Dwór Książęcy, Tomasz Ivo Hugo, 24.10.2017 r. o 11:18
Tajemnice Pałacu Książęcego cz. II

(Poprzednio)

J
edno ze skrzydeł drzwi (odpowiednio dużych, dostosowanych do wielkości komnaty) powoli, ze skrzypieniem otworzyło się i ukazała się postać gościa. Był ubrany w brązowe szaty, jakby mnicha, na głowie miał kaptur, a przepasany był skórzanym pasem, do którego przytroczonych było kilka mieszków i butelek z płynami. Podpierał się długim kijem, ale nie dlatego, że był stary – raczej z powodu długich podróży, które zdawał się przebyć.

Szedł powoli, wręcz dumnie, wyprostowany, co jakiś czas podpierał się kijem. Komnata była tak zbudowana, że niemal cały dzień, gdy świeciło słońce, na ścieżkę między drzwiami a tronem padały snopy światła, równocześnie nie rażąc oczu gościa. Przytroczone do pasa butelki mieniły się żywymi kolorami, a mieszki zdawały się podskakiwać, jakby nic w nich nie było. Gospodarze zauważyli, że kij jest okuty na górze i dole. Przybysz stanął w miejscu, gdzie zaczynał się cień, wystarczająco blisko tronu, żeby rozmowa nie musiała przebiegać przy pomocy krzyków; i wystarczająco daleko, żeby nie zdążył zaatakować zanim zareagują strażnicy. Spojrzał na Księcia i skłonił się uroczyście, prawie klękając. Czekał w takiej pozycji krótką chwilę, ponieważ Książę przerwał tę ceremonię:
- Dobry człowieku, witam pana w pałacu, ale darujmy sobie ten ceremoniał. Nie przychodzi chyba pan z oficjalną wizytą z innej mikronacji?
- To byłoby niedopuszczalne – burknął pod nosem Marszałek, ale gdy tylko Książę spojrzał na niego gniewnie, cofnął się i usiadł w swoim fotelu.
- Dzień dobry książę. Nie, wasza książęca mość, nie przyszedłem z oficjalną wizytą – odparł powoli i przeciągle gość, dźwięcznym i niskim głosem.
- Zatem co pana sprowadza w nasze strony?
- Przynoszę... skomplikowane wieści, książę.
- Skomplikowane? No, no, takie rzadko przychodzą naszych uszu. Zazwyczaj tylko dobre lub złe. A jakaż to komplikacja tych wiadomości? Proszę mówić.
- Pod pałacem książęcym znajdują się długie tunele…

K
siążę i Marszałek wymienili porozumiewawcze spojrzenia, a ten drugi, z lekką kpiną, przerwał gościowi i rzekł:
- Oczywiście, że są. W tych tunelach mamy spiżarnie na jedzenie, wino. Są też lochy dla co krnąbrniejszych uczestników uczt i bali.
- Słucham?... Nie, to nie te tunele. Choć całkiem możliwe, że w nich znajduje się wejście.
- A skąd to pan wie? – powrócił do dyskusji Książę.
- Mapa tych tuneli znajduje się w mojej rodzinie od pokoleń.
- No dobrze, ale skąd pan wie, że na tej mapie są inne tunele, niż nasze.
- Nie wiedziałem. Do niedawna. Najpierw dość długo namawiałem swoją matkę, żeby mi wyjawiła co ta mapa przedstawia. Gdy już mi wyjawiła, że są to tunele pod pałacem waszej książęcej mości, spytałem ją czemu tak długo przede mną ukrywała, skoro lochy nie są żadną tajemnicą, a ich mapa jest udostępniona wszystkim, odparła, że to nie te lochy.
- A właśnie, dobry człowieku – wtrącił się znowu Książę – szambelan nam przekazał pańskie słowa dotyczące waszego pochodzenia. Czy mógłby pan wyjaśnić, czemu nie wie kim jest, skoro przodkowie byli Sarmatami?
- No cóż, wasza książęca mość…
- Śmiało, proszę mówić.
- To, co powiedziałem panu szambelanowi, to było spore uproszczenie, nie chciałem przedłużać nim zostanę zaanonsowany. Moja babka była Gellonką, a dziadek Teutończykiem…
- No to rzeczywiście, mówienie o nich, że byli Sarmatami, to duże uproszczenie.
- Tak. Było to w takich czasach, że nie mogli spokojnie mieszkać na terenie księstwa i uciekli. Żyliśmy dość długo na dobrowolnym wygnaniu. Właściwie to jestem pierwszym od długiego czasu z naszego rodu, który przybył do Sarmacji.
- Rodu? A jakże się nazywacie?
- Wolałbym to zachować dla siebie. Waszej książęcej mości ta wiadomość do niczego się nie przyda, a mi może przysporzyć kłopotów.
- Dobrze, niech tak będzie. Zatem proszę kontynuować opowieść o mapie.
- O czym to ja?... Ach, tak, matka powiedziała, że to nie te lochy. Zdziwiłem się, że taką tajemnicę robiono z mapy, która może tylko księstwu pomóc. Mama tylko wzruszyła ramionami i kolejne miesiące zajęło mi namawianie jej, żeby wyjaśniła czemu taką tajemnicę czyni się z tej mapy. Niestety wiele się nie dowiedziałem, ponieważ matka dopiero na łożu śmierci przekazała mi pewien dokument i powiedziała, że w tych tunelach jest ich więcej. Oprócz tego miały też być w nich skarby, ale i śmiertelne pułapki.
- Zaraz, zaraz – znowu przerwał Książę – jaki dokument?
- Ten – odparł tajemniczy gość sięgnął za pazuchę…

J
ednak wówczas wszyscy strażnicy, dyskretnie rozstawieni za tronem i przy kolumnach, dookoła całej komnaty, nie zwracający dotąd na siebie uwagi, wystąpili szybko, ze szczękiem zbroi o dwa kroki w kierunku gościa, i skierowali w jego stronę halabardy. Gość struchlał i zatrzymał ruch ręki, mówiąc ze strachem w głosie do Księcia:
- Wasza książęca mość, ja nic...
- Spokojnie panowie, dziękuję za czujność – zwrócił się władca do strażników podnosząc rękę. Po czym powiedział do gościa – proszę powoli wyciągnąć, co ma pan za pazuchą. Proszę się nie dziwić, ochrona głowy państwa, to podstawowe zadanie straży.
- Tak, tak, rozumiem… oczywiście – drżącym głosem odpowiedział przybysz, równocześnie powoli wyjmując rękę zza poły.

Gdy oczom wszystkich ukazał się zwinięty w rulon pergamin, strażnicy po cichu wrócili na swoje miejsca, a Marszałek Dworu głośno odetchnął. Książę gestem wskazał gościowi, żeby przyniósł jemu dokument. Gdy podszedł, Książę poczuł silną woń ziół i starych ubrań, przesiąkniętych zapachem podróży. Przybysz wręczył władcy zwitek i odszedł dodając:
- Niestety w mojej rodzinie nie kultywowano kultury i historii przodków, dlatego nie wiem co tam jest napisane. Dziadkowie uważali, że gdy ktoś zauważy jakiekolwiek przejawy gellonizmu i teutonizmu, zostaniemy zdemaskowani i przysporzy to nam wielu kłopotów. Domyślam się tylko, że jest to język teutoński. Co prawda nie udało mi się odcyfrować żadnego słowa, ale widziałem wcześniej podobne pismo i przekonywano mnie, że to właśnie ten język.
- Hm... brzmi intrygująco – zamyślił się Książę. – Myślę, że nie będzie tak źle z przetłumaczeniem tekstu.
- Tak? – dotąd mający obojętny wyraz gość, wyraźnie się rozpromienił.
- Tak, tak, oczywiście. Moda na naukę starych języków niedawno nastała. W Sarmacji jest dzisiaj wiele osób, które znają język teutoński, żeby móc przetłumaczyć. Może nawet bym trochę rozruszał Sarmatki i Sarmatów.
- Konkurs? – wtrącił z radością Marszałek.
- Oczywiście! Może podobnie zrobimy przy kolejnych, jeśli uda nam się cokolwiek znaleźć.
- Tego nie wiem, wasza książęca mość. Ale oczywiście z chęcią przekażę wam moją mapę – gość powoli sięgnął po mapę, a spod ścian zdało się słychać chrzęst zbroi, lecz tym razem już nie odbyło się to w tak dramatyczny sposób, jak poprzednio.

5B2i062C.jpg
Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Paviel Gustolúpulo.
Serduszka
6 491,00 lt
Ten artykuł lubią: Marceli z Ossolińskich Bordoński, Vladimir ik Lihtenštán, Robert Fryderyk, Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser, Julian Fer at Atera, Paviel Gustolúpulo, Tomasz Habsburg, Gauleiter Kakulski, Torkan Ingawaar, Henryk Wespucci, David de Hoenhaim.
Komentarze
Vladimir ik Lihtenštán
Z pewnością pomocne przy rozszyfrowaniu okażą się artykuły napisane na Almersko-Złotogrodzkim Uniwersytecie Lingwistycznym. ;)
Odpowiedz Permalink
Robert Fryderyk
Próbowałem. Poległem na znaczkach, których nie ma w artykułach AZUL. Lingwistyka tak mocno nie dla mnie. Ale wielki szacun i gratulacje!
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Rozszyfrowanie tych starożytnych manuskryptów to z pewnością tytaniczna praca. Czy ktokolwiek podjął wyzwanie?
Odpowiedz Permalink
Yennefer von Witcher
Wspanialy artykuk, tesknilam do pióra WKM :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.