Goniec Czarnoleski, Jakub Bakonyi, 23.08.2012 r. o 10:16
Legendy Czarnoleskie — wyniki
Seria wydawnicza: Czarnolas

szu_3225.png
Urząd Miasta Czarnolasu pragnie informować, iż w dniu dzisiejszym kapituła programu "Mecenat Czarnoleski" rozstrzygnęła konkurs "Legendy Czarnoleskie". Konkurs trwał od 30 lipca do 13 sierpnia i został zorganizowany w ramach Prezydencji Kulturalnej Czarnolasu w Gellonii i Starosarmacji. Ostatecznie na biurku Kasztelana wylądowały 4 prace konkursowe. Kapituła w składzie: Jakub mar. Bakonyi (Kasztelan) i Krzysztof mar. Czuguł-Chan (Podkasztelan) ustaliła, co następuje:
  • 1. miejsca (zwycięzcy) nie wyłoniono
  • 2. miejsce i nagrodę pieniężną w wys. 50 tys. lt przyznano diuczessie Calisto Kami-Chojnackiej za pracę "O podróżniku, który razu pewnego zawitał do Czarnolasu pięknego",
  • 3. miejsce i nagrodę pieniężną w wys. 25 tys. lt przyznano Ivo mar. Karakachanowowi za pracę "Pieśń stałych bywalców karczmy",
  • nagrodę pieniężną w wys. 10 tys. lt przyznano dodatkowo diuczessie Kami-Chojnackiej ("O Czarnolasu i rządzących nim Panów pochodzeniu") oraz Vladimirowi v-hr. Iwanowiczowi ("Miken Dziwkobójca")


Należy zaznaczyć, że żadna z nadesłanych prac do końca nie spełniła oczekiwań Kapituły. Część prac nie do końca wpisuje się w formę legendy, część natomiast nie wpisuje się w klimat Czarnolasu. Z niemałym zdziwieniem Kapituła stwierdziła, że 2 z 4 prac (a zwłaszcza "Miken Dziwkobójca") dość jednoznacznie traktuje o nierządzie i lekkich obyczajach. Jest to o tyle dziwne, o ile Czarnolas uchodzi za ojczyznę rycerskości, honoru i chrześcijańskiego dekalogu. No cóż, bywa. :D


Prace z podium będą publikowane co ok. 5 dni. Opublikowana zostanie także praca mar. Czuguł-Chana pt. "Piwna skała", która zdaniem Kapituły wymogi konkursowe spełnia wzorowo. W dniu dzisiejszym publikujemy pracę, która zajęła 2. miejsce. Gratulujemy i zapraszamy do lektury!

* * *

Calisto Kami-Chojnacka
O podróżniku, który razu pewnego zawitał do Czarnolasu pięknego

Był to środek lata roku pańskiego, którego żaden kronikarz określić dokładniej nie raczył. A o tej porze słońce na nieboskłon wspinało się już wysoko i łąki siana zapachem wędrowców witały. Ludność Czarnoleska, przez większą część roku o dobrą strawę i napitek jedynie dbająca, w tym sezonie na pola niczym jeden mąż wylegała i plony skrzętnie zbierała. Wszak te wszystkie truneczki, miodziki i naleweczki z łaski niczyjej nie spływają, lecz trzeba je w pocie czoła wypracować.


Chociaż pochłonięci pracą Czarnolesianie zdawali się tego nie dostrzegać, istniał świat poza granicami tego niezwykłego miasta. A w świecie tym trwała właśnie największa w historii wędrówka ludów. Różnych rzezimieszków na drogach całej dzisiejszej Sarmacji spotkać było można, a co jeden, to większy ewenement. Fala migracji dotarła również do miasta. A wraz z nią pojawił się gość niezwykły.


Niewysoki, rudawy mężczyzna przybył do Czarnolasu pewnego upalnego popołudnia i tak rozsmakował się w miejscowych napojach wyskokowych, że nie sposób było wyprowadzić go z karczmy dopóty, dopóki stał na własnych nogach. A stał na nich całe popołudnie i wieczór, i noc całą, i dopiero nad ranem gdy siły go opuściły, a może po prostu dało o sobie znać zmęczenie, zamówiwszy pokój udał się na spoczynek.


Spał gość niecodzienny do samego południa, a ludność miejscowa miast pracować na rynku się zebrała i o wczorajszych alkoholowych akrobacjach nieznajomego rozprawiać poczęła. Pełno było śmiechu, gdy wspominano jego wygibasy czy ociekające erotyzmem przyśpiewki. Wśród mężczyzn dało się słyszeć słowa podziwu dla niecodziennie, nawet jak na warunki Czarnoleskie, mocnej głowy. Wśród kobiet zaś krążyła plotka o niezwykłym orężu nieznajomego, który ten zwykł wykorzystywać jedynie w sypialni. Tak to w ciągu jednej nocy zaledwie legend wokół małego, rudawego człowieczka narodziło się co niemiara.


Nikogo nie zdziwił specjalnie fakt, że gdy podróżny tylko wstał od razu pospieszył do karczmy i przyssał się do gąsiora pełnego miodu. Tym razem jednak nie siedział on sam, lecz był otoczony wianuszkiem mieszkańców ciekawych jego historii. Pili razem i śpiewali, a efekt był tego taki, że wielu mężów poległo na polu tej alkoholowej bitwy i wynieść ich trzeba było poza karczmę, by trzeźwiejąc innym humoru nie psuli.


Gdy liczba mężczyzn znacznie się już zmniejszyła, a i te niedopitki, które jeszcze jakimś cudem kufel w dłoni unieść zdołały nie bardzo z rzeczywistością kontakt nawiązywały, miejsce mężczyzn zajęły kobiety. Piękne każda jedna, a wystrojone, a wypachnione niczym damy dworu z Grodziska. W takim to towarzystwie człowieczek popijał dalej, ale jego oczy zamiast na butle z winem, zamiast na gąsiory z miodem coraz częściej na ponętne ciała niewiast zerkały. A te miast, jak obyczaj stary nakazywał, wdzięki swe skrzętnie przed lubieżnymi mężczyznami skrywać, wypinały jędrne biusty i prężyły zgrabne pośladki, podsuwając swoje ciała tak, by nieznajomy niby przypadkiem, mógł musnąć choć jeden z bardziej wrażliwych punktów ich ciała.


Nim północ wybiła wędrowiec udał się do swej komnaty za nim zaś, po kolei, jedna za drugą wędrowały kobiety. Podobno znał on bowiem magiczne lekarstwo na wszystkie choroby. A sądząc po minach opuszczających jego pokój niewiast, lekarstwo to nad wyraz skuteczne być musiało. Doprawdy, niespożyty zasób energii miał wędrowiec i tak hojnie obdarowywał nim odwiedzające, że co chwila słychać było głębokie westchnienia zadowolenia.


Przed pierwszym pianiem koguta wszystkie kobiety uleczone i zadowolone spały grzecznie w swoich łożach oczekując na mężów, którzy to wciąż jeszcze pod karczmą dogorywali. W południe, pojeni przez dziewki wszeteczne jakimiś ziołami pobudzili się i oni. Bolały ich głowy, a w gardłach panowała susza niczym na pustyni. Aby choć trochę uczucie to zniwelować, wpełzali do karczmy i zimne piwo na potęgę zamawiali. A że po kilku głębszych łyczkach humor całkiem im powrócił i na ciąg dalszy zabawy gotowymi byli, za małym rudzielcem rozglądać się poczęli. Tego jednak nigdzie nie było. Zniknął równie szybko i niespodziewanie, jak się pojawił.


Wielki wpływ na mieszkańców Czarnolasu miała ta wizyta i wielkie były zaiste zdolności medyczne wędrowca, albowiem ogromna była liczba poczęć tamtego lata, a nawet mężczyźni niepłodni pokrzepieni wydarzeniami z tamtych dni, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, sił dostawali i ojcami zostawali. Dziewięć miesięcy zaś od tego letniego weekendu w wiosce zaroiło się od małych, rudawych i piegowatych pyszczków bobasków, co natychmiast okrzyknięte zostało przez kobiety cudem, wędrowiec zaś z włóczęgi niemal do rangi boga był wyniesiony i do dziś, gdy kobieta począć nie może, ponoć do niego prośby swe zwraca. I jeśli wierzyć zapewnieniom niektórych z nich, bo i czemu im wierzyć byśmy nie mieli, modły te bywają czasem spełniane.
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
0,00 lt
Ten artykuł lubią: Calisto Norvegicus-Chojnacka, Karolina Aleksandra, Tomasz Ivo Hugo, Helwetyk Romański.
Komentarze
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Dziękuję za wyróżnienie moich prac :)

Co do tej "rycerskości, honoru i chrześcijańskiego dekalogu" to proponuję trochę lepiej to promować, bo prawdę mówiąc ten opis mnie zaskoczył :D szczególnie biorąc pod uwagę, że w Zapachu Czarnolasu napisano: "My nie jesteśmy patetyczni, bo nie potrafimy. Czarnolesianie to społeczność rubaszna, charakterna, lubiąca się zabawić i nie stroniąca od uciech, bo też po co?"...
Odpowiedz Permalink
Karolina Aleksandra
Miałam napisać pracę, zasiadłam nawet raz do tego, ale zostałam rozproszona, a potem, kurczę, zapomniałam :P

Cóż, historia ciekawa, gratuluję i czekam na następne. :)
Odpowiedz Permalink
Jakub Bakonyi
Calisto, masz rację, nie jest to odpowiednio zaakcentowane. No ale jednak znak maryjny w herbie zobowiązuje. ;D
Permalink
Jakub Bakonyi
PS. Nagrody wypłacone.
Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Wstyd przyznać - zapomniałem :/
Odpowiedz Permalink
György Róni Karakachanow Jr
Ja tak jak kolega wyżej.
Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Dziękuję za wyróżnienie i gratuluję naszej drogiej Calisto i umiłowanemu Ivo :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.