Operacja "Biały skunks" cz. 1

Z pamiętnika Jana Kowalskiego.
15 lipiec 2013 rok
Przyszli ludzie w czarnych mundurach. Obudzili wszystkie brygady, słowem - cały posterunek. Nie wiemy czemu. Przecież jesteśmy zwykłymi żołnierzami z Drugiego Posterunku w Almerze. Kazali nam ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Ludzie z mojej brygady dostali najwięcej ćwiczeń. Czemu nas to spotkało?
16 lipiec 2013 rok
To już było przegięcie! Obudziliśmy się nie w humorze, każdy by się obudził nie w humorze gdyby został brutalnie przebudzony przez niemile wyglądającego porucznika kubłem zimnej wody. Na mnie wylali chyba trzy! Dostaliśmy w rękę AK 47 i musieliśmy ruszyć do lasu, szukać wroga. Wrogiem były drewniane kukły, rozmieszczone po całym lesie. Jednak te kukły to nie były zwykłe kukły. To były roboty obsługiwane przez ludzi w Baraku Dowodzenia. Jeśli ktoś nieostrożnie do nich podszedł, wystrzeliwało ogniem z 9mm, które każda kukła miała w ręce. Pociski nie były śmiertelne, nie były z ołowiu, ale cholernie bolały. Jak poszedłem spać po tych ćwiczeniach (o kąpieli nie było mowy, wszystkie prysznice zajęte, a kolejki ciągnęły się cztery razy dłużej niż zwykle) widziałem z dziewięć sińców na nogach, i dwa na tułowiu. Koledzy inni jednak mieli dużo gorzej. Dostawali w inne miejsce o których wolę nie mówić.
17 lipiec 2013 rok
Przybył do nas w odwiedziny generał komendant Władysław von Vincis. W sali apelowej zagraliśmy wspólnie hymn Baridasu, po czym wygłosił przemówienie które zapisałem w pamiętniku: "Drodzy gwardziści! Przyszło wam służyć w Baridasie. Nie wiedzieliście pewnie o czyhających niebezpieczeństwach, ale cóż, jesteście jeszcze młodzi. 20 sierpnia kończąc się wybory na komendanta Gwardii. Zapewne wiecie że byłem tymczasowym komendantem. Zabieram ludzi z brygady Kalinowskiego na trwającą 37 dni akcję w terenie. Nikt inny nie może się o tym dowiedzieć". Aż mi dech zaparło. Idziemy na akcję! To dlatego dostawaliśmy większy wycisk niż inni.
18 lipiec 2013 rok
Przybyliśmy do gabinetu naczelnika Posterunku, w którym odbywała się narada Władysława von Vincis'a z rozmaitymi generałami i pułkownikami Gwardii. Dołączyliśmy się do nich. Władysław uśmiechnął się wówczas do mnie, i powiedział:
"Pamiętam cię z tamtej akcji młodzieńcze. Jesteś dobrym chłopcem, starszy gwardzisto". Uśmiechnąłem się do niego, i odpowiedziałem:
"Skoro tak mówisz generale". Generał von Vincis rozwinął mapę Almery na stole i narysował na nim dwa czerwone kółka.
"Co to jest to czarne?" zapytałem go wówczas. On uśmiechnął się i wyjaśnił że drukarka mu nie działa, i zamiast zielonego koloru wydrukowała czarny.

biy9.jpg

Spytałem go wówczas co oznaczają te czerwone kółka. On zaczął mówić:
"Te czerwone kółka jak zauważyłeś oznaczają las. Tam mieszczą się zbrojne kupy i bandy złoczyńców. Jeden z nich napluł Wicekrólowi pod nogi, wyobrażasz sobie! Strajkują pod budynkiem pałacu, na noc wracają do lasu. Zabili bydło okolicznych farmerów i rolników. Wyobrażasz sobie? Ruszyli nawet sporą grupą na 1 Posterunek Gwardii, lecz odparliśmy ich gazem pieprzowym i karabinami, które nie były naładowane kulkami. Wyobrażasz sobie? Trzeba raz na zawsze z tym skończyć". Po tych słowach Władysław wyszedł z gabinetu.
19 lipiec 2013 rok
Ten dzień był jednym z dziwniejszych. Spałem w baraku razem z kolegami z drużyny, a obudziłem się gdzieś indziej. To było dokładnie tak: próbowałem otworzyć oczy ale nadal było ciemno. Był taki mrok, jakiego nigdy nie było w naszym pokoju. Wówczas poczułem że średnio mogę oddychać. Miałem na sobie worek. Zdjąłem go, i wówczas aż mnie zemdliło. Leżałem w ciężarówce wojskowej. Obok mnie byli wszyscy moi kumple z brygady. Poczułem czyjś ruch z tyłu. Był to mój dowódca, Maciej Kalinowski. Komisarz Maciej Kalinowski. Natychmiast próbowałem wstać na nogi i zasalutować. Komisarz rzucił mnie na podłogę.
"Przepraszam, ale muszę. Na tej misji nikt nie może być kurde traktowany jak człowiek. Musimy to załatwić. Niedawno doszła do nas wiadomość, że ci rebelianci napadli na pociąg wiozący najnowszą broń wojskową do Ciuad de Bravo". Wybałuszyłem oczy. On powiedział mi wówczas, bym nie wybałuszał gał, bo ślepi nie nadają się do walki. Zemdlałem i upadłem na ziemię.Zasnąłem.
20 lipca 2013 rok
Obudziłem się w lesie. Na jakiejś odosobnionej polanie. Były na środku dwa ogniska. Wokół nich było 10 czy 12 namiotów, w których spali mi podobni gwardziści. Przy jednym z ognisk siedział Władysław von Vincis. Był on w białej koszuli, mundur miał schowany w swoim namiocie który dzielił ze swoimi dwoma najwierniejszymi pułkownikami. Podeszłem do niego i zapytałem o co chodzi. On wówczas zdjął z ognia bochen chleba, odciął kawałek i podał jeden mi, mówiąc że nastały mroczne czasy. Spytałem się go o co chodzi, a on powiedział że rebelianci odcięli wszystkie linie telefoniczne, a oddział posiada tylko jedną komórkę, na szczęście ona jest niemalże wszystkoodporna, więc damy radę. Odetchnąłem z ulgą.
21 lipca 2013 rok
Obudziłem się z głową w jeziorze. Inni też tak się obudzili. Stanąłem na ziemii i spojrzałem na dwóch pułkowników oraz Władysława von Vincisa, którzy wrzucali kolejne osoby do wody. Gdy Władysław napotkał me spojrzenie, powiedział tylko, że trzeba być twardym. Skinąłem głową, i pomogłem mu wrzucać innych żołnierzy do wody.
22 lipca 2013 rok
Dzisiaj był najtragiczniejszy dzień (przynajmniej tak myślałem, ale potem było gorzej). Obudziłem się z głową w piasku. Otrzepałem twarz, i wstałem ze śpiwora. Później była zbiórka. Ubraliśmy mundury, i zjedlismy swe racje żywnościowe. Władysław wysłał zwiad w kierunku zachodnio-północnym. Po godzinie zwiadowcy nie wrócili. Wszyscy zaczęli się martwić, więc ruszyliśmy całą grupą w kierunku w który ruszyli zwiadowcy. Mieliśmy w swoich rękach AK47, na których były zamontowane bagnety, więc byliśmy pewni siebie. Nagle zauważyłem coś lecącego z szybką prędkością. Podążyłem za tym "czymś" wzrokiem i zobaczyłem mojego kolegę Jaśka, któremu kula przebiła na wylot głowę. Jasiek upadł na ziemię, odrzucił karabin. Przechrzciłem się, i razem z innymi pobiegliśmy dalej. Innych także dosięgły strzały wroga. Padło trzech kolejnych dobrych żołnierzy. Nagle zobaczyłem dwa metry od siebie, przycupniętego w krzakach wroga. Podeszłem do niego. Nie miał szans, akurat przeładowywał karabin, który dość długo się przeładowywuje. Wbiłem mu bagnet w tors, a potem poprawiłem uderzeniem kolbą w głowę. Odezwały się strzały wokół mnie. Padłem na ziemię, nie raniony, i zacząłem się czołgać strzelając w stronę wrogów. Inni też tak postąpili. Zdjąłem moim karabinem AK47 snajpera, który celował we Władysława. Ten podziękował skinięciem głowy, i czołgaliśmy się dalej. Nagle odezwał się karabin maszynowy, który strzelał bez przerwy. Nie wychylaliśmy głów. Ja wycelowałem z ziemi z mojego AK47 i strzeliłem w obsługującego gniazdo karabinu maszynowego. Trafiłem w głowę. Wróg przewalił się do tyłu. Wówczas jeden z nich ściągnął białą koszulę, odrąbał siekierą drewno i zawiesił koszulę na drewno. Poddali się. Pojmaliśmy tych jeńców, i odesłali transporterami opancerzonymi, które przyjechały na nasze wezwanie z komórki. To był ciężki dzień.
23 lipca 2013 rok
Dzisiaj nic się nie wydarzyło, prócz tego że Władysław von Vincis dostał jakąś mapę. Skupiliśmy się wokół niego. Była to mapa Baridasu, na której zaznaczono czerwoną, krwawą plamą szczyt Borkowskiej Góry. Władysław zobaczył pieczęć KGB, i doszedł do wniosku że to wiadomość od informatorów cenionych u niego. Powiedział nam że musimy tam ruszyć, albowiem tak sie znajduje siedziba rebeliantów.
mapa_ks_baridas.png
Kolejne zdanie Władysława von Vincisa brzmiało: "Ruszamy tam. Bez sprzeciwu". Wsiedliśmy więc do naszych pojazdów i pojechaliśmy w kierunku szczytu Borkowskiej Góry. Jednakże podczas przejażdżki ktoś nam przestrzelił koła pojazdów, i musieliśmy spakować wszystkie rzeczy, i na plecach je targać, i nieść je na szczyt góry. Chamscy rebelianci. Nigdy nie zapomnę tego ziąbu.
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
2 634,00 lt
Ten artykuł lubią: Michał Hodża Kiełbasa-Krakowski, Ivan von Lichtenstein, Krzysztof Kura, Defloriusz Dyman Wander, Jack von Horn, Roland Heach-Romański, Tytus Aureliusz-Chojnacki, Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki, Ivo Karakachanow, Piotr II Grzegorz.
Komentarze
Kazelot Hamilton
ja pierdoli
Permalink
Ivan von Lichtenstein
Brzydko piszę ? :(
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Witam
Interesujące, czekam kolejnego odcinka.
Takie pytanie techniczne AK47 w jakiej wersji ?
Permalink
Michał Hodża Kiełbasa-Krakowski
Mnie się bardzo podobało.
Permalink
Ivan von Lichtenstein
Członkowie Królewskiej Gwardii Baridasu posiadają AK47 w wersji najnowszej, wymyślone przez niejakiego wynalazcę Wandysława von Vincisa. Jest to najlepszy karabin automatyczny pod słońcem. Wgl. troche aktualizowałem od twojego komentarza, radzę poczytać ;d
Odpowiedz Permalink
György Róni Karakachanow Jr
Przeczytałem to i przejrzałem na oczy!
Permalink
Ivo Karakachanow
AK to Automat Karakachanowa - wymuślił to stryj mojego ojca Leszka. Nie żaden Vincis. Od lat o tym wiadomo.
Odpowiedz Permalink
Defloriusz Dyman Wander
Wiarygodny tekst - w SAL nieraz człowiek budził się z głową w jeziorze.
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
Łobywatelu guardzisto. Wsio pinkne, ale byśta mugli teksta wyjustować, coby paczałki moje nie cierpły ode czytania nierównech liniji, :D
Odpowiedz Permalink
Ivan von Lichtenstein
Mzee - mój ojciec Wandysław von Vincis udoskonalił Automat Karakachanowa, dodając wiele lepszych rzeczy.
Odpowiedz Permalink
Tytus Aureliusz-Chojnacki
W końcu - Władysław von Vincis wraca! :) Czekam na kolejne artykuły :)
Odpowiedz Permalink
Ivo Karakachanow
Aaa - to macie na myśli AK47-WvV z celownikiem optycznym i mikrofalówką polową? Trzeba tak było od razu!
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.