Sejm, Brunon Krasnodębski, 01.10.2020 r. o 22:32
Oświadczenie Marszałka Sejmu
Seria wydawnicza: Oświadczenia

sarmacja_herb_maly.png

Grodzisk, dn. 1 października 2020 roku

Szanowni Państwo,
Obywatele Wspólnoty Sarmackiej,

W
obec wydarzeń ostatnich dni, jako aktywny i bezpośredni ich uczestnik, pozwolę sobie wystosować niniejsze oświadczenie, przedstawiając osobisty pogląd na pewne kwestie, motywy moich postępowań i odnosząc się do ataków, które niestety straciły przymiot merytoryczności i stały się szczeniackim uderzaniem personalnie w moją osobę.

S
prawą budzącą, jak mi się wydaje, najwięcej emocji i kontrowersji, jest toczące się przed TK postępowanie w sprawie o sygn. U 3/20. W dn. 24 września złożyłem, korzystając z przysługujących mi jako Marszałkowi Sejmu uprawnień, wniosek o zbadanie zgodności traktatów stowarzyszeniowych z Konstytucją Księstwa Sarmacji. Po tym rozpętała się prawdziwa burza - zaczęto zarzucać mi działanie na szkodę wspólnoty, rozbijanie państwa sarmackiego i nieliczenie się ze zdaniem innych. Twierdzono, że moje działanie doprowadzi do upadku wypracowanej formy współpracy. Ostatecznie doprowadzono do referendum w przedmiocie rozwiązania Sejmu, o którym szerzej wypowiem się w dalszej części wystąpienia.

S
zanowni Państwo, nie mam wątpliwości, że pojawiające się głosy ogromnej krytyki w związku ze złożonym wnioskiem należy rozpatrywać w kategoriach absurdu i politycznej gry na emocjach. Spójrzmy na tę sprawę trzeźwo: wniosek o zbadanie konstytucyjności aktu prawnego polega na zweryfikowaniu przez uprawniony organ, czy akt ten został podjęty z poszanowaniem wyższych hierarchicznie zasad, na jakich w 2011 roku (kiedy uchwalona została sarmacka ustawy zasadnicza) Sarmaci postanowili zbudować swoje państwo. Oczywistym jest dla mnie, i myślę, że dla każdego powinno to być oczywiste, że akty prawne winny być tworzone na podstawie aktów wyższego rzędu, w zgodzie z nimi i w granicach przez nie przewidzianych. Bynajmniej nie chodzi tu o prawnicze myślenie i reguły kolizyjne, w myśl których norma wyższa uchyla normę niższą. Odstawmy prawo na chwilę na bok.

Z
arzuca się mi, że mój wniosek w TK narusza reguły gry, jaką jest zabawa w Sarmację. Podnosi się larum, że wniosek ten jest wyrazem braku partnerstwa ze strony Sarmacji, a mnie personalnie atakuje się, że nie potrafię bawić się wspólnie z innymi. Tylko zastanówmy się - po co nam właściwie ta konstytucja? Porównując Sarmację do gry, ustawa zasadnicza jest pewnym podstawowym regulaminem tej rozgrywki - określającym, kto i na jakich zasadach może się bawić. Trybunał Koronny to game master, który jako apolityczny i bezstronny arbiter rozstrzyga konflikty - nie stojąc po żadnej ze stron, ale orzekając wyłącznie w oparciu o ustalone reguły.

C
zy naprawdę chcemy się bawić w oderwaniu od konstytucji? Naprawdę oczekujemy, że dla udobruchania poszczególnych osób pozwolimy na naruszanie tego głównego, najważniejszego regulaminu, a udział naszego game mastera traktować będziemy jako coś karygodnego? Dziś chodzi o traktaty stowarzyszeniowe. Ale konstytucja określa szereg innych, ważnych dla państwa kwestii, jak uprawnienia organów władzy, podstawy procesu wyborczego czy konstytucyjne swobody dla obywateli. Dziś neguje się sens badania konstytucyjności traktatów, grając na emocjach i twierdząc, że badanie legalności ich uchwalenia to naruszanie partnerstwa i niszczenie wspólnoty. Jaką mamy pewność, że jutro nie zanegujemy art. 20 i nie zaczniemy procedować ustaw w niezgodnym z nim trybie? Albo art. 25 i stwierdzimy, że Kanclerz rządzi dożywotnie z pominięciem Sejmu? A może art. 42, odbierając oskarżonym prawo do obrony i wymierzając polityczne wyroki zaocznie?

P
rzyzwolenie na naruszenie jednego przepisu może prowadzić do kolejnych naruszeń. Jest mi niesłychanie przykro, że Książę Sarmacji, czyli osoba, która powinna z największą zawziętością bronić konstytucyjnych standardów, jest jednym z atakujących mnie za złożenie wniosków i brnie we wrogą sarmackiej praworządności narrację, wedle której poproszenie Trybunału Koronnego o rozwianie wątpliwości jest czymś złym i niedopuszczalnym (to po co nam Trybunał, skoro tak skutecznie w badaniu legalności aktów zastępuje go Discord?).

W
iele mówi się o niszczeniu przeze mnie wspólnoty i partnerstwa. Czy naprawdę partnerstwo chcemy budować z osobami, które w pogardzie mają najważniejszy sarmacki akt prawny? Czy wspólnota ma rację bytu, jeśli uchwala się wątpliwe traktaty, a osobę chcącą zweryfikować ich legalność legalnymi sposobami obrzuca się błotem? Czy powinniśmy wiązać się z ludźmi, który wprost piszą mi drogami prywatnymi, że i tak nie mają zamiaru respektować orzeczenia Trybunału, jeśli będzie dla nich niekorzystne? Zastanówmy się, dlaczego narracja zwolenników traktatów jest tak ostra. Wszak kwestia orzeczenia o legalności zawartych umów międzynarodowych leży w kognicji niezależnego, apolitycznego, niezawisłego i bezstronnego organu. Właściwie każdy, komu zależy na dobru Wspólnoty Sarmackiej, powinien wręcz oczekiwać na ten wyrok - a w razie uznania niekonstytucyjności traktatów zawrzeć nowe, tym razem niepozostawiające żadnych wątpliwości natury prawnej.

W
mojej ocenie, osoby atakujące doskonale zdają sobie sprawę z tego, że traktaty mogą być niezgodne z ustawą zasadniczą. Gdyby w to nie wierzyły i uważały mój wniosek za bezprzedmiotowy i absurdalny, ataki nie byłyby tak bezpardonowe i długotrwałe - po kilku dniach narzekania wszyscy przeszliby do porządku dziennego, doskonale wiedząc, że Trybunał Koronny uzna mój wniosek za pozbawiony choćby krzty sensu. Tak się jednak nie stało, a różnymi perfidnymi sposobami, w tym graniem na emocjach i personalnymi wycieczkami, zwolennicy traktatów starają się pokazać mi i całemu społeczeństwo, jak wielką krzywdę Sarmacji zrobiłem składając swój wniosek. Oznacza to, że jak najbardziej przewidują możliwość uchylenia traktatów - ale w pogardzie mają konstytucję i liczą się dla nich wyłącznie własne interesy. Tak wiele mówią o tym, że należy bawić się według ustalonych zasad gry, jednocześnie walcząc jak lwy o to, żeby przypadkiem nie uznać zawartych przez te osoby traktatów za naruszające reguły absolutnie podstawowe, zawarte w samej ustawie zasadniczej. A w międzyczasie deklarują, że orzeczenia i tak nie uznają, a do woli Trybunału się nie dostosują, mimo że wprost w tych budzących kontrowersję traktatach władzę sądzenia powierzyli właśnie Trybunałowi. Teraz widać, że była to szopka i teatralna, pusta deklaracja, której druga strona barykady trzymać się nie ma zamiaru - mnie zarzucając jednak naruszanie regulaminu zabawy. To nie jest ani partnerstwo, ani wspólnota. To legitymizowanie łamania prawa i brudna polityka.

Z
arzuca się mi polityczne działania. Szanowni Państwo, polityk w swojej strategicznej grze powinien podejmować takie działania, które przysporzą mu zwolenników albo w inny sposób będą dla niego korzystne. Nie oszukujmy się, że tak nie jest, bo na tym polega polityka. Jaki interes mam w złożeniu wniosku? O żadne stanowiska się nie staram, a już podczas kampanii wyborczej deklarowałem, że to jedyna kadencja Sejmu, do której mam zamiar startować (i deklarację tę, nawiasem mówiąc, podtrzymuję). Proszę zatem tych, którzy tak ochoczo zarzucają mi polityczne działania, o wskazanie, jaki miałbym w tym cel. Bo ja nie zauważam absolutnie żadnego interesu.

W
ielokrotnie podkreślałem, że bliskie są mi pewne ideały. Praworządność, poszanowanie prawa, respektowanie woli niezależnego sądu. Bliskie są mi w realnym świecie i dlatego chciałbym przenieść je do kreowanego przez nas wirtualnego państwa. Nikt chyba nie chce bawić się w świecie, w którym nigdy nie wiadomo, co następnego dnia strzeli do głowy wysoko postawionym ludziom. Nikt nie chce ryzykować, że dobytek, jaki tworzył, zostanie zaprzepaszczony, bo dana władza polityczna postanowi naruszyć jeden czy drugi przepis konstytucji. W trosce o te ideały, podjąłem kontrowersyjną i szeroko krytykowaną decyzję o przeprowadzeniu referendum w przedmiocie rozwiązania Sejmu wstępnie pod koniec października, zastrzegając i deklarując, że w razie rozpatrzenia projektu (już uchwalonej) ustawy nowelizującej Ordynację wyborczą w zakresie rozwiązywania parlamentu termin ten zmienię na najbliższy możliwy weekend.

S
zanowni Państwo, odsyłam zainteresowanych do uzasadnienia projektu wspomnianej ustawy. Podniosłem w nim, że rozwiązanie Sejmu w ówcześnie obowiązującym brzmieniu Ordynacji doprowadziłoby do całkowitego zniknięcia władzy ustawodawczej w Sarmacji na kilkanaście dni. Odpowiedzmy sobie na kilka pytań. Co w sytuacji, jeśli podczas nieistnienia parlamentu Książę dopuściłby się przestępstwa? Kto pozbawiłby go immunitetu? Nikt. Bo nie byłoby organu uprawnionego. Powiecie Państwo - to nie problem, wszak niedługo odbędą się wybory i Sejm zostanie powołany. A kto zarządza wybory? Książę. Nie mówię, że obecny monarcha wykorzystałby te mechanizmy, aby doprowadzić do swojej władzy absolutnej - zapewne by tego nie zrobił, bo jest osobą godną zaufania i powszechnie cenioną. Ale budowanie państwa prawa nie opiera się na naiwnym zaufaniu, ale na przewidywaniu najczarniejszych scenariuszy i zapobieganiu im wtedy, kiedy da się im zapobiec. Czy nieistnienie parlamentu może być niebezpieczne? Jak najbardziej może, a powyższy przykład to jedno z wielu potencjalnych niebezpieczeństw. Stąd też moja decyzja o terminie referendum. Jak się okazuje po czasie - zbędna, bo Książę wykorzystał własne prerogatywy zarządzając "swoje" referendum.

K
ończąc swoje wystąpienie, oświadczam niniejszym, że nawet w razie nierozwiązania Sejmu w referendum zrzeknę się po nim mandatu poselskiego. Jednocześnie zastrzegam sobie prawo dokończenia kadencji, jeśli Naród postanowi pokazać Sejmowi czerwoną kartkę, bo nie uważam, aby uzupełnianie składu Sejmu i wybieranie nowego Marszałka na kilka dni było zasadne.

Życzę Państwu więcej rozsądnego spojrzenia, niepoddawania się propagandzie i wyeliminowania personalnych ataków z debaty publicznej. Nie tędy droga.

S78hpm53.png
Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: BetelRigSun (Karol von Sarm).
Serduszka
6 677,00 lt
Ten artykuł lubią: Piotr vel Bocian, Prokrustes, Aleksander Damian Chojnacki, Piotr Jankowski, Piotr de Zaym, Severin Verwaltung-Esteladio, Kuba Hogh-Sedrovski, Antoni Kacper Burbon-Conti, Michał Jerzy Potocki, BetelRigSun (Karol von Sarm), Santiago Vilarte von Hippogriff.
Komentarze
Krzysztof Hans van der Ice
Przerabiałem to wcześniej i doskonale rozumiem problem o którym piszesz. Mi też te pomysły z państwami stowarzyszonymi śmierdziały a gdy na to zwróciłem uwagę i nawet chciałem działać.
Po tym co napisałeś uważam że rozwiązanie Sejmu z powodu innego zdania to szantaż jaki chcą państwa stowarzyszone chcą wywrzeć na Sarmacji by ich traktaty dalej działały. Coś na zasadzie - buntujecie się przeciwko naszym cudownym traktatom to zabierzemy wam Sejm u nie dopuścimy do zmian. Moim zdaniem to jest chore! Traktaty chociaż szlachetne przez takie zagrywki jak i niezgodność z Konstytucją są nielegalne niczym Łukaszenka w realnej Białorusi!
Moim zdaniem by osiągnąć porozumienie trzeba zacząć wszystko od początku - najpierw zająć się ustrojem i legislatywą a dopiero potem traktatami które powinny być dwa - indywidualny i wspólny.
W obecnej sytuacji zamiast federalizacji kraju mamy... rozbiór dzielnicowy z winy kilku prowincji które to nieudolnie wyrwały się na niepodległość. Jako mieszkańcowi jest mi wstyd że zaczęła przewodzić nimi moja rodzinna Sclavinia która to nie nauczyła się po błędach z czasówvl RSiT. T

Domagam się zatem pracy w Sejmie do końca kadencji i unieważnienia referendów w celu pracy na rzecz nowego ustroju kraju.
Odpowiedz Permalink
Prokrustes
Ja sięgnę głębiej w przeszłość. Kiedyś nie było tak rozwiniętego systemu prawnego w Księstwie Sarmacji. Mam dogłębne przekonanie, że to w jakim kierunku poszedł nasz system prawny robi więcej szkody niż pożytku. Ale też w przeszłości groziły nam (i pojawiały) się realne pęknięcia i podziały przez brak poszanowania praworządności.

Teraz mamy dziesiątki ustaw, tysiące paragrafów których prawie nikt nie jest w stanie ogarnąć. Realni prawnicy walczą przed Trybunałem Koronnym spełniając marzenia poprzedników o praworządności. I robi się aferę z powodu badania zgodności z Konstytucją.

Ale też można spojrzeć na to na wyższym poziomie - wolności słowa. Nie przypominam sobie tak bezpośredniego zaangażowania któregoś z Książąt (pewnie od czasu Piotra Mikołaja) w spór którego nawet nie można nazwać sporem politycznym i to w tonie mającym zniechęcić do prowadzenia dyskusji. Lepiej siedźmy cicho i wymyślajmy kolejnych sto powodów żeby się napić.
Odpowiedz Permalink
Brunon Krasnodębski
@KrzysztofHans Niezmiennie uważam, że istnienie federacji (czy nawet konfederacji) i państw stowarzyszonych to przyszłość, ale traktaty należy uchwalić z poszanowaniem prawa i reguł praworządności, a nie byle jak i na kolanie.
Odpowiedz Permalink
Piotr Jankowski
Bardzo dobrze zobaczyć stanowisko marszałka w tej sprawie.
Odpowiedz Permalink
Guedes de Lima
Byłem, jestem i pozostanę zwolennikiem idei państw stowarzyszonych.
Odpowiedz Permalink
Piotr de Zaym
Wszelkie traktaty powinny powstawać w poszanowaniu prawa i reguł praworządności - oraz zdrowego rozsądku. Dla mnie nie jest jasne, czemu ktoś chce być jednocześnie w Sarmacji i w niepodległym państwie z Sarmacją stowarzyszonym. Nie rozumiem, czemu nie wystarczy autonomia. Nikt mnie nie próbował przekonać, dlaczego są takie jego dążenia. Słyszałem tylko, że taka jest przyszłość, że to jest słuszne i potrzebne.
Tym niemniej przyjmuję do wiadomości, że są osoby, które chcą być jednocześnie Sarmatami i obywatelami stowarzyszonych z Sarmacją państw. Skoro tak, trzeba znaleźć sposób, aby było to sensowne i ogarnięte prawnie.
Odpowiedz Permalink
Severin Verwaltung-Esteladio
Bardzo ładna ściana tekstu. Minister Spraw Wewnętrznych przesyła pozdrowienia.
Odpowiedz Permalink
Kuba Hogh-Sedrovski
W całej rozciągłości popieram słowa pisane Czcigodnego Marszałka.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.