Dwór Książęcy, Tomasz Ivo Hugo, 20.01.2015 r. o 22:20
Książę wzywa do reformy ustroju!
Seria wydawnicza: Dyskusje

Moi Drodzy!

W
zywam Księstwo Sarmacji do zreformowania ustroju politycznego. Zreformowania, które by nie naruszało podstaw monarchii parlamentarnej, ale wprowadziło do niej powiew świeżości i dynamizm.

S
ejm - zmieńmy diametralnie, wywróćmy do góry nogami sposób wyłaniania posłanek i posłów.

Wesprzyjmy nowe Sarmatki i nowych Sarmatów, którzy interesują się polityką i po to do Sarmacji przybyli, żeby uprawiać politykę. Często zdarza się tak, że przegrywają z doświadczonymi Sarmatkami i Sarmatami, tylko przez fakt mniejszej popularności, rozpoznawalności. I równie często zdarza się, że tracimy wartościowe osoby tylko dlatego, że zniechęciły się przez brak mandatu w Sejmie, a nie zdążyły poznać innych walorów Księstwa. Jednak, żeby nie zdarzyło się tak, że młodzi, niedoświadczeni wywrócą Sarmację do góry nogami - niech będzie to jedno miejsce w Sejmie. Utwórzmy listę nowych obywateli - okres 9 miesięcy, to wystarczająca ochronka, a skoro już się raz dostanie do Sejmu (np. właśnie z tej listy), to już będzie można o takiej osobie, że zdobyła pewne doświadczenie; więc niech dostanie się tylko raz.

Odejdźmy od wymogu zakładania partii i równocześnie wybierajmy posłanki i posłów w naszych Samorządach. Niech liczebność mandatów z każdego takiego okręgu będzie uzależniona od liczebności mieszkańców-aktywnych obywateli.

Przywróćmy głosy ważonych, ale nie na starych zasadach. Niech głosy ważone wspierają zasługi obecne, a nie zasiedziane. Niechaj siła dodatkowych głosów będzie się opierać na wsiach otrzymanych od księcia w ostatnich 12 miesiącach poprzedzających wybory, czyli tak na prawdę na pracy na rzecz Sarmacji i Samorządów.

Wprowadźmy więcej emocji i dynamizm poprzez rotację posłów/posłanek. Niech wyborcy mają większy wpływ na SWOICH przedstawicieli - niech zwiększy się poczucie odpowiedzialności posłanek i posłów przed nimi. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby poseł/posłanka, który/a się sprawdzi, spełni pokładane w nim/niej nadzieje, został/-a wybrany/a ponownie. Przy zarzutach przeciwko Sejmowi Walnemu wspominano, że brakowało tego dreszczyku emocji dotyczącego niepewności czy znajdzie się ktoś w sejmie, czy nie. Ja proponuję potrojenie tego dreszczyku - wybory odbywałyby się 3 razy na kadencję Sejmu (raz przed jej rozpoczęciem i dwa razy w trakcie). Z rotacji wyłączony byłby poseł, który uzyska mandat z listy nowych mieszkańców. Rotacja nie miałaby także zastosowania, jeśli wybieralibyśmy po 1 pośle z każdego okręgu. I wreszcie wpływ rotacji Sejmu na Radę Ministrów. Wyborcy nie będą musieli już składać projektów referendów, które generowałyby niepotrzebny hejt - po miesiącu pójdą do urn i "wymienią" większość sejmową, jeśli zdołają. Natomiast Rada Ministrów nie popadnie w marazm czy prokrastynację - swoje najważniejsze pomysły, którymi chwycili za serca wyborców, wprowadzą najszybciej jak się da. No a jeśli się okaże, że nie mieli przygotowanych przepisów wprowadzających swoje pomysły? No cóż, wyborca i to zweryfikuje.

R
ada Ministrów - zmieńmy miejsce Kanclerza i odwróćmy zależności Rady Ministrów.

Ciężko ostatnio znaleźć chętnego na stanowisko Kanclerza, dlatego proponuję zdjęcie z Kanclerza odpowiedzialności za wyznaczanie obowiązków ministrów i uzależnić zarówno tych ostatnich. Niech Kanclerz będzie bardziej zależny od Sejmu, konkretnie - większości sejmowej (koalicji) i jej wytycznych. Kanclerz może być dyrektorem zarządzającym, który ma nad sobą zgromadzenie wspólników w postaci posłanek i posłów. Sejm będzie wyznaczał zadania i kompetencje ministrów, a Kanclerz będzie kierował ich pracą. Uważam, że to zmniejszy odpowiedzialność Kanclerza i zwiększy zainteresowanie tym stanowiskiem.

Równocześnie proszę o zwiększenie mojego wpływu na politykę zagraniczną i ministra spraw zagranicznych.
Serduszka
13 685,00 lt
Ten artykuł lubią: Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki, Laurencjusz Ma Hi at Atera, Zbyszko Gustolúpulo, Młynek Kawowy, Jack von Horn, Susanne Delfina Kierkeller, Tytus Aureliusz-Chojnacki, Adrian Maksymilian Józef Alatriste, Rattus Norvegicus-Chojnacki, Krzysztof St. M. Kwazi, Calisto Norvegicus-Chojnacka, Vladimir ik Lihtenštán, Paulus Buddus, Adam Jerzy Piastowski, Paviel Gustolúpulo.
Komentarze
Sucio Vips
Jako obywatel Pięknego KS podoba mi się ta reforma.ZA
Permalink
Laurencjusz Ma Hi at Atera
Dużo ostatnio o reformach czytałem i ten sposób myślenia mi się podoba.
Poprzednie reformy różnie można oceniać. W sejmie spiera się kilka osób, a pozostali przestali się interesować, bo.... po co skoro ich zdanie jest mało ważne, a i głosować nie mogą. Nie do końca przemawia do mnie tylko jeden z przytoczonych pomysłów : zależność Kanclerza od Sejmu.

Pozostałe pomysły przydało by się przetestować, bo mają szansę powodzenia :D

PS : Jakie macie zdanie Szanowni Sarmaci ?
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Cytuję:
Nie do końca przemawia do mnie tylko jeden z przytoczonych pomysłów : zależność Kanclerza od Sejmu.
Pierwotnie rzeczywiście o niej nawet nie myślałem. Jednak dochodzą do mnie głosy, że ludzie obawiają się odpowiedzialności spoczywającej na Kanclerzu. A Kanclerz i tak jest zależny od Sejmu, który go wybiera, byłby jeszcze bardziej ;-)
Odpowiedz Permalink
Młynek Kawowy
To są same dobre pomysły. Nie wiem tylko, czy wybieranie posłów z samorządów wypali (zresztą - chyba mówiłem o tym JKMości, kiedy pytał o zdanie), bo w takiej np. Sclavinii stosunek liczby posłów do liczby wyborców będzie dość wysoki.

A korzystając z tego, że Książę mówi o zmianach ustrojowych, także w odniesieniu do RM, pozwolę sobie zaproponować rozwiązanie, które kiedyś proponowałem dla Eskwilinii.

Zamiast rady ministrów sensu stricto: gabinet niezależnych urzędników, powoływanych każdy z osobna i osobno odpowiadających przed sejmem. Efektem tego rozwiązania jest zwielokrotnienie gry politycznej (bo toczy się nie o stanowisko kanclerza, ale o każdy resort z osobna). Rzadko bywa w naszych realiach tak, że partia, która wygrywa wybory, ma: 1) samodzielną większość; 2) kompleksowy pomysł na funkcjonowanie rządu. Moją propozycją jest więc rozbicie rządu na szereg resortów, których szefowie z osobna odpowiadają przed parlamentem.

Szefowie resortów wybieraliby spośród siebie kanclerza, który odpowiadałby za koordynację.

Być może znów źle tłumaczę swoją myśl, jak mi się to często ostatnio zdarza. Ale dysponuję spisanymi rozwiązaniami prawnymi dla powyższej koncepcji, gdyby ktoś był zainteresowany.
Odpowiedz Permalink
Siergiusz Asketil
Wydaje mi się, że ograniczenie tej odpowiedzialności (czyli uprawnień) pogorszy tylko sytuację. Co jakiś czas pojawia się ktoś, kto chce spróbować swoich sił. Wątpię by taka osoba chciała zostać marionetką Sejmu, a zaznaczmy, że koalicja już teraz ma dużo do powiedzenia w temacie działań poszczególnych ministerstw.

Nie jestem również przekonany co do okręgów wyborczych. Boję się, że z czasem dojdzie do sytuacji, kiedy posłowie będą dbali wyłącznie o interesy samorządu z którego zostali wybrani.
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Cytuję:
Zamiast rady ministrów sensu stricto: gabinet niezależnych urzędników, powoływanych każdy z osobna i osobno odpowiadających przed sejmem. Efektem tego rozwiązania jest zwielokrotnienie gry politycznej (bo toczy się nie o stanowisko kanclerza, ale o każdy resort z osobna). Rzadko bywa w naszych realiach tak, że partia, która wygrywa wybory, ma: 1) samodzielną większość; 2) kompleksowy pomysł na funkcjonowanie rządu. Moją propozycją jest więc rozbicie rządu na szereg resortów, których szefowie z osobna odpowiadają przed parlamentem.
Moja propozycja w pewnym sensie to zakłada - będą się nazywać ministrami, Radą Ministrów, ale odpowiedzialni będą przed Sejmem; wciąż ja będę ich powoływał, ale już wszystkich na wniosek Sejmu. Nie wiem tylko czy jest sens w Konstytucji wypisywać wszystkie teki - być może nawet warto by zastanowić się, o czym napisałem w Sejmie, nad ustawą, która w ogóle wyłączy niektóre zadania z rady ministrów i Sejm będzie powoływał takich urzędników, o których Wicehrabia wspomina. Danie Sejmowi większego wpływu na ministrów może być początkiem, zaczynkiem do tego, co Wicehrabia proponuje.
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Cytuję:
Wydaje mi się, że ograniczenie tej odpowiedzialności (czyli uprawnień) pogorszy tylko sytuację. Co jakiś czas pojawia się ktoś, kto chce spróbować swoich sił. Wątpię by taka osoba chciała zostać marionetką Sejmu, a zaznaczmy, że koalicja już teraz ma dużo do powiedzenia w temacie działań poszczególnych ministerstw.
Koalicja może zawsze odwołać... w zasadzie od razu całą Radę Ministrów (odwołując Kanclerza). Ten "co jakiś czas", o którym Baronet napisał, zdarza się ostatni zbyt rzadko. A i wówczas zdarza się, że na chęciach się niestety kończy (już nawet nie chodzi o nieudane próby). Myślę, że traktowanie tego w kategoriach "marionetki" jest zbyt histerycznym podejściem do sprawy. Każdy minister będzie zależny od wytycznych Sejmu, a Kanclerz będzie rzeczywistym primus inter pares. Niby czemu większość sejmowa nie ma mieć czegoś do powiedzenia w temacie? W końcu kompetencje Sejmu mają służyć temu, żeby władza wykonawcza była należycie ograniczona.
Odpowiedz Permalink
Siergiusz Asketil
Głównym zarzutem jest brak zainteresowania kanclerstwem. Odpieram i mówię, że po tych zmianach będzie jeszcze gorzej - z pewnością nie lepiej, bo do działania i tak potrzebna jest motywacja. Żadne zmniejszenie odpowiedzialności jej nie poprawi. Jeżeli ktoś nie będzie chciał podjąć tego wzywania, to przecież nagle nie zmieni zdania. Jeżeli miałbym się postawić w roli potencjalnego kanclerza (suchy przykład, nvm) to takowa reforma zdecydowanie by mnie zniechęciła. Nie mam pojęcia jak w przypadku innych, ale obstawiam, że podobnie ;-)

Ogółem... nie jestem pewien czy prowadzenia identycznych dyskusji tutaj oraz na Forum Centralnym jest dobrym pomysłem. Lepiej chyba debatować w jednym miejscu.
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Chcę odejść od pojęcia kanclerstwa obecnego, każdy z ministrów stałby się takim kanclerzem.
Odpowiedz Permalink
Młynek Kawowy
Sam sobie sterem, kanclerzem, okrętem.
Odpowiedz Permalink
Laurencjusz Ma Hi at Atera
Cytuję:
Głównym zarzutem jest brak zainteresowania kanclerstwem. Odpieram i mówię, że po tych zmianach będzie jeszcze gorzej - z pewnością nie lepiej, bo do działania i tak potrzebna jest motywacja. Żadne zmniejszenie odpowiedzialności jej nie poprawi. Jeżeli ktoś nie będzie chciał podjąć tego wzywania, to przecież nagle nie zmieni zdania. Jeżeli miałbym się postawić w roli potencjalnego kanclerza (suchy przykład, nvm) to takowa reforma zdecydowanie by mnie zniechęciła. Nie mam pojęcia jak w przypadku innych, ale obstawiam, że podobnie ;-)

Ogółem... nie jestem pewien czy prowadzenia identycznych dyskusji tutaj oraz na Forum Centralnym jest dobrym pomysłem. Lepiej chyba debatować w jednym miejscu.

Nie zgadzam się. Według mnie jak Kanclerz będzie miał konktretne obowiązki i przywileje to może tem pomysł wypalić :)
Odpowiedz Permalink
Siergiusz Asketil
Pytanie zatem czy jest to dobra droga. Nie mam pojęcia jak było w poprzednich rządach, ale dwa ostatnie gabinety dawały spore uprawnienia dla każdego ministra. Nie było (nadal nie ma) wielkich ograniczeń, więc każdy pracuje na miarę swoich możliwości, wiedząc, że jeżeli nawali, to kanclerz zetnie głowę :-)
Odpowiedz Permalink
Siergiusz Asketil
@Laurencjusz: Teraz nie ma...?
Odpowiedz Permalink
Laurencjusz Ma Hi at Atera
Cytuję:
Chcę odejść od pojęcia kanclerstwa obecnego, każdy z ministrów stałby się takim kanclerzem.

No jeśli tak, to Rządem musiał by kierować chyba Książę :)
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Baronecie, a na trzecie, to się już Baronet boi spojrzeć? ;)
Ja też nie wiem czy to jest lekarstwo na wszystko - dlatego proponuję wprowadzić to na 3 kadencje.
Odpowiedz Permalink
Tytus Aureliusz-Chojnacki
Także zastanawiałbym się nad zasadnością osłabienia pozycji Kanclerza. Pamiętajmy, że zadaniem Rady Ministrów ma być skuteczne rządzenie, a proponowane zmiany w dużym stopniu uzależnią owo od decyzji parlamentu, który tym samym zostanie ciałem pośrednio wykonawczym (decydując szczegółowo o zakresie kompetencji poszczególnych ministrów). Według mnie to Kanclerz powinien mieć wiodącą pozycję w polityce wykonawczej kraju i to on powinien (jako wybrany przez Parlament) decydować w całości o jej kształcie.

Oczywiście żaden pomysł nie jest do końca zły i myślę, że każdemu należy się szansa. Zresztą gdzie jak nie właśnie w mikronacji próbować takich rozwiązań. Mimo to, zalecam długą dyskusję.

Co do samej ordynacji pomysł bardzo mnie podniecił. Federalizacja Księstwa także na poziomie parlamentu wydaje mi się strzałem w dziesiątkę. Nawet jakby okazał się to pomysł nietrafiony to myślę, że dla samej ciekawości idei, należy jej dać szansę.
Odpowiedz Permalink
Susanne Delfina Kierkeller
Jeżeli chodzi o zmianę ordynacji i zwiększenie aktywności nowych obywateli chcących zaistnieć w Księstwie - uważam pomysł za cudowny!
Odpowiedz Permalink
Paulus Buddus
No w końcu!! Jak mądry coś napisze to aż chce się czytać :) - odpowiedni czlowiek na odpowiednim miejscu :)
Odpowiedz Permalink
Adunaphel Kovall
Brawo ;) Oby weszło to w życie ;) Jestem za!
Odpowiedz Permalink
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser
"...to już będzie można o takiej osobie, że zdobyła pewne doświadczenie; więc niech dostanie się tylko raz." - czy oznacza to, że już nigdy nie będzie mógł wystartować w wyborach, czy nie będzie mógł znów zasiadać w tej kadencji?
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
To oznacza, że jeśli był już raz wybrany do Sejmu, to nie będzie mógł startować z listy nowych obywateli.
Odpowiedz Permalink
Shilard Fitz-Oesterlen
"Może? Nie może Broń boże."
Permalink
Julian Fer at Atera
Bardzo ciekawa propozycja JKM i mi się podoba. Warto sprawdzić w praktyce, bo może to jest strzał w przysłowiową dziesiątkę :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.