Ród Wężów, Helwetyk Romański, 11.06.2019 r. o 23:23
Trybunał Koronny, ale jaki?

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
 
eVaz5b7Y.png


Konstytucja określa zadania Trybunału Koronnego. Należą do nich m.in. ustalanie powszechnie obowiązującej wykładni prawa, badanie konstytucyjności ustaw, kontrolowanie innych organów władzy publicznej. Konstytucja przyznaje każdemu oskarżonemu prawo do szybkiego postępowania. Konstytucja nie jest przestrzegana. Trybunał nie orzeka — wystarczy prześledzić salę rozpraw. Można o nim napisać głównie tyle, że istnieje. Po raz kolejny jako państwo powtarzamy wciąż ten sam błąd. Przywracamy model niezbyt udanego naśladowania sądownictwa realnego, który nie działał, nie działa i nie zadziała, nie wymagając przy tym od sędziów rzeczy elementarnej —   o b e c n o ś c i.

Księstwo Sarmacji potrzebuje niezawisłego sądu nie dlatego, że tak wyglądamy poważniej i nie po to, aby spełniać czyjekolwiek potrzeby samorealizacji. Księstwo Sarmacji potrzebuje niezawisłego sądu dlatego, że trzecia władza stanowi — powinna stanowić — ostateczną gwarancję tego, że ani władza ustawodawcza, ani władza wykonawcza, ani władza samorządowa, nie przekroczy granic zakreślonych Konstytucją. Wychodząc z tych założeń, sceptycznie odnoszę się do pomysłu wybierania sędziów w wyborach czy wchodzenia „zwykłych Sarmatów w struktury prawnicze”. Sarmacja potrzebuje stale obecnych, doświadczonych sędziów, cieszących się autorytetem niezbędnym do tego, aby ich wyroki były respektowane. Tego rodzaju autorytetu nie zdobywa się ani podczas kampanii wyborczej, ani przy urnie do głosowania.

Nie bez powodu piszę o „ostatecznej gwarancji”. Sprawy, które są przedstawiane naszemu wymiarowi sprawiedliwości, można w przytłaczającej większości przypadków zaliczyć do dwóch kategorii: spraw o zniewagę i incydentalnych przestępstw pospolitych oraz spraw o wykładnię przepisów. W tym pierwszym przypadku nie znajduję dobrego powodu, dla którego o porządek publiczny nie powinna dbać w pierwszej kolejności prefektura tak samo, jak w społecznościach działających podobnie do naszych dba o to kadra moderatorów. W tym drugim przypadku nie znajduję dobrego powodu, dla którego wykładni nie powinien dokonywać w pierwszej kolejności stale obecny Marszałek Trybunału lub zastępujący go Książę. Zdecydowana większość spraw nie budzi kontrowersji, a ich złożoność jest śladowa. Tym, czego potrzebujemy przede wszystkim, jest sprawne rozstrzygnięcie w jedną lub drugą stronę.

Może zdarzyć się tak, że prefektura wymierzy komuś bezzasadną czy rażąco niesprawiedliwą karę. Może zdarzyć się tak, że wykładnia przepisów będzie niezgodna z Konstytucją czy zdrowym rozsądkiem. Wtedy — ale dopiero wtedy, gdy zaistnieje faktyczny spór — proponuję przeprowadzanie rozprawy przez Trybunałem Koronnym. Jak? Przyznając wszystkim ostatnio obecnym członkom wyższej szlachty i arystokracji prawo do zgłoszenia sprzeciwu. Jeżeli wystarczający ich odsetek wyrazi sprzeciw w terminie kilku dni, będzie to stanowiło sygnał, że należy przyjrzeć się uważniej oprotestowanemu rozstrzygnięciu. Jeżeli nie, będzie to oznaczało tyle, że decyzja była zasadna, zostaje uprawomocniona i funkcjonujemy dalej, nie paraliżując niepotrzebnie państwa, czy — jak kto woli — nie psując sobie zabawy.

Postuluję także rezygnację ze stałej liczby asesorów. Zamiast obecnego modelu, w którym oczekujemy od nich (bez większego efektu…) stałego orzekania, proponuję wybieranie ich bezterminowo. Oczywiście, z istotnym zastrzeżeniem. Jeżeli sprawa trafi przed oblicze Trybunału Koronnego orzekającego w kilkuosobowym składzie — a zakładam, że zdecydowana ich większość powinna zakończyć się na wcześniejszym etapie — do jej rozpatrzenia powinno być możliwe wyłącznie powołanie ostatnio aktywnego asesora, za jego uprzednią zgodą. Z dwojga złego lepiej opóźnić wyłonienie składu orzekającego o parę dni niż wyrok o wiele tygodni.

Zapraszam do dyskusji!

LwuAS4fs.png

(—) Helwetyk książę Romański.
 
 
 
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
7 931,00 lt
Ten artykuł lubią: Laurencjusz Ma Hi at Atera, Albert Jan Maat von Hippogriff, Piotr III Łukasz, Avril von Levengothon, Januszek von Hippogriff-Pałasz, Leszek de Ruth, Taddeo von Hippogriff-Piccolomini, Teodozjusz Azoramath-Arped, Piotr Paweł I, Mikołaj Torped, Wojciech Hergemon, Adam Jerzy Piastowski.
Komentarze
Laurencjusz Ma Hi at Atera
Cytuję:
Postuluję także rezygnację ze stałej liczby asesorów. Zamiast obecnego modelu, w którym oczekujemy od nich (bez większego efektu…) stałego orzekania
Oczywiście, że popieram jako osoba startująca z listy wyborczej, ale nad pełnieniem urzędu bezterminowo to bym się zastanowił.
Odpowiedz Permalink
Andrzej Fryderyk
Cytuję:
nie wymagając przy tym od sędziów rzeczy elementarnej — o b e c n o ś c i.

Obecność to coś innego niż punkty aktywności.
Tak tylko.
W ramach przypomnienia.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@anglov W teorii się zgadzam. W praktyce, rzeczywistość dość mocno weryfikuje tę teorię, na jej niekorzyść.
Odpowiedz Permalink
Andrzej Fryderyk
@Helwetyk niemniej żeby nie było OGÓLNIE zgadzam się co do kierunku zmian. Jednak w szczegółach jest mnóstwo rozbieżności. Jak będę miał wolniejszą chwilę, dorzucę sobie punkt aktywności z szerszą wypowiedzią.
Odpowiedz Permalink
Tytus Aureliusz-Chojnacki
@Helwetyk
Cytuję:
Przyznając wszystkim ostatnio obecnym członkom wyższej szlachty i arystokracji prawo do zgłoszenia sprzeciwu. Jeżeli wystarczający ich odsetek wyrazi sprzeciw w terminie kilku dni, będzie to stanowiło sygnał, że należy przyjrzeć się uważniej oprotestowanemu rozstrzygnięciu.

Czyli w praktyce ma to oznaczać, że to czy będziemy w stanie skarżyć niekorzystne/wadliwe rozstrzygnięcie zależeć będzie od tego jak bardzo przekonamy do tego resztę społeczeństwa? Mini kampania za tym, żeby moja sprawa poszła pod Trybunał? Nie wiem czy to dobre rozwiązanie. Zauważmy, że nasza Konstytucja wprost nie przewiduje dwuinstancyjnego postępowania (przynajmniej ja się takiej zasady nie doszukałem). Więc może odgórnie umożliwić prawo złożenia sprzeciwu tylko do niektórych kategorii spraw (np. zagrożonych karą od jakiegoś wymiaru). Nie mogę sobie wyobrazić braku możliwości złożenia apelacji od wyroku zasądzającego banicję np., a przy proponowanym modelu - jeżeli opinia (starszyzna, szlachta, czy ktokolwiek inny) byłaby temu przeciwna (co umówmy się, w przypadku banity jak najbardziej może wystąpić) - takiego uprawnienia możemy być pozbawieni.
Co do możliwości sprzeciwu od wyroków w przedmiocie wykładni. Zawsze wydawało mi się, ze stoją na zadowalającym poziomie, więc tutaj rozważyłbym ich ostateczność z zasady (trochę na wzór orzeczeń naszego TK).

A i jeszcze jedno dodatkowe pytanie. Procedura przed TK? Odformalizować czy formalizować?
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@Tytus Na ile znam naszą społeczność, nie trzeba byłoby nikogo przekonywać w przypadku oczywiście niesłusznych rozstrzygnięć; jeżeli już, obawiam się nadmiernej liczby protestów.

Nie bez powodu piszę tutaj o „ostatnio obecnych” jako kategorii uprawnionej do zgłoszenia sprzeciwu, liczącej wedle moich statystyk około kilkunastu osób. Te osoby są stale obecne, aktywne (to znaczy: nie boją się pisać…) i posiadają tytuły na tyle wysokie (wstępnie przewiduję: od barona wzwyż), że można już zakładać wystarczającą asertywność. Sprawna reakcja społeczności, niewymagająca wspomnianej wyżej kampanii, jest jednym z założeń.

Brak „pełnej” dwuinstancyjności również jest jednym z nich. Przyjęcie założenia, że od każdego rozstrzygnięcia można się zawsze odwołać, oznaczałby brak faktycznej zmiany. Myślę, że powinniśmy tutaj raczej zaufać społeczności, przy okazji choć trochę podkreślając rolę szlachty (co przewija się w toku innych dyskusji w przestrzeni publicznej) — zamiast realnym, współczesnym procedurom, co nam, delikatnie pisząc, wychodzi nieoptymalnie.

Oczywiście, powyższe nadal nie wykluczają procedury ułaskawienia, choć, z uwagi na nasze doświadczenia, postuluję, aby było stosowane w porozumieniu z Sejmem.

* * *

Uwaga dotycząca najwyższego wymiaru kary jest zasadna.

* * *

Postulat na odcinku wykładni przepisów nie jest związany z jakością orzecznictwa, jest związany z jego brakiem (we właściwym czasie). W ostatnich miesiącach Trybunał Koronny nie stanął zupełnie na wysokości zadania. Oczywiście, można nie bez racji argumentować, że to oznacza, że jest zupełnie zbędny, skoro sobie poradziliśmy lepiej lub gorzej bez niego, w zasadzie każdym przypadku. Sądzę jednak, że nie powinniśmy zupełnie pozbawiać naszego systemu mechanizmów kontrolnych, stąd propozycja jak wyżej: najpierw orzeczenia jednoosobowe, a dopiero w przypadku kontrowersji — szerszy skład.

* * *

Oczywiście, że odformalizować. Jedynymi nowymi regulacjami, jakich potrzebujemy, są „twarde” przepisy o zmianach składów/sędziów orzekających tak, aby zapewnić (uprawdopodobnić…) terminowość wyroków. W pozostałym zakresie należy zdać się, co do zasady, na przewodniczących składów orzekających. Powinniśmy raczej jednoznacznie stwierdzić, czego nie muszą robić.
Odpowiedz Permalink
Piotr Paweł I
Proponuję sprawy drobne oddać sądom prowincjonalnym, o ile takowe powstaną (tzn. jak np Hasseland zechce mieć taki sąd, np. Sąd Okręgowy w Angemont, to OK; jak nie zechce - to trudno, sprawy idą do TK). Co do reszty - zgoda.
Odpowiedz Permalink
Severin von Verwaltung
Ciekawe pomysły. Jak się Stronnictwo Konserwatywne odnosi do programu szkolenia kadr vel "studiów prawniczych" proponowanych przez Sarmacką Unię Demokratyczną. Możne dałoby się, łącząc programy obu partii, stworzyć remedium na problemy TK?
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@PiotrPawelI: Ze swojej strony nie widzę przeszkód, aby prowincje we własnym zakresie załatwiały sprawy o przestępstwa popełnione na ich obszarze. Do tego sprowadza się, w ten czy inny sposób, postulat, aby w pierwszej instancji sprawy były rozpoznawane przez prefektów. Nie chciałbym natomiast w razie braku takich sądów odsyłać spraw do pełnego (jak rozumiem) składu TK, z powodów wyłożonych w artykule. Cała nasza obecna procedura to czasochłonne wytaczanie ciężkiej armaty przeciwko musze.

@Seweryn: Nie odnosi się — to znaczy, jeżeli SUD będzie chciała taki program uruchomić, w razie wyboru byłbym gotów go poprzeć, ponieważ w pierwszej kolejności uważam, że nie należy nikomu utrudniać realizacji inicjatyw, które w najgorszym razie po prostu nie wypalą. Nie mogę jednak napisać, żebym wierzył w szanse powodzenia (historia uniwersytetów w Sarmacji czy opłakany stan IES są tutaj znamienne…) czy żebym uważał, że prawo jest tą dziedziną, którą należy rozwijać w Sarmacji w pierwszej kolejności.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
Uzupełniając powyższą wypowiedź nadmienię, że prowincje powinny posiadać możliwość samodzielnej interpretacji własnych przepisów oraz samodzielnego dbania o ich spójność. Ostatnio mieliśmy w Sclavinii nieobecnego Konsula, co wymagało interpretacji prowincjonalnej konstytucji. Gdybyśmy skierowali sprawę do Trybunału Koronnego, tam by ugrzęzła. Tym, co powinno interesować władze państwowe, jest ewentualna kolizja prawa prowincjonalnego z przepisami prawa państwowego, szeroko rozumiany porządek konstytucyjny.
Odpowiedz Permalink
Severin von Verwaltung
Cytuję:
Uzupełniając powyższą wypowiedź nadmienię, że prowincje powinny posiadać możliwość samodzielnej interpretacji własnych przepisów oraz samodzielnego dbania o ich spójność.

To dobry pomysł, ale jakieś koło ratunkowe w zreformowanym TK trzeba zrobić.

Z innej beczki — myślałem kiedyś nad procedurą powoływania asesorów ad hoc do spraw ustrojowych (np w drodze porozumienia MTK-Książę), z tych osób, które mają jakąś wiedzę (ku przestrodze przeciwko brutalnej falandyzacji) i w danej chwili czas. Może dałoby się coś z tym pomysłem zrobić?
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@Seweryn Jeżeli nie jest naruszany szeroko rozumiany porządek konstytucyjny, nie widzę potrzeby angażowania władz państwowych. Jeżeli chodzi o powyższy pomysł, to tak przecież widzę wyłanianie składu Trybunału. Każdy asesor byłby powoływany ad hoc z szerokiego grona potencjalnych kandydatów.
Odpowiedz Permalink
Severin von Verwaltung
1.
Cytuję:
Jeżeli nie jest naruszany szeroko rozumiany porządek konstytucyjny, nie widzę potrzeby angażowania władz państwowych.

No chodziło mi o naruszenie takiego porządku albo wzbudzenie znacznego sprzeciwu/poruszenia wśród obywateli samorządu.

2.
Cytuję:
Sarmacja potrzebuje stale obecnych, doświadczonych sędziów,
- ten zapis mnie zmylił.
Cytuję:
stałego orzekania, proponuję wybieranie ich bezterminowo

Trochę to było mylące. Powołanie ad hoc kojarzy mi się raczej z jednorazowym powołaniem - czyli po rozpatrzeniu sprawy asesor przestaje być asesorem i nie staje się asesorem "w ewentualnej gotowości". Dywagacje na ten temat nie mają jednak większego znaczenia.

3. Oprócz powoływania ad hoc to może jakiś system awansów dla sędziów? Gratyfikacje, ordery - czymś trzeba zanęcać i zachęcać ;). Jak parokrotnie powołany asesor ad hoc się sprawdza, to mógłby wtedy dołączać do stałej kadry (za swoją chęcią).

Przykładowo:

Ławnik - uczący się z głosem doradczym
Asesor - orzeka w składzie 2-osobowym lub wybitnie proste sprawy samodzielnie
Starszy Asesor - rozstrzygający sprawy karne/cywilne sam
Asesor Koronny - rozstrzygający sam ustrojowe (może być MTK) lub miks najaktywniejszych.

sprawy odwoławcze/kasacyjne - miks najaktywniejszych.

System awansowy na bazie oceny aktywności, zaangażowania, czasu podjęcia wyroku. Awans na wniosek (Księcia/Kanclerza/Marszałka Sejmu/MTK) w drodze konsensu wymienionych/ewentualnie większość 2/3.

Można też rozważyć krótką kadencję MTK - miesiąc/dwa miesiące.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@Seweryn W punkcie 1 ograniczyłbym się do pojęć konstytucyjnych. Zakładam tutaj, że jakkolwiek rozumiane wzburzenie musiałoby wynikać z ograniczenia konstytucyjnie gwarantowanych praw i wolności. Na odcinku wykładni, np. prawo do „uczestnictwa w kierowaniu sprawami publicznymi bezpośrednio lub za pośrednictwem swobodnie wybranych przedstawicieli”.

Jeżeli chodzi o punkt 2, zbierając całość do wariantu TL;DR: sądzę, że asesorzy powinni być wybierani przez Sejm, kwalifikowaną większością głosów, tak jak do tej pory. Obecne regulacje dopuszczają możliwość powołania ad hoc, co wynika z odmiennych założeń funkcjonowania TK — oczekujemy obecnie stałego orzekania. W przypadku przyjęcia mojej propozycji, takiego oczekiwania nie będzie. Wybór przez Sejm będzie miał charakter nabycia „prawa do wykonywania zawodu”.

Jeżeli chodzi o punkt 3, nie chciałbym być Marszałkiem Trybunału Koronnego, który oprócz bieżącego orzekania i kierowania pracami TK musi jeszcze zajmować się awansami…
Odpowiedz Permalink
Wojciech Hergemon
Trochę jak dla mnie zbyt rewolucyjne jest wprowadzanie niejako "protestowego prawa do sądu". Można prościej. Pierwsza instancja we wszystkich sprawach uproszczona, jednoosobowe wyrokowanie, istotne ograniczenie procedur (ciągle jakiś cyrk jest ile to dni ma minąć i co kto ma powiedzieć), uzasadnienia zawierające podstawowe elementy i tylko na wniosek.

Poza tym - faktycznie można rozważyć, czy I instancji nie oddać samorządom - na zasadzie, że to ich sprawa jak to zorganizują - może orzekać Sąd, może orzekać Król, może orzekać Naczelny Kat itd. II instancja natomiast trochę na zasadzie skarg kasacyjnych z reala - czyli integralną częścią apelacji jest uzasadnienie, czemu to Trybunał miałby ją rozpoznać. Jeśli z uzasadnienia nie wynikają rażące naruszenia, lecz jedynie ogólne narzekanie, bo uznali go winnym, a jest niewinnym, albo chciał grzywnę 5.000, a dostał 15.000 to w ogóle tego nie rozpoznawać.
Odpowiedz Permalink
Piotr III Łukasz
@kaxiu
Cytuję:
uzasadnienia zawierające podstawowe elementy i tylko na wniosek
- o to, to!
Odpowiedz Permalink
Piotr III Łukasz
@kaxiu
Cytuję:
Poza tym - faktycznie można rozważyć, czy I instancji nie oddać samorządom - na zasadzie, że to ich sprawa jak to zorganizują - może orzekać Sąd, może orzekać Król, może orzekać Naczelny Kat itd. II instancja natomiast trochę na zasadzie skarg kasacyjnych z reala - czyli integralną częścią apelacji jest uzasadnienie, czemu to Trybunał miałby ją rozpoznać. Jeśli z uzasadnienia nie wynikają rażące naruszenia, lecz jedynie ogólne narzekanie, bo uznali go winnym, a jest niewinnym, albo chciał grzywnę 5.000, a dostał 15.000 to w ogóle tego nie rozpoznawać.
A i to wydaje się być świetne, pozwala na dodatkową, ciekawą narrację, odciąża TK...
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@kaxiu
Pierwsza instancja we wszystkich sprawach uproszczona, jednoosobowe wyrokowanie, istotne ograniczenie procedur (ciągle jakiś cyrk jest ile to dni ma minąć i co kto ma powiedzieć), uzasadnienia zawierające podstawowe elementy i tylko na wniosek.
Oczywista oczywistość.
Cytuję:
II instancja natomiast trochę na zasadzie skarg kasacyjnych z reala - czyli integralną częścią apelacji jest uzasadnienie, czemu to Trybunał miałby ją rozpoznać. Jeśli z uzasadnienia nie wynikają rażące naruszenia, lecz jedynie ogólne narzekanie, bo uznali go winnym, a jest niewinnym, albo chciał grzywnę 5.000, a dostał 15.000 to w ogóle tego nie rozpoznawać.
Tutaj, uzasadniając „protestowe prawo do sądu”. Obawiam się, że upraszczając procedurę w jednym miejscu, przywrócimy komplikacje w drugim, jak wyżej. Co do zasady powyższe założenie ma być w myśl mojej propozycji, co do zasady, realizowane poprzez głosy sprzeciwu, aby odfiltrować zasadną apelację od „ogólnego narzekania”. W takim przypadku MTK nie musi badać poprawności apelacji, po prostu liczy podpisy.
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Trzeba przyznać, że zaproponowany kierunek zmian. Jest jak najbardziej wskazany. Tylko diabeł, tkwi w szczegółach technicznych...nie wiem czy, to wszystko da się wprowadzić. Nie mniej szczerze popieram pomysł zmian.
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.