Może tu? Może tam? A może?...

Konfrontacja
T
o był bardzo niezwyczajny dzień. Noc spędzona w punkcie granicznym. Sen na zestawionych razem krzesłach, dzięki uprzejmości troskliwego urzędnika. Oczekiwanie na kuriera z dokumentami. A potem rozmowa z nieznajomym, który uratował mnie być może od utonięcia, albo przynajmniej nieświadomego zrobienia sobie krzywdy. Wędrówka przez to przygraniczne miasteczko. Droga bardzo okrężna do dworca leżącego przecież naprzeciwko punktu wyjścia. najkrótsza okazała się nie tylko długą i wyczerpującą, ale krętą i bogatą w doznania.
0pD9Czi0.jpg

W
sumie mogłem po prostu powrócić do kraju liniami lotniczymi. Wylądować na ekskluzywnym lotnisku w Stolicy i stamtąd udać się do Czarnolasu. Mogłem. Ale tak nie czyniłem. Zdecydowałem się na spokojne przejście na uboczu. Dlaczego? Chciałem zanurzyć się niejako powoli. Nasycić się. A przy okazji przyjrzeć. Zobaczyć, co się zmieniło. Zobaczyć, jak się Sarmacja ma teraz. Dzisiaj. Widziana oczyma wędrowca. A jest co oglądać. Kto tego nie widział na własne oczy, nie zrozumie. To trzeba po prostu zobaczyć. tego trzeba zwyczajnie doświadczyć. Z tym należy się zmierzyć.

M
ój zapał nieco przygasł, gdy wspomnienia skonfrontowały się z pierwszymi wrażeniami. Odniosłem wrażenie, że kraj się wyludnił. Gospodarka przeżywa zapaść i zubożenie. A wszystko jest w permanentnym remoncie. Trzeba uważać, gdzie się chodzi, bo można władować się w jakieś ślepe zaułki. Tu i ówdzie straszą widma przeszłości. Infrastruktura drogowa też ma wiele do nadrobienia. Ciężko się odnaleźć. Ciężko odnaleźć drogę. Z braku informacji nie bardzo wiadomo o co pytać. Na szczęście jest kogo pytać. Zawsze znajdzie się ktoś, kto udzieli odpowiedzi, poradzi, wskaże wskazówkę, wyprowadzi z błędu. A pamięć często zawodzi i zwodzi. Co było, niekoniecznie nadal jest.

Puk, puk, puk
W
szedłem na tren mocno zaniedbanego dworca. Cisza i pustka. Wiatr targa oberwanym szyldem jadłodajni. Każdy niemal skrawek ściany pokryty niezliczonymi napisami i malunkami graffiti. Dziwnie znajome napisy. Wulgarność rysunków, styl są mi jakoś dziwnie znajome? Wandalizm niestety tego dworca nie ominął. Jakaś banda chłystków, pseudo-turystów, pseudo-kiboli pozostawili po sobie niesmak i smutek zniszczonego pomieszczenia. Takich powinno pociągać się do odpowiedzialności. Rzecz w tym, że kary niewiele pomagają. Chamstwa i prymitywizmu się w ten sposób nie wypleni. Może ich wyłapywać i zsyłać do kolonii karnej, gdzie poddani zostaną resocjalizacji i odpracują społecznie zakres poczynionych przez siebie zniszczeń. To byłaby jednak długa odsiadka i ciężka praca… Bardzo długa i bardzo ciężka.

N
ikogo nie widać. Te ławeczki, które nie zostały zdewastowane i połamane lub na pół spalone, świecą pustkami. Czyżby nikt nie podróżował? Czyżby nic tu nie kursowało? Oby nie, bo niby jak ja się stąd mam wydostać?

P
odszedłem do okienka. Tak mi się wydawało, że to jest okienko kasy. Napisy dawno się zatarły. Szyby, te nie stłuczone, pokryła gruba warstwa od dawna nie zmywanego brudu. Inne miały więcej szczęścia. Już się nie brudzą. Już nikt przez nie nie będzie zaglądać do środka. Zostały zastąpione szmatami i kawałkami dykty. Zapukałem. Za którąś brudną lecz dumnie całą szybką dało się zauważyć jakiś ruch. Ktoś zerwał się z jakby posłania. Coś potrącił, coś zamruczał nieprzytomnie pod nosem. Coś potoczyło się z metalicznym hałasem po podłodze. O, jakieś butelki zostały potrącone. Chyba coś się rozlało, bo kapie… Przez otwarte okienko wydobył się nęcący zapach grila.
2832VNwA.jpg

– Tak, słucham Pana? – posłyszałem głos z wewnątrz. Okienko otworzyło się i ujrzałem nieogoloną, choć sympatyczną twarz mego rozczochranego interlokutora. Wygląda, jakby właśnie spał. Czyżbym go obudził?
– Dzień dobry. Jak dostanę się do Czarnolasu? Ile będzie kosztował przejazd?
– Do Czarnolasu, tak? Hem, niech sprawdzę. Ta… Najbliższy bezpośredni kurs będzie za 3 tygodnie. Koszt 27 000 lt.
– O rany! Dopiero za 3 tygodnie!? – włos mi się zjeżył na tę wieść.
– Och, proszę się nie martwić. Jest na to rozwiązanie. Szczęśliwie Pan trafił. Dziś kończą się obchody uroczystości poelekcyjnych. Dzięki łasce naszego Księcia mogę wydać Panu tygodniowy karnet ogólnokrajowy.
– Tak?
– Z tym karnetem może Pan podróżować, gdzie tylko chce po Księstwie. I przesiadać się do woli. Dzięki temu może Pan wyruszyć już wieczornym kursem i po drodze przesiadając się, stopniowo zbliżać się do celu podróży. I tak będzie szybciej, nie mówiąc już, że taniej.
– Rozumiem. W sumie i tak nie mam wyboru. O której jest odjazd?
– Jakby to Panu powiedzieć… – na moje pytanie kasjer najwyraźniej się zmartwił i zmieszał. Po chwili niezręcznej ciszy dodał: – Jest pewien problem związany z tym karnetem.
– Jaki problem? – zapytałem podejrzliwie.
– Nasz KRAN co prawda zezwala na podstawie karnetu na darmową podróż jego liniami z dowolnego miejsca w dowolne inne, ale zobowiązuje podróżnych do partycypacji w kosztach paliwa.
– Aha, więc tutaj leży kruczek – odparłem z przekąsem.
– Ano niestety – zgaszonym głosem odparł sprzedawca biletów.
– W jaki sposób mam partycypować?
– To już musi Pan uzgodnić z kierowcą. Podczas zakupu paliwa na trasie podróżni po prostu robią zrzutkę i wspólnie opłacają rachunek wystawiony przez CMOKA.
– A o której jest odjazd? I dokąd?

T
u zapadła wymowna pogłębiająca się i przeciągająca cisza. Mój rozmówca przybrał minę mocno obitego psa. Wzrok mu się rozkojarzył. Dłonie poczęły drżeć. Zaczął się jąkać.

– Eeee… Tego… No bo… Odjazd, mówi Pan… I dokąd… No odjazd będzie. Jak tylko jakiś autobus podjedzie. Może już nawet niedługo. Tak, na pewno już niedługo coś przyjedzie. A gdzie? tak, dokąd on pojedzie? Dobre pytanie. Otóż, pojedzie tam, gdzie zechcą tego pasażerowie. Większość pasażerów.

T
utaj zdębiałem całkowicie. Jak to? Nie ma rozkładów jazdy? Nie ma ustalonych tras? Wziąwszy na spytki człowieka siedzącego za okienkiem, od słowa do słowa, zacząłem odkrywać niektóre z realiów, z jakimi przyjdzie mi się zmierzyć.

J
akiś czas temu górę wzięły dobre skąd inną tendencje centralizujące. Jednak w połączeniu z powszechną prywatyzacją, niekoniecznie skończyło się to dobrze. To dlatego każdy kierowca sobie panem i władcą. To dlatego jeździ kiedy chce i dlaczego chce i wara komu do tego. To dlatego to i owo podupadło. Zmiany miały prowadzić na lepsze, zachęcać do konkurencji. Co jednak, jeśli nikomu się nie chciało konkurować? Jeżeli nikt nie miał pomysłu, w związku z czym sprawy pozostawione same sobie po prostu się nie działy. Jest wiele rzeczy wciąż do zrobienia. I wiele rzeczy jest aktualnie robionych. Mimo wszystko. Wbrew przeciwnościom.


Kędy droga wiedzie?
Z
apowiada się na to, że to będzie ciekawa i pouczająca podróż. Tymczasem odnalazłszy dworcową jadłodajnię, przysiadłem pod oknem i skupiłem się na wyśmienicie przyrządzonym posiłku. Gdy w końcu pojawi się przewoźnik, dworcowe megafony nie omieszkają o tym powiadomić całego miasteczka. Ciekawe dokąd pojadę. Wygląda na to, że nie do końca będzie to zależeć ode mnie. Zadecyduje głos demokratycznej większości.
B8Sw34WG.jpg

Z
mienił się ten kraj, oj zmienił. Jednym okiem przyglądając się leniwie lecącemu na ekranie telewizora serwisowi powoli sączyłem napływające informacje. Niektóre twarze pamiętam. Inne, całkiem nowe. Państwo, choć wirtualne, nadal, mimo upływu wielu już lat, nadal jest atrakcyjną ofertą wirtualnej rzeczywistości. Nie brakuje tu bynajmniej jak najbardziej realnych emocji i sporów. Tu naprawdę może się wszystko zdarzyć. Ech, trzeba będzie odświeżyć stare znajomości i nawiązać nowe.
Kp1o20J4.jpg

Z
amyśliłem się. Nastały nowe czasy. Nowe wyzwania. Jak się w tym wszystkim odnaleźć? Jaki ślad tym razem pozostawię po sobie? Co przetrwa, a co zaginie w pomroce dziejów? Z zamyślenia wyrwał mnie komunikat. Och, jest autobus. Zbieram się. Idę pogadać z kierowcą. Zobaczymy, gdzie pojedziemy najpierw i ile mnie to w sumie wyniesie.

Księstwo Sarmacji, Czarnolas, 2013.11.28
Adam Gabriel Grzelązka
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
3 972,00 lt
Ten artykuł lubią: Fryderyk von Hohenzollern, Młynek Kawowy, Jan via Teutończyk, Mateusz von Thorn-Chojnacki, François Alagambulagaux, Igancy Kalbuszewski, Gustaw Witkowski, Krzysztof von Thorn-Macak, Calisto Norvegicus-Chojnacka.
Komentarze
Ten artykuł oczekuje na pierwszy komentarz.

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.