Zamknięte skrzydło

844i9vXF.jpg



D
zwonek do drzwi. Któż o tej porze? Nikogo się nie spodziewałem, na nikogo akurat dzisiaj nie czekałem. Kogóż wiec przyniosło w ten mroźny wieczór? Opuściłem moje ciepłe gniazdko uwite w fotelu naprzeciw kamiennego kominka tryskającego wielce przyjemnym ciepłem. Jakżeż mi się nie chciało wychodzić na chłodny korytarz. Na myśl o zimnie panującym przy drzwiach wejściowych aż mi się zjeżyły włosy na głowie. Kogo tam w ten mróz?

– Baronie…
– A niech mnie, Diuszeso! Wejdź, wejdź szybko z tego zimna.

D
iuszesa Calisto zamaszystym krokiem weszła do sieni. Strząsnęła resztki śniegu z pięknego białego futra. Przeszliśmy do salonu i zagłębiliśmy się w ciepłe wyściełane fotele ustawione blisko kominka roztaczającego wszędzie przyjemne ciepło. Chwilę trwało milczenie. Sączyliśmy wino przywiezione w prezencie przez Diuszesę.

S
topniowo podczas rozmowy wyjaśniło się co i jak. Po pierwsze przywiozła sowicie napełnioną sakwę z libertami jako dotacje od prowincji. Po drugie opowiedziała ciekawą legendę o Sójce. Właściwie byłą to piękna ballada zrodzona gdzieś w zamierzchłych czasach w Nadziei. Pieśń tę w dzieciństwie często śpiewała naszej Diuszesie jej ukochana Babka. Legenda warta przekazania potomności.

Cytuję:
Można ją ściągnąć jako z załącznika do czytania na Kindle, Tabletach i Smartfonach. Do wyboru formaty ePub lub MOBI. Jeśli ktoś zechciałby plik odczytać na PC, wystarczy zainstalować Sumatra PDF – czyta nie tylko PDF, ale pliki mobilne, komiksowe CBR i parę innych rzeczy. To tyle dygresji.

Cytuję:
Pobierz poemat "Sójkowe wrózby"


B
yła jeszcze jedna kwestia, która wypłynęła w trakcie nocnej już rozmowy. Otóż rozmawialiśmy o zagadce zamkniętego skrzydła czarnoleskiego Ratusza. Skrzydło jest zamknięte już od dłuższego czasu. Nie jest natomiast jasne, ani kiedy to się stało, ani właściwie dlaczego. Trzeba będzie pogadać z obecnym Kasztelanem.

W
odwiedziny udaliśmy się z samego rana. Akurat był wolny w pełnieniu swych obowiązków. Ugościł nas należycie. Wspominaliśmy dawne dzieje. Również niedawną wyprawę do smoczej jamy. Smoka, który tak bardzo utrudniał życie wioski. Powoli naprowadziłem rozmowę na ratuszowe skrzydło.

– Od dawna jest zamknięte?
– Dokładnie nie wiem, nie ma na ten temat żadnych zapisków w kronikach kasztelani.
– A dlaczego – naciskała Calisto.
– Dziadek mój opowiadał mi pewną historię. Otóż był pożar czy coś takiego. Nie, nie ratusza. Kiedyś w podziemiach częściowo podchodzących pod miasto była kopalnia węgla. Nie, żeby jakaś wielka. Eksploatowano ją z górą może ze dwieście lat. Od dawna byłą zamknięta i zapomniana. Jedynie historia cos o tym wspominała jako lokalnym epizodzie.
– A co to ma wspólnego z… - zapytałem z lekka zniecierpliwiony.
– Pożar wybuchł właśnie w dawnych korytarzach. Zamknięte skrzydło widocznie musiało znajdować się nad jednym z korytarzy. Zaczął wydzielać się dym. Ewakuowano pracowników. Została naruszona konstrukcja budynku w tej jego części. Zamknięto, zapieczętowano i tak pozostało.
– Nikt nie próbował tam wejść ponownie? Naprawić, wyremontować?
– Nie.

D
ziwna historia. Nienaturalna. Dlaczego nie remontowano. Dlaczego nie wchodzono więcej do tego skrzydła. Czy aby burmistrz powiedział wszystko? Czy aby czegoś nie ukrywał? A może sam nie wiedział? Może ukryto część prawdy i przed nim? Tylko jakiej prawdy? Tylko co takiego skrywano?

S
tanęło na tym, że należałoby się wybrać do skrzydła. Kasztelan wymigiwał się, jak tylko mógł wijąc się niczym piskorz schwytany w siatkę. Ale w końcu uległ urokowi Diuszesy. Małe przygotowania. Nie wiadomo przecież, co nas tam czeka. I czym zaskoczy zamknięte od lat skrzydło. Uzbrojeni w noże,  broń białą, zaopatrzeni w pochodnie i różne dodatkowe akcesoria ruszyliśmy w kierunku tajemnicy.

N
ie bardzo było jak wejść. Wszelkie przejścia od wewnątrz budynku zostały skutecznie i solidnie zamurowane. Więc nie tędy. Obeszliśmy budynek dookoła. Też nic z tego. Okna i drzwi zamurowano po sam dach. Ta, będzie trzeba skoczyć po kilofy i próbować przebić się przez ścianę. To potrwa. A na dworze mróz jak nie wiem. Aż kuło w policzki. Aż od siarczystego zimna kuło w oczy. Lepiej niczego metalowego nie dotykać goła dłonią. Skóra w takich temperaturach lubi się przyklejać i pozostawiać żegnając się skutecznie i boleśnie z dłonią właściciela.

I
jak się tam zostać? Czekać do wiosny? Albo przynajmniej, aż się ociepli? Przebijanie otworu potrwa. Mury grube. Nie wiadomo jak zamurowywano otwory. Jeśli tylko ścianką, nie byłoby źle, ale jeśli po całej grubości zasypywano skalnym kruszywem i zalewano cementem, oj, to chyba już lepiej kuć przez ceglany mur. I jak to zrobić w miarę po cichu i dyskretnie, by wieść nie rozeszła się po mieście? Akurat rozgłosu nam najmniej było potrzeba. Ludzie niechętnie mówili o Wiwewiórze. Na wzmiankę o skrzydle Ratusza robili się wręcz wrogo nerwowi.

O
beszliśmy budynek chyba z dziesięć razy. Z bliska i daleka. Wszystko na nic. Żadnej szczeliny. Żadnej szansy. Wróciliśmy do domu z niczym. Wróciliśmy zawiedzeni. Na dodatek doszły nas smutne wieści. Diabły zdradzieckie znów wymknęły się spod kontroli. Naiwni wolontariusze stracili na chwilę ostrożność. Diabły korzystając z okazji pozbyły się nadajników GPS, splądrowały wolontariackie miasteczko namiotowe i wznieciły wiele pożarów. Calisto, sołtys nękanej przez nową plagę Nadziei, natychmiast odjechała zaradzić sytuacji i ochronić swych mieszkańców.

Z
ostaliśmy z kasztelanem sami pogrążeni w smutnej zadumie. Kończyło się nam wino. Pora zrobiła się późna. Zapytałem:

– A co z mapą Czarnolasu?
– Nie wiem, zaginęła – odparł jak zwykle niechętnie.

C
zemu na wszystkie stawiane pytania ostatnio dostaję w odpowiedzi głownie samą niechęć. Jaka kryje się w tym tajemnica? Co takiego wydarzyło się przez te wszystkie lata mojej nieobecności? Jaka mroczna tajemnica została przypisana do tego miasta?

– Może zachowało się coś w Starym Skrzydle – dodał po chwili zadymy.
– Ta, tylko jak tam wejść. Musi być jakiś dyskretny i cichy sposób.
– Jak chcesz, spróbuj może kanałami biegnącymi pod budynkiem. Może jakiś właz został przeoczony i da się wejść.
– To jest myśl. Spróbuję jutro.



Księstwo Sarmacji, Czarnolas, 2014.01.27
Adam Gabriel baronet Grzelązka herbu Opoka
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
1 626,00 lt
Ten artykuł lubią: Calisto Norvegicus-Chojnacka, Paulus Buddus, Tomasz Ivo Hugo.
Komentarze
Bartosz von Thorn-Mackiewicz
Tak z czystej ciekawości — dlaczego tylko ePub i MOBI? Czyżbym przegapił rewolucję czytnikową? Ja wiem, że łatwo i na wiele sposobów można sobie poradzić z otwarciem tego na PC, ale po co?
Hejtuję brak PDFa.
Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Ach, te podłe diabły... następnym razem chyba przyjadę w futerku czarno-białym i puchatym tak, że hej! I już nie z winem tylko z szczerozłotym bimberkiem :D Swoją drogą ciekawe, czy jakbyśmy takiego diabła złapali i na smyczy przywieźli tutaj, to czy by sobie z tymi oknami nie poradził... Te puchate bestie mają w sobie tyle energii i chęci zniszczenia, że mogłyby dać radę. 
Odpowiedz Permalink
Rattus Norvegicus-Chojnacki
I to jest historia na nową sesję RPG. :)
Odpowiedz Permalink
Paulus Buddus
uwielbiam!! :) dwa. trzy.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.