą go tworzyć. Związek, który zapewnia podmiotom go tworzącym system informatyczny, obsługę informatyczną, miejsce na serwerze, domenę, podstawowe prawa federalne, podstawowe federalne sądownictwo i federalną politykę finansową w zakresie finansowania np. narracyjnych inicjatyw infrastrukturalnych (bo czemu nie?), czy dbający o sprawną edukację nowych mieszkańców. Prawo federalne ograniczałoby się do określenia głównych praw takich jak Konstytucja; wolności, prawa i obowiązki mieszkańców, obywateli czy nobilitowanych; federalny kodeks sprawiedliwości (regulujący najbardziej niezbędne zakazy, czy sposób działania Trybunału Koronnego); ustawy edukacyjne, finansowe, czy oczywiście polityki zagranicznej i obywatelstwa. Cała reszta kompetencji, w myśl zasady subsydiarności (pomocniczości) realizowana by była, wedle ich własnego uznania, w każdym z krajów federalnych, w tym np. lokalne prawa i zakazy, lokalne zasady finansowania, lokalne zasady wyłaniania władz, itd.

Tak.
Cytuję:
Prawda jest taka, że w dobie wyludniania się wirtualnego świata jednym z lekarstw na tę przypadłość może być, i wydaje się być, dążenie do budowania wspólnoty wolnych narodów opartej na współpracy w ramach federacji. Partnerstwo i zrzeszanie się na w pełni dobrowolnych i jasno określonych zasadach, bez różnicowania statusów w ramach federacji, a jedynie różniących się wewnętrzną charakterystyką, to klucz do naszego przetrwania i polepszenia demografii. My na tym nie stracimy, a możemy jedynie zyskać. Energia która dziś idzie w walki o "emancypację" czy inne wojenki zostałaby skierowana na uatrakcyjnianie krajów.

Tak.

Muszę powiedzieć, że tak jak nie zgadzałem się ze wszystkimi tezami (konstrukcjami ideowymi) wczorajszego artykułu, aczkolwiek nie wypowiadałem się - z jednej strony z powodu braku czasu na wdawanie się w jakieś dogłębne dysputy ustrojowe, z drugiej, mając świadomość, że artykuł przedstawia jedynie wstępną, autorską koncepcję, z którą przecież nie każdy musi się zgadzać - tak z tezami dzisiejszego wpisu zgadzam się prawie (prawie, gdyż czytałem szybko więc może coś się tam znajdzie z czym się nie zgadzam) w 100%.

Jestem bardzo ciekawy, czy seria felietonów Wielmożnego wywoła jakąś szerzej zakrojoną debatę ustrojową i - przede wszystkim - choćby przymiarkę do wprowadzenia jakikolwiek zmian, czy może skończy się na komentarzach i refleksji: "nie, nie, nie, po co to, to już było, daj Pan spokój, idź Pan w ..."
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Czuguł-Chan
A ja się pytam co lub kto jest A'Tuinem w tej metaforze?
Odpowiedz Permalink
Robert Fryderyk
Diuku, tu zostawiam dowolność i pole popisu dla wyobraźni. Można by rzec, że gdyby nie NIA, nie byłoby Słoni i nas. Ale też można, że gdyby nie Książę, to... i tak dalej. Może to nawet fajny pomysł na konkurs rocznicowy? :)
Odpowiedz Permalink
Paviel Gustolúpulo
Zły.
Odpowiedz Permalink
Robert Fryderyk
Co zły? I dlaczego zły? I czemu służyć mają nic nie wnoszące komentarze?
Odpowiedz Permalink
Paviel Gustolúpulo
Jest to zły pomysł na konkurs rocznicowy. Komentarz wniósł moje zdanie na temat poruszony w komentarzu powyżej mojej wypowiedzi. Postaram się poprawić i następnym razem wskażę jednoznacznie źródło, do którego się odnoszę. Chcę być dobrym obywatelem.
Odpowiedz Permalink
Albrecht Rundfunk-Genau
Być może jako nowy gracz (wszak jeszcze nie obywatel) źle rozumiem koncepcję Sarmacji, to wydaje mi się, że w w 2017 roku pewne schematy, które były dobre 5-10-15 lat temu, nie mają prawa bytu obecnie.

Rząd, dalej wybierany bezpośrednio, jednak można się zastanowić czy nie zobowiązany do przedstawiania Sejmowi expose. I Sejm, który składałby się z posłów wskazywanych z przedstawicieli krajów federacji. Każdy kraj delegowałby do Sejmu (kadencja powiedzmy 4 miesiące) po dwóch przedstawicieli.

A co jeżeli odbywałyby się... wybory do Sejmu? Oznaczałyby to stworzenie swojego rodzaju stronnictw?

...ustawy edukacyjne, finansowe, czy oczywiście polityki zagranicznej i obywatelstwa

Teoretyzując, przecież nie każda ustawa powinna mieć przełożenie na to co widzimy. Ustawa nie musi nieść za sobą aktywnej funkcji wykonawczej typu "Fundusz Rozwoju Wsi, każdy wieśniak dostaje 200 lt". Ustawa jest impulsem do rozmowy, do dyskutowania. W takiej koncepcji, Sarmacja dryfowałaby z mikronacji, do mikronacji - symulatora polityki.
Permalink
Robert Fryderyk
Kanclerza Sejm wybierał przez 14.5 roku. Ludzie wybierają go bezpośrednio od grudnia 2016.

Wybory do Sejmu były. Stronnictw nie było. Były kiedyś. Obecnie nikomu się w Sejmie nie chce działać (mimo, że w nim zasiadają). Tak było i wtedy gdy wybory były.
Odpowiedz Permalink
Albrecht Rundfunk-Genau
Dziękuję za ten komentarz. Patrzę przez pryzmat własnych zainteresowań politycznych i gier w które grałem. Być może, na podstawie Sarmacji powinna "wypączkować" odrębna strona, która byłaby symulatorem polityki pod marką "Sarmacja'. Nie da się wdrożyć istotnych zmian, mając tak silne zakorzenienie w tradycji.
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.