Versus: Raz, dwa, trzy pionkiem jesteś ty

- Niewątpliwie udało nam się rozruszać nieco skostniałe społeczeństwo - zauważył markiz Leszczyński usadzając się w wygodnym fotelu. Pokój klubu parlamentarnego Represji przypominał salony w Pałacu Książęcym nic więc dziwnego, że urzędujący w nim posłowie zaczęli czuć się jak książęta.
- Racja. Widać lud potrzebuje mieć jakiegoś wroga - wtórował Czuguł-Chan, który ostatnimi czasy zaczął przełamywać początkującą nieśmiałość wynikającą z piastowanego przez niego stanowiska i rozlicznych żartów na temat uciech, jakim mógł sekretarzować.
- Nienawiść do nas raczej nie pomoże nam zdobyć władzy - zauważył wchodzący właśnie do pokoju Torped. Kanclerz podszedł do biurka Helwetyka i położył na nim białą kopertę, którą odebrał woźnemu. Koperta była adresowana do JKW, nie posiadała natomiast żadnej informacji na temat nadawcy, żadnego stempla, znaczka, niczego. Kto jednak przejmowałby się białymi kopertami - fani lub szantażyści - zaśmiał się.

Romański od dłuższego czasu siedział w ciszy. Rozmyślał o wydarzeniach ostatnich dni, analizował, wnioskował, przygotowywał się do spotkania "na szczycie" - czyli w gronie Represji właśnie. Kopertę wziął do rąk jakby machinalnie, od niechcenia. Otworzył, wyjął kartkę, przeczytał, rzucił na biurko i rozpoczął spotkanie klubowe. Po godzinie podsumowywania ostatnich dokonań, rozwodzenia się nad głupotą ludzką doprowadzającą do referendum i poszukiwania sposobu na zamknięcie ust uciążliwym krytykom, wszyscy mieli już dość. Na szczęście zadzwonił telefon, dając rozmówcom chwilę wytchnienia.

Helwetyk odłożył słuchawkę i przez dłuższą chwilę siedział w milczeniu. W końcu jednak przywołał swoich kolegów i wyszeptał, jakby bał się, że głośniejsze wyjawienie treści rozmowy byłoby nie na miejscu:
- Dzwonili ze szpitala. Próbowali wybudzić Jego Książęca Mość ze śpiączki farmakologicznej. Bezskutecznie.
- Wygląda na to, że będzie nam potrzebny nowy książę.
- Dopóki JKM żyje, raczej to nie przejdzie.
- Tak czy siak, ktoś rządzić musi - zauważył Krzysiek.
- Mamy kanclerza. Książę i tak mało się udzielał. Dla nas to nic nie zmienia.
- Niby tak, ale stan JKM jest krytyczny. Jeśli nie uda się go uratować będziemy mieli wolną elekcję. Potrzebujemy kandydata - zauważył Helwetyk.
- No raczej nikt z nas się nie przebije - Torped przyglądał się uważnie badaniom SOBOSu dotyczącym poparcia społeczeństwa dla poszczególnych polityków w KS.
- Z nas nikt - zgodził się marszałek. - Potrzebujemy kogoś, kto budzi zaufanie publiczne a jednocześnie pozwoli nam się zmanipulować.
- Masz kogoś konkretnego na myśli?
- Yhym...

***

Poza gmachem sejmu nie było zbyt przytulnie. Padał deszcz. Wiało. I w ogóle człowieka ogarniało wielkie zniechęcenie gdy tylko pomyślał o wyjściu na ten wygwizdów. Leszczyński nie miał jednak wyboru. Czarnolas również potrzebował władz. Kantyna pusta, na ulice wyszedł zbuntowany lud, lada moment dojdzie do przewrotu. Musiał się tam dostać i to jak najszybciej.

Jak na złość rządowa limuzyna gdzieś się ulotniła, a taksówkarze jakby na złość nie zatrzymywali się przed przemokniętym posłem. Gdy markiz Leszczyński zaczął już tracić nadzieję tuż przed jego nosem zatrzymał się czarny mercedes. Kierowca właśnie wybierał się do Czarnolasu.
- Cóż za szczęśliwy zbieg okoliczności - zauważył.
- Doprawdy - przytaknął Leszczyński. Nie lubił jeździć z nieznajomymi. Tym razem jednak nie miał wyboru. - A jakiż to interes wiedzie Pana do Czarnolasu?
- Mam wyśledzić i złapać jakiegoś Wiewióra, czy coś takiego - zaśmiał się nieznajomy. I ten śmiech, taki ciepły i przyjazny, pozwolił markizowi nieco się rozluźnić. Dalsza rozmowa potoczyła się już w znacznie przyjaźniejszym tonie i w miłej atmosferze.

Kiedy zatrzymywali się w środku lasu poseł nawet nie zwrócił na to uwagi. Założył od razu, że kierowca potrzebuje w krzaczki za potrzebą. Jakież było jego zdziwienie gdy nagle tuż przed oczami pojawiła mu się nieprzenikniona czerń wnętrza lufy Walthera.

Nieznajomy wyciągnął Leszczyńskiego z samochodu i poprowadził go głęboko w las. Markiz czuł, że to jego ostatnia droga. Na jej końcu czekała ponura śmierć. Nieznajomy jednak bardziej niż mordem fascynował się katowaniem. Zamiast pociągnąć za spust pobił posła do nieprzytomności. Bezwładnego obdarł z szat, poranił i zepchnął w dół z urwiska.
- Wilki dokończą dzieła - zaśmiał się paskudnie wracając do samochodu.

***

Monarchista siedziała w obskurnym pokoju jakiegoś podrzędnego motelu. Na końcu świata, gdzie nikt nie był w stanie jej rozpoznać. Czekała na dobrą wiadomość i na wynajętego przez siebie rycerza. Kiedy w końcu pojawił się w drzwiach aż drgnęła z podekscytowania.
- Udało się?
- A czemu miałoby się nie udać? Śnięty raz na zawsze. Wilki zatrą ślady.
- Wspaniale - ucieszyła się monarchista. Od ich poprzedniego spotkania do teraz martwiła się, że najemnik nie tylko nie wykona jej polecenia, ale jeszcze zdradzi ją i wówczas żadnymi sposobami nie ocali swojej ślicznej główki. Jakąż poczuła ulgę gdy cała sprawa się zakończyła. No, prawie zakończyła.
- Przyszedłem po swoją zapłatę.
- Proszę - monarchistka podała mu białą kopertę, jednocześnie modląc się by od razu przeszedł do deseru. Tak jak przypuszczała, mężczyzna rzucił kopertę w kąt nawet nie sprawdzając jej zawartości i natychmiast przystąpił do amorów. Nie były to jednak romantyczne umizgi, a brudna i brutalna żądza. Monarchistka darła się w niebo głosy gdy zdzierał z niej ubranie i kładł się na niej. Nie musiała nawet udawać. Naprawdę się bała. Wystarczyło, żeby jej plan przesunął się w czasie o kilka minut, a ta bestia się do niej dobierze.

Na szczęście Represjonista pojawił się na miejscu punktualnie. Widząc, że jego przyjaciółkę gwałci jakiś opryszek bez chwili zastanowienia chwycił jedną z leżących przed motelem cegieł i wparował do pokoju w takim szale, takim pędem, że rozgrzany chuciami opryszek nawet nie zdążył podnieść się z łóżka nim cegła wbiła się w jego wielki łeb. Dla pewności Represjonista powtórzył ruch jeszcze kilka razy po czym zrzucił martwe cielsko na ziemię i przytulił rozedrganą monarchistkę.
- Polityka chyba jednak nie jest dla takich delikatnych niewiast - wyszeptał wycierając jej łzy.

Część 1: Zamach stanu? Czemu nie!
Część 2: Nie pij, nie śpij, niej trać z oczu konkurencji
Część 3: Represja? Opresja!
Część 4: Zza chmur
Część 5: Zew krwi
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
4 908,00 lt
Ten artykuł lubią: Mikołaj Torped, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, Rattus Norvegicus-Chojnacki, Andrzej Fryderyk, Henryk Leszczyński, Karolina Aleksandra, Markus Arped, Michał Pséftis, Adam Gabriel Grzelązka.
Komentarze
Rihanna Aureliuš-Sedrovski
Coraz bardziej mi się podoba :D Czekam na więcej. No i leszcz :p
Odpowiedz Permalink
Rattus Norvegicus-Chojnacki
Czytając, niczym serial oglądając, do tygodnia kolejnego, środy następnej, wytrzymać ciężko. Nawet ja szczegółów nie znam, myśli jednej ni sugestii... Boleję nad tym, bo chciałoby się więcej!
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Drogi mój małżonku! Autor musi traktować równo wszystkich Czytelników :) Bez wyjątku. Mam nadzieję, że kolejne części Was nie rozczarują :P
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
Przymierzam się i przymierzam… czy to będzie w PDF/EPUB? :D
Odpowiedz Permalink
Rattus Norvegicus-Chojnacki
Czyli WKW drukowaną wersje chciałby? No, przedruk książki kosztuje :P
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Hmm... zasadniczo nic nie stoi na przeszkodzie by wrzucić to w PDFie. Jeśli to ma zwiększyć poczytność to chętnie to zrobię :P Może nawet dziś wieczorkiem...
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
posłankę rihannę jara wizja skatowanego leszczyńskiego?;)
Odpowiedz Permalink
Rihanna Aureliuš-Sedrovski
Nie. Jara mnie wizja jazdy autem xd
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
A może to bardziej chodzi o to, że Leszczyński leży w lesie z gołą du... tyłkiem :D
Odpowiedz Permalink
Michał Pséftis
Twór ów wyobraźni niezmiernie przypadł mi do gustu, muszę przyznać. Widząc nawiązania polityczne musiałem sięgać do nieznanej mi sytuacji, ale ufam, że wszystko zrozumiałem tak, jak zrozumieć powinienem - i przez to muszę także pogratulować umiejętności sprawnego posługiwania się komizmem. ;)
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Jakby komuś brakowało PDFa to już jest o tu!
Odpowiedz Permalink
Prezerwatyw Tradycja Radziecki
Szkoda, że z wydania PDF nie zrobiono jakiejś większej inicjatywy - np. możliwość kupna PDFa za liberty, luksusowe wydanie, bonusy itp.
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.