Obserwator Sarmacki, Helwetyk Romański, 29.01.2018 r. o 12:24
Czy może być gorzej? [ZDJĘCIE]
Seria wydawnicza: Felietony Obserwatora

8S7587a5.jpg


Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste
Można byłoby dać Kanclerzowi prawo wydawania dekretów z mocą ustawy (które Sejm mógłby uchylić jakąś kwalifikowaną większością). To dawałoby Kanclerzowi i Radzie Ministrów realną władzę, bo teraz Kanclerz jest głównie figurantem. [1] [2]

Właściwie, dlaczego nie? Mógłbym podzielić się statystykami ilości kandydatów (robię to w przypisie*), ale interesujące wybory nie są celem samym w sobie. Głównym powodem, dla którego nie jestem entuzjastą obecnego modelu, jest jego nieefektywność. Pod wcześniejszym artykułem wywiązała się dyskusja o wypłacaniu wsparcia nowym mieszkańcom. Abstrakcyjne argumenty o tym, że rząd powinien kandydować „po coś” i móc realizować swój program to jedno, ale jeżeli ówczesny Kanclerz pisze: Jednocześnie robiłem przelewy „po cichu”, z własnego konta, z własnych pieniędzy, tłumacząc obywatelowi, że z budżetu nic dostać niestety nie może, ale szkoda tak zostawiać kogoś bez pomocy, więc nieoficjalnie wysyłam „dotację” z własnej kasy, to wystarczający dowód na to, że coś bardzo, bardzo mocno poszło nie tak. To nie jest normalne.

Chciałbym napisać, że mam pomysł na to, jak rozwiązać problem (lub „problem”) braku autentycznych, trwałych partii politycznych. Być może podchodzimy do tematu od niewłaściwej strony. Być może jest nas zbyt mało. Być może są, zwyczajnie, niepotrzebne. Nie mam takiego pomysłu. Nie ulega wątpliwości, że wcześniejszy model parlamentarno-gabinetowy, z wyborami proporcjonalnymi, nie działał wystarczająco dobrze. Jeżeli to jednostki, a nie formacje, mają — o tyle o ile — sprecyzowane programy, stawiam (czy raczej powtarzam za bnt. Boubouliną-à-la-Triste) tezę, że bezpośredni wybór Kanclerza nie poszedł wystarczająco daleko. Skoro Sarmatki i Sarmaci w praktyce wolą wybierać konkretne osoby, przeprowadźmy za parę miesięcy (priorytety…) kolejny eksperyment.

Wstępne założenia eksperymentu są następujące. W systemie pojedynczego głosu przechodniego wybieramy jednocześnie Kanclerza i Sejm. Zwycięzca głosowania zostaje, niezaskakująco, szefem rządu. Kanclerz oraz trzej kandydaci z największą liczbą głosów w odpowiedniej turze obliczeń stanowią Sejm. Każdy z posłów posiada taką siłę głosu, ile głosów otrzymał w odpowiedniej turze głosowania. Jedynymi nieabstrakcyjnymi i aktualnymi danymi, jakimi dysponuję, są wyniki wolnej elekcji, więc niech posłużą za przykład zamiast symulacji z kandydatami A, B, C i D (wiersz nr 4):

  • Jego Książęca Mość Kanclerz: 97 głosów — 42% głosów w Sejmie,
  • Roland hr. Heach-Romański: 45 głosów — 20% głosów w Sejmie,
  • Konrad Jakub Arped-Friedman: 45 głosów — 20% głosów w Sejmie,
  • Wojciech bar. Hergemon: 41 głosów — 18% głosów w Sejmie.

Kanclerz posiada prawo wydawania dekretów z mocą ustawy. Dekrety podlegają obowiązkowej procedurze uprzedniej debaty i głosowania w Sejmie, ale wchodzą w życie, o ile nie zostaną odrzucone kwalifikowaną większością 60% głosów — książęce weto zmniejsza ten wymóg do większości bezwzględnej. Ta sama większość 60% głosów jest wymagana do przyjęcia poprawki do dekretu lub uchwalenia ustawy — w jej przypadku instytucja weta polega na ponownym rozpatrzeniu ustawy, ponieważ większość już jest kwalifikowana. Główny cel w obu przypadkach jest ten sam — Kanclerz otrzymuje wyraźną, systemową premię za wygraną, w zasadniczy sposób ułatwiającą mu realizację programu. Każdy z kandydatów składa listę poparcia zawierającą nazwiska co najmniej trzech aktywnych obywateli. W przypadku wygaśnięcia mandatu posła opozycji, na jego miejsce wchodzą kolejne nazwiska z listy. W przypadku opróżnienia urzędu Kanclerza, zarządzane są ponowne wybory.

Eksperyment trwa przez dwie 3-miesięczne kadencje, po których albo wracamy do modelu parlamentarno-gabinetowego, albo gramy dalej.

_______________________________
* W pierwszych wyborach kanclerskich wzięło udział dwóch kandydatów, w drugich — jeden (sic!), w trzecich — dwóch, w czwartych — dwóch. W aktualnych wyborach bierze udział sześciu kandydatów, za co w o wiele większym stopniu wydają się odpowiadać zmiana monarchy i w praktyce jednoczesne wybory parlamentarne. Z której to liczby, jak wskazuje sondaż „Pulsu Sarmatów”, tylko dwóch ma faktyczne szanse na objęcie urzędu.



Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
5 325,00 lt
Ten artykuł lubią: Viktor Toghon at Atera, John Rasmusen, Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste, Alfred Fabian von Tehen-Dżek, Gauleiter Kakulski, Albert Jan Maat von Hippogriff, Daniel January von Tauer-Krak, Bartłomiej Czapka, Król Patryk I Labacki.
Komentarze
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste
Ciekawa propozycja. Natomiast ja jestem sceptyczny co do tej jej części, która postuluje żeby do Sejmu wchodzili Kanclerz i trzech jego kontrkandydatów z wyborów kanclerskich.

Przede wszystkim, zamknie to drogę do Sejmu osobom, które chciałyby być w Sejmie, ale nie są zainteresowane ubieganiem się o tekę szefa rządu, a jestem w stanie sobie wyobrazić, że takich osób trochę jest (ja np. startuję do Sejmu z listy NOT, ale nigdy w wyborach kanclerskich udziału bym nie wziął).

Poza tym, pomysł wprowadzenia innowacji w postaci dekretów z mocą ustawy miał prowadzić - w moim założeniu - do sytuacji, gdzie Kanclerz uzyskałby niezależność otd potencjalnie bezideowego i niezainteresowanego ustawodawstwem Sejmu (ale jednocześnie na tyle zmobilizowanego by torpedować pomysły Kanclerza - jestem to sobie w stanie jak najbardziej wyobrazić).

Poza tym, dekrety z mocą ustawy, stanowiłyby być może impuls dla posłów, mobilizując ich do współpracy i szukania konsensusu, choćby w zakresie sprzymierzenia się przeciwko Kanclerzowi (stąd wymóg większości kwalifikowanej dla obalenia dekretu kanclerskiego).

Z trzeciej strony, Kanclerz, który miałby poparcie w Sejmie (w postaci jakiegoś minimalnego zaplecza politycznego - wykluczającego zebranie większości kwalifikowanej) mógłby bardzo sprawnie i stabilnie rządzić, co też stanowiłoby zachętę dla Kanclerza do szukania takiego zaplecza.

Generalnie więc chodziło o stworzenie sytuacji sprzyjającej budowaniu porozumień politycznych - pro lub antykanclerskich.

Propozycja zaś, którą wysuwa JKW Helwetyk Romański, tzn. obsadzenie Sejmu konkurentami politycznymi Kanclerza, będzie skutkowała w sposób naturalny sytuacją wprost przeciwną od tej, którą ja uważałem za wzór, gdyż z założenia Sejm taki będzie antykanclerski, nastawiony konflikty, dogryzanie sobie i budowanie własnej pozycji politycznej przez każdego z posłów nie zaś na koncyliację, zaś współpraca na linii RM - Sejm o ile nawet nie niemożliwa, stanie się bardzo mało prawdopodobna.
Odpowiedz Permalink
Prokrust Zombiakov
A może wystarczy przyjąć sposób przeliczania głosów na mandaty w stylu "zwycięzca bierze wszystko" ? Tak aby partia/komitet miała szansę na samodzielne rządy. Obecny system chyba temu nie sprzyja.

Nie pozbawiałbym ludzi którzy nie chcą być Kanclerzem możliwości kandydowania do Sejmu. Wpadlibyśmy w straszny elitaryzm i kult kilku jednostek.

"..to wystarczający dowód na to, że coś bardzo, bardzo mocno poszło nie tak..."

Nie znam szczegółów tej historii ale jak już Kanclerz doszedł do wniosku, że musi pod stołem dawać prywatne pieniądze to czy podjął jakąś inicjatywę (uwaloną przez Sejm) aby zmienić reguły na bardziej sensowne ?

W równoległym korporacyjnym wszechświecie to chorobowy stan przewlekły jak ludzie "kombinują" żeby obejść absurdy ale w zasadzie nikt głośno nie powie, że coś jest absurdem.

Nowy (wspominany ?) Kanclerz powinien powołać specjalny Szwadron który wytropi i przygotuje projekty niszczące wszelkie akciki które przekładają biurokrację/wzory ponad zdrowy rozsądek.
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
Do proponowanych zmian mógłbym się przychylić, ale dokładnie z takich samych powodów dla których zrobiłem to z obecnym systemem — warto co jakiś czas pozmieniać zasady, chociażby żeby przełamać nudę i rutynę, próbując coś zrobić w trochę odmienny sposób, poeksperymentować.

Ale jednocześnie muszę sprostować kilka nieścisłości z artykułu. Po pierwsze, jak wspominałem wielokrotnie, jak na razie, problemów z nieefektywnością nie było. Owszem, mogą być w przyszłości, może kiedyś będzie taka sytuacja w której wybory kanclerskie i sejmowe się nie pokryją, tudzież Kanclerz nie zbuduje własnego stronnictwa i/lub nie wprowadzi go do Sejmu. Ale póki co mamy narrację, że model nie sprawdza się już teraz, co nie jest prawdą. W skrócie, zdarzenie nastąpić może, ale póki co nie nastąpiło.

Czy za czasów Sejmu Wielkiego, czy powrotu kadencyjności i obieralności posłów, Rząd zawsze mógł przeprowadzić takie czy inne zmiany. Wiadomo, że gruntowna zmiana ustroju nie byłaby pewnie możliwa, ale uczciwie trzeba zaznaczyć że nawet przy wprowadzeniu zmian które WKW proponuje, nadal nie byłaby taka prosta (i pytanie, czy taka właśnie być powinna). Chociażby z tego powodu, że potrzebne byłoby referendum.

Dlatego z tezą, że obecne rozwiązania paraliżują nawet tak podstawowe aspekty i błahe sprawy, nie mogę się zgodzić, gdyż jak pisałem, z tym nigdy problemów nie było, a przykład z Pieniędzmi na Start jest tutaj nietrafiony całkowicie. Wypłacałem pieniądze z własnej kiesy, a ustawa była niedopracowana nie z powodu niemożności przeprowadzenia zmian — powód jest bardziej prozaiczny. Po prostu… nie miałem na to ani chęci, ani czasu. W potoku bardziej poważnych zmian, ta drobnostka nie miała dużego priorytetu, więc przekładałem zmiany na później. Wprowadzenie dekretacji przez Kanclerza nie zmieniłoby zupełnie nic, bo nadal pewnie nie zająłbym się tą sprawą. Ba, zapewne nawet podziałałoby jeszcze gorzej, bo o ile zmianę ustawy mogę zlecić Sejmowi i w trakcie debat i czytań doprecyzować treść, to znowu mogąc wydać po prostu dekret, musiałbym się z tym uporać samemu, co równałoby się dalszą absencją w tej materii.

Jak pisałem na początku — nad zmianami można się zastanowić, czemu nie. Po prostu nie zgadzam się z tezą, że obecny system nie działa już teraz, bo nie jest to prawdą. To są jedynie, czy może "aż" obawy o przyszłość, ale nic ponadto. A przytoczone argumenty które mają stanowić o zawodności obecnego modelu, nie są argumentami, a po prostu brakiem zrozumienia źródeł problemów. A tymi źródłami nie była niemoc w przeprowadzeniu zmian, a zwyczajne odłożenie sprawy na stertę rzeczy mniej pilnych. I zapewne nawet przeprowadzając postulowane zmiany, w kwestii tej nie zmieniłoby się zupełnie nic.
Odpowiedz Permalink
Gauleiter Kakulski
Cytuję:
Kanclerz posiada prawo wydawania dekretów z mocą ustawy. Dekrety podlegają obowiązkowej procedurze uprzedniej debaty i głosowania w Sejmie, ale wchodzą w życie, o ile nie zostaną odrzucone kwalifikowaną większością 60% głosów

Do ostatniego zdania spoko. Ostatnie zdanie oznacza, że gdyby wyniki elekcji byly wynikami wyborow, to kanclerz byłby rządowo-ustawodawczym jedynowładcą, bo jedyną możliwością zablokowania ustawy byloby autoveto.
Odpowiedz Permalink
Prokrust Zombiakov
@KonradFriedman - ano właśnie... ale przecież Kanclerz nie może i nie musi się wszystkim zajmować. Przygotowanie projektu jakiś prostych zmian można zlecić asystentom w rządowym biurze legislacyjnym :)

Potrzebujemy po tych wyborach dobrego rządu wraz z funkcjami wspierającymi który pokaże jak może być.... albo pokaże, że jednak lepiej nie będzie.
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
@Zombiakov ale nie chodzi o to, że nie ma nikt ochoty tego robić. Po prostu Sejm może wyłapać ewentualne błędy i jest swego rodzaju sitkiem.

Współpracownicy mają to do siebie, że są twoimi ludźmi i ich uwagi są niezobowiązujące. Albo błędów nie znajdą - bo mają podobny punkt widzenia co ty - albo znajdą, ale a) wszyscy się zgodzicie że to może przejść, czy że nawet tak właśnie powinno być b) możesz to zignorować i powiedzieć, że znasz się lepiej.

Spróbuj tak zrobić z Sejmem. Jak jest opozycja, to przyczepią się do każdej pierdoły, a i jest ryzyko, że nie przyklepią wszystkiego co dostaną.

To raz, bo dwa - jest sens przy naszych brakach kadrowych robić Sejm, a oprócz tego Sejm kieszonkowy osobno dla Kanclerza, który będzie mu doradzał i pomagał w pisaniu ustaw? IMO zrobi się nieformalna Rada Stanu jak we Francji, a Sejm w ogóle zostanie zmarginalizowanym organem.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@Vanderlei: Nie jestem przekonany co do zasadności systemowego wspierania karier czysto parlamentarnych, w myśl zasady proponujesz — bądź gotowy wykonać (jakkolwiek rozważałem w ramach modelu scenariusz kandydata ubiegającego się o urząd pod hasłem „nie będzie niczego”, istotnie zgadzam się, że powyższa propozycja nie skłania do skupienia się wyłącznie na ustawodawstwie). Także po linii praktycznej: im więcej osób, tym trudniej cokolwiek uzgodnić i skoordynować — pracy Kanclerza nie wykonuje się przez kilka godzin dziennie, a i z dostępnością osób zainteresowanych bywa problem.

Co (autentycznie) ciekawe, to to, że zupełnie odmiennie interpretujemy możliwy rozwój wypadków. Moje obawy były i pozostają takie, że Kanclerzowi byłoby zbyt łatwo porozumieć się z jednym z posłów, a zamysłem propozycji jednak jest (oprócz wyłapywania usterek, gdzie tak, jak pisze @KonradFriedman, lepiej liczyć na opozycję) zachowanie pewnych mechanizmów kontrolnych na wypadek, gdyby szef rządu zupełnie puścił się poręczy.

@Gauleiter pisze: Ostatnie zdanie [odrzucanie dekretów kwalifikowaną większością głosów] oznacza, że gdyby wyniki elekcji były wynikami wyborów, to kanclerz byłby rządowo-ustawodawczym jedynowładcą, bo jedyną możliwością zablokowania ustawy byłoby autoveto — tak jest, o to, co do zasady, chodzi.

@Zombiakov pisze: A może wystarczy przyjąć sposób przeliczania głosów na mandaty w stylu „zwycięzca bierze wszystko”? Tak aby partia/komitet miała szansę na samodzielne rządy. Obecny system chyba temu nie sprzyja — istotnie, być może dodatkowy mandat dla zwycięskiego komitetu w ramach „zwykłego” modelu parlamentarno-gabinetowego rozwiązałby problem. Piszę „być może”, ponieważ w pełnej mocy pozostaje konieczność porozumiewania się ze zbyt wieloma, w mojej ocenie, interesariuszami.

@KonradFriedman pisze: Wypłacałem pieniądze z własnej kiesy, a ustawa była niedopracowana nie z powodu niemożności przeprowadzenia zmian — powód jest bardziej prozaiczny. Po prostu… nie miałem na to ani chęci, ani czasu — w takim razie uznaję słowa o „braku możliwości” za dość niefortunne. ;-) Niemniej: konieczność poświęcenia najcenniejszej waluty, czasu, na całą procedurę ustawodawczą uważam za coś, co warto ograniczać do spraw istotniejszych niż waluta o dość nikłej wartości.
Odpowiedz Permalink
Prokrust Zombiakov
@KonradFriedman

Wydaje mi się, że Kanclerz powinien sięgać po wszystkie dostępne narzędzia żeby zapewnić super rządy nie przejmując się tym jak z tym będzie czuł się Sejm ;) Jeżeli Rada Stanu miałaby ułatwić i umożliwić realizację ważnych zadań.... to jestem za.
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
@Zombiakov no ale właśnie mój wpis zmierzał do tego, że będzie wręcz odwrotnie - ustawy przepuszczane przez Sejm mogą być lepsze, niż przepuszczane przez Radę.
Odpowiedz Permalink
Prokrust Zombiakov
@KonradFriedman - ale ale... mi nie chodziło o przepuszczanie przez radę czy przez Sejm, tylko ogólnie o delegowanie roboty żeby projekt w ogóle powstał.

1. Kanclerz wie, że coś nie działa
2. Kanclerz nie ma czasu się tym zająć (że nie ma ochoty to źle brzmi)
3. Kanclerz w dwóch zdaniach opisuje problem i wrzuca swojej radzie
4. Rada temat pociągnie i wróci z projektem który już normalnie się przepuści przez Sejm. Projektem zgodnym z linią rządu i otwartym na inny punkt widzenia opozycji.

Chodzi mi głównie o aspekt demitologizacji Kanclerza. Sprawienie, że Kanclerzem może zostać człowiek a nie tylko półbóg.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@Zombiakov: Czyli tak, jak działa każdy urząd. Także w drugą stronę — kierownictwu przedstawia się do akceptacji gotowe projekty.
Odpowiedz Permalink
Defloriusz Dyman Wander
Kombinacja alpejska. Kolejna z cyklu "zmienić, żeby zmienić".
Odpowiedz Permalink
Torkan Ingawaar
@defloriusz Cóż, na tym m.in. polega zabawa w mikronacje - na zmienianiu, modyfikowaniu, budowaniu i zrównywaniu z ziemią oraz nieskrępowanym testowaniu różnych form ustrojowych, Towarzyszu Mandragorze. :-)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.