Wiosny by się chciało

oXj65QyI.jpg


Zima jeszcze

Zima jeszcze. Wedle kalendarza przynajmniej, gdyż zima tak jakoś w tym roku nieśmiało była. Niby była, aniby trochę nie. To się pojawiała, to znów znikała. Nie srożyła się prawie. Nie bardzo, niewiele, ot od czasu do czasu, niemalżesz od niechcenia, leniwie. Śnieg owszem bywał. Chwilami nawet sporo. Po ostatnim ośnieżeniu tu i ówdzie nadal brudne łaty poodgarnieniowe zalegają. Ale coraz mniej, coraz słabiej. Z dnia na dzień te zalegliny odsłaniają swą skrywaną dotąd zawartość: piasek, drobne kamienie, śmieci najprzeróżniejszego autoramentu, wreszcie te najmniej przyjemne - psie... no wiecie co psie. Dobrze przechowane w mrozie teraz rozmiękają w topniejącym śniegu. Widać i czuć z daleka.


Zima już w odwrocie. Zimy już coraz mniej. Tak jakoś na sercu robi się inaczej. Lżej. Wiosny się zachciewa. Takiej pełną gębą. Ciepłej, zielonej, rozśpiewanej. Ech, wiosna, wiosna, wiosna...


Cytuję:
KWIAT

2012-04-25
Poznań


napisać tak
by niczym się od prawdziwego
i woń aby spośród
zamkniętej księgi kart
budził zdziwienie
by pachniał
najprawdziwiej jakoby na łące
a przecież go nie ma
a przecież tylko słowa
opisują ów kwiat

gdy już tak zdołam
gdy napisać będę tak mógł
wtedy nazwiesz mnie prawdziwie
poetą kwiatów

nie będę się też wzbraniał jeśli
będziesz o mnie rozpowiadać
żem jest poezji kwiatem



Wieczora włóczęga

Wczoraj wieczorem, porą jeszcze nie nocną, a już nie dzienną, kiedy nie mrok jeszcze, a blask dnia wspomnieniem już jeno, na spacer, do parku, tam gdzie zawsze. Nadchodzący niemrawo mrok coraz wyraziściej rozświetlały latarnie. Nastrojowo. Pięknie. Lirycznie. Nie dla widoków tam ja jednak.

Tuż obok, niedaleko, o krok, góra dwa, jest kościół pod patronatem św. Jana Vianeya. Do parku poszedłem na niedługi spacer w oczekiwaniu na spowiedź. No i aby się do niej przygotować. A ponieważ było jeszcze za wcześnie, w oczekiwaniu na przyzywające dzwony, spacerowałem badając stan swej duszy i rozmawiając z Bogiem. Mało ludzi, nastrojowo – można się i wyciszyć i zastanowić nad sobą i z Bogiem podialogować.
Lubię na spowiedź chodzić do tego cichego, spokojnego kościółka. Cicho tu i kameralnie. A spowiedź jeszcze przed mszą, więc nic nie rozprasza i można z pokorą nachylić się przed Bogiem, o łaski prosić. I ciszą sycić. I obecnością Jego. Nim jednak dzwony zaprosiły do wnętrza na spotkanie z kochającym Bogiem, tu spacer.

Niejako mimochodem, niezamierzenie, oko moje rejestrowało wszystko to, co w półmroku ciemniejącego wieczoru dało się jeszcze dostrzec. A że dawno jakoś nie było okazji, nie było czasu, ochoty nie było – wiec teraz syciłem nie tylko ciekawość ale i poiłem łaknienie spaceru w sobie.


Z zamyślenia, z rozmowy, z zafascynowania tym co wokół wyrwał mnie dzwon. Czas. Trzeba iść nim msza. Żeby na spokojnie. Od soboty jadę na rekolekcje, więc pora oczyścić sumienie i przygotować się do czekającej mnie kilkudniowej służby.

Cytuję:
MIŁOSNE GRAFFITI

2007-03-28
Poznań


nieznaną ręką
zmalowane na murze
rozdziela
słowa nienawiści
rasizmu
i zwyczajną głupotę

szpetota uliczna
blednie niekiedy
przyćmiona prawdziwym arcydziełem
ulicznego graffiti artysty

nieistotne treści
na murach nabazgrane
niekiedy przesłania
miłosne przesłanie

są bohomazy są i łobuzy
szpecą nam ulice i mury
czasem i bywa prawdziwy artysta
co na murze duszę swą wyrazić pragnie
miłosne pozostawiając przesłanie



Dziś o poranku


Ech, wiosna. Jeszcze trochę, ale już niedługo. Gdy dziś rano zszedłem na dół, na przystanek obok owego parku, w którym mnie wczoraj się spacerowało podczas intymnej z Bogiem rozmowy, za wiosną to w lewo, to w prawo mi się głowa kręciła, a oczy me szukały jakiejś nadziei, ze może niedługo, że może wcześniej. Zszedłem, bowiem na przystanek u mnie się schodzi właśnie nieco w dół. Ze wzgórza. Odczuwa się to szczególnie wyraźnie, gdy wraca się z przystanku owego, albo rowerem z parku do domu. Niby nic, ale na tych kilku dziesiątkach metrów teren wznosi się znacząco. Zasapać się można, gdy pośpiech człowieka pogania.


Ale nie o topografii, a o wiośnie i tęsknocie za nią być miało. Zaszedłem zatem na ów przystanek, na tramwaj czekam I patrzę. Stoję i patrzę. Czekam i patrzę. Wiosny szukam. Śladów jej wypatruję. Przede mną bezlistny park. W strumieniu kaczki. Już nie tyle, co kiedyś. Nie tyle, co jeszcze niedawno, że jedna na drugiej. Nie tyle, gdy śnieg. Twarz owiewa mi wiatr. Ni ciepły, ni zimny. To ciepły, to zimny. I ciepły i zimny zarazem. Pomieszany jakiś taki. I gdyby nie ten wiatr, słońce łasiłoby się przymilnie do twarzy. A tak, co się przymili, to zimny podmuch liźnie po poliku i wszystko przepada. Całe ciepło słonecznego poranka.

Cytuję:
PARK SOŁACKI

2011-04-04
Poznań


noc lampami zakwitła
gwiazdy ktoś
przezornie kołdrą chmur nakrył
wokół toczy się melodia
zakochanych serc
tak bywa tylko na wiosnę
kiedy w sercu budzi się czas
i pragnie być zakochanym

a niebo
niebo dzisiaj smutne
płakało za dnia
łzy schną jeszcze na ławkach
na których już nie siedzi nikt

a ja idę
a ja tęsknię
stopy obmywam
nieba łzami
nadzieją się pożywiam
w nadziei trwam
z nadzieją na te aleje nocą przybywam
z nadzieją którą szumią młode liście drzew
że ktoś tam w domu
nadal kocha
kocha pomimo
kocha też i mnie


Gdzie tej wiosny ślad?

Przystanek. Park za plecami. Tramwaju jeszcze nie widać. Więc oczami szperam po parku. Nie widać jakoś. No nie widać. Więc raz jeszcze taksuję. I jeszcze i raz po raz i znów. Bura trawa jakoś jeszcze. Ciut jakby zielono tu i ówdzie, ale niewiele, ale niemrawo, więcej, a raczej na odwrót – mniej niźli rachitycznie. Szkoda. Jest tramwaj. Wsiadam, jadę. Za oknem niespodzianka. Aleja, przy której biegną tory, rozdziela szerokim pasem obie swe nitki jezdni spacerniakiem wysadzanym kasztanami. Pod nimi zaś zielono. Nie, żeby już całkowicie, wszechobecnie.

Cytuję:
CIEPLEJSZE SOBIE

2010-04-17
Poznań


znalazłszy miejsce
na innej spoczywam ławce
w innym parku
wystawiam się łapczywie promienie
łaknę jego blasku
łaknę ciepła wiosennego

a ku Bogu wyciągam dłonie
w nieśmiałym geście
zaradź mej biedzie i ratuj
kochaj och kochaj goręcej
nie ustawaj nie przejmuj się
mymi unikami
obsyp miłością
jak jabłoń wiosennym kwieciem

dość tej zimy w sercu
dość cierpienia jakie w gardle
rozpaczą staje

kochaj mnie Boże
ja Ciebie proszę
utul w ramionach
otocz ramieniem
i naucz
naucz jak
wytłumacz dlaczego
daj siłę której nie mam
nową rozlej nadzieję
że nie wszystko jest jeszcze stracone
że można jeszcze od początku
że można dalej
że da się pomimo
że jednak
że z Twoją pomocą
że w Twoim cieniu
że Ty w sercu
że życie
że miłość

otwieram Ci moje serce
otwieram i na Ciebie czekam
przyjdź kochaj pozostań



Za to popołudniem…


Za to popołudniu… Ech, gdyby nie ten przenikliwie zimny wiatr… Za to słońce – palce lizać. Milutko. A do tego błękit nieba upstrzony bielą chmur. I gdyby nie ów przenikliwie zimny wiatr, to wiosna niemal że na ręki wyciągniecie, na końcu niemal języka, prawie że już tuż tuż… No, ale wiatr, zimny i przenikliwy rozwiewał nieco marzenia. Więc tęsknota. Tylko tęsknota.



Wracając zrobiłem kilka zdjęć tej świeżej zieloności. Dla upamiętnienia tej chwili tęskności. Jeszcze zimno. Jeszcze zima kalendarzowo. Jeszcze i deszcz pewnie i może nawet śnieg jaki świeży, a w nocy mniejsze lub większe przymrozki. Ale już niedługo. Dzień z dnia na dzień dłuży się coraz wyśmieniciej. Coraz jaśniej, a jaśniej coraz dłużej.



Wystarczyło te parę godzin słońca, a pomimo zimnego wiatru zazieleniło się tu i ówdzie całkiem znacząco. Na razie tylko trawa. Drzewa i krzewy jeszcze nic z tego sobie nie robią. Śpią w najlepsze. Albo czuwają już wypatrując chwili, aby sok rozsadził koniuszki gałązek i mogły w nich zagościć pąki listne i kwietne.

Księstwo Sarmacji, Czarnolas, 2014.02.
Adam Gabriel baronet Grzelązka herbu Opoka
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
1 853,00 lt
Ten artykuł lubią: Avril von Levengothon, Emanuel Śmigło, Bartosz von Thorn-Mackiewicz, Fryderyk von Hohenzollern.
Komentarze
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Oż Ty! Edycji Ci się zachciało, a czytać nie ma co ;)
Odpowiedz Permalink
Adam Gabriel Grzelązka
net mi tnie łacze - zdublował się art, wiec napisałem nowy i próbuję wysłac od dobrego kwadransa, ale widzę, ze jeszcze nie poszedł :(
Permalink
Gauleiter Kakulski
A wiosną niechaj wiosnę, nie Sarmację, zobaczę.
Odpowiedz Permalink
Adam Gabriel Grzelązka
A teraz urwało połowę. Kurcze masakra. Może zdążę jeszcze dosłąć końcówkę..
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.