Goniec Czarnoleski, Krzysztof Czuguł-Chan, 05.01.2013 r. o 01:44
Z pamiętnika Kata
Seria wydawnicza: Czarnolas

szu_4274.pngStyczyń, 23,
Dekapitacyj sztuk dwie(dwóch włościanów). Chłopy się buntują, bo gospodarka leży i się Książę nie podoba, więc mają z nim na pieńku, nomen omen. Topór muszę naostrzyć, bo kiepsko kraje, prawie na dwa razy ciąć musiałem dzisiej. Po pracy zjadłem w karczmie gulasz, znowu. Coraz rzadszy. Chyba zmienię lokal.

Styczyń, 24,
Spokojny dzień, jak to po dekapitacjach. Nasmarowałem kuny łojem, bo ostatnio coś wilgocią magazyn mi podchodzi. Byłem też u cieśli, bo gąsior całkiem zbutwiały i nowy trzeba, a coś sędzia ostatnio łagodny w wyrokach, więc się nada nowy.

Styczyń, 25,
Pleban znowu mnie nachodzi. We stolicy był i bardzo mu się marzy, bym asortyment poszerzył o flet hańby, bo bardzo mu się w Grodzisku widziało, jak cudnie nimi przyozdobiony zespół źle zachowujących się we świątyni na rynku był wystawion. Rzekłem mu, że pierwej sam by musiał w nim wystąpić, bo ostatnio mszę będąc pod dobrą datą prowadził i prawie lichtarz wywrócił. To się zamknął i poszedł, katabas jeden. Udany dzień, nie ma co.

Styczyń, 26,
Skazano dzisiaj jakiś niepokornych, co podatków nie chcieli płacić. Konfiskata i po 20 razów. Chyba sędzia nie tą nogą wstał. Do pręgieża przywiązałem i knut poszedł w ruch. 20 na głowę, a ich było czterech. Chyba pół godziny tłukłem, aż mnie ramię boli. Do tego na chłopa za takie przewinę to za dużo. Nie za mocno biłem, byle się Instygator Miejski nie czepiał, bo na ręce mi patrzył, a i tak dwóch pomdlało. Pieczyste w zajeździe na obiad. Nawet dobre, chociaż ziemniaki niedogotowane. Właściciel twierdzi, że nie niedogotowane, a „al dente” i tak się na dworach jada teraz. Jak chcą to niech jaśniepaństwo żre niedogotowane. Ja nie lubię.

Styczyń, 27,
Myszy wygryzły mnie dziurę w kapturze. Do krawca poszedłem zamówić nowy. Mnogość materiałów, ale nie ma to jak porządne sukno. Znowu zjadłem obiad w zajeździe. Dobra polewka, nie ma co. Gęsta, aż łyżka stoi. Na stałe się tutaj przeniosę, bo nawet piwo jakby mniej wodniste.

Styczyń, 28,
Cały czas mnie ramię rwie, chyba się muszę wybrać do znachorki. Poszedłbym do miejskiego medyka, ale to po prawdzie konował, który jeno krew by dla zdrowotności upuszczał i łajnem obkładał. I epistołę z cechu goniec przyniósł. Chcą mi ucznia przydzielić, ich mać. Na co mnie taki? Mało roboty mam?
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
0,00 lt
Ten artykuł lubią: Gauleiter Kakulski, Paulus Buddus, Konrad Hohenstauf, Katiuszyn Rewoluty Lepki, Vladimir ik Lihtenštán, Prezerwatyw Tradycja Radziecki, John Rasmusen, Irmina de Ruth y Thorn, Fryderyk von Hohenzollern, Ivo Karakachanow, Emanuel Śmigło, Mikołaj Jan, Vladimir von Hochenhaüser, Helwetyk Romański, Yupeng Beijin-Zhao, Michał Kowalewski, Maria von Primisz, Ryszard Paczenko, Magnum von Graudenz, Tomasz Ivo Hugo, Percy Nightshadow Barbescu-Liberi, Karolina Aleksandra, Vincent Lucchese, Krzysztof von Thorn-Macak, Ignacy Urban de Ruth.
Komentarze
Konrad Hohenstauf
Dobrze, że mało roboty. Do domu części przynosić nie trzeba :)
Permalink
Ivo Karakachanow
uwielbiam!
Odpowiedz Permalink
Mikołaj Jan
Świetne! Jednorazowe wpisy z pamiętnika, czy będą się jeszcze kolejne pojawiać? ;)
Permalink
Krzysztof Czuguł-Chan
Liczę po cichu na to, że rozwinę to w cykl, tak samo i Raptularz, bo bardzo mi taka forma i styl pisania odpowiada. Może w pewnym momencie wejdą w jakąś korelację pokazując to samo z dwóch perspektyw. Na razie badam grunt :)
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
Jest Pan wspaniałym twórcą. Pozazdrościć!
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Czuguł-Chan
Nie ma czego. Ot pisanie dla pisania, marna grafomania :)
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
Grafomania? Może trochę :-) Ale na pewno nie marna!
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.