Trybuna Diuków, Cudzoziemiec, 10.09.2015 r. o 08:42
Spotkanie po latach - odcinek VII.

* * * * *
SPOTKANIE PO LATACH - odcinek VII.

ROBERT JANUSZ VON THORN-CZEKAŃSKI
Wydanie I: CZEKANY, 2006
Wydanie II poprawione: GRODZISK, 2015.


Krzysiek wpadł do hotelu. Przy wejściu natknął się na Michasia. Spojrzał i bez słowa ominął. Wskoczył do windy i udał się do swojego apartamentu po sprzęt. Michaś stanął zdumiony zachowaniem Troya – A temu co znowu? – zastanawiał się głośno. Po chwili machnął ręką i udał się w kierunku zaplecza kuchni. W tym samym czasie Kowalczykowski wchodził właśnie do swojego pokoju. Szybko odszukał laptopa i kartę modemową. Sprawdził, czy wszystko działa jak należy i powoli zszedł na dół. Zanim wyszedł z apartamentowca udał się jeszcze do baru – trzeba na lepsze samopoczucie chlapnąć koniaczku – jak pomyślał tak zrobił. Teraz, czując się znacznie lepiej, skierował swe kroki do wyjścia. Drogę zagrodził mu Krupiński. Troy, wzdychając ciężko, rzucił:

- Czego chcesz?
- Ooo. A coś Ty taki niedobry? – zdziwiony powiedział Khand.
- Nie denerwuj mnie, spieszę się.
- A dokąd? Mogę iść z Tobą?
- Nie. Nie możesz. Czego chcesz?
- A nic, tak tylko pogadać chciałem. Ale skoro tak… Miłego dnia.

Troy, nic nie mówiąc szybko opuścił hotel. Khand mrugnął porozumiewawczo, do przyczajonego za filarem holu Michasia.
- Poszedł gdzieś z laptopem. Dokładnie tak jak przewidział Cesarz. – z niemym uwielbieniem w oczach powiedział Piotr.
- Tak, tak. – Michaś zamyślony zastanawiał się, po co Krzyśkowi komputer – Chodź, musimy o tym zameldować.
- Dobrze, już idę. Powiedz Monice by zajęła się Czekanem. Zdaje się, że on coś wie.
- Monia już wzięła się za Czekana, a i Radeckiego przy okazji.
- Świetnie! Cudownie! Precz z tyranem!
Michaś z niesmakiem spojrzał na wyraźnie widoczny obłęd w oczach Khanda.

Książę krążył w okolicach portu. Czekając na przybycie Armina i Trzech Królów był wyraźnie zdenerwowany. Palił papierosa, za papierosem. Po chwili na krańcu ulicy dostrzegł, szybko się do niego zbliżających oczekiwanych gości. Pomachał nerwowo by zasygnalizować swoją pozycję. Armin i Królowie przyspieszyli, a po niedługiej chwili stali już przy Piotrze.

- Cześć – rzucili chórem.
- Witajcie – z bardzo poważną miną powiedział Kefas – mamy ogromny problem. Przejdźmy gdzieś, gdzie jest mniej ludzi to Wam wszystko powiem.
Parę minut później gromadka stanęła koło portowego falochronu. Książę wziął głęboki oddech i zaczął.
- Każdy z Was dostał zapewne dziwnie wyglądające zaproszenie – powiedział i rozejrzał się po zgromadzonych.
- Zgadza się – rzucił Wewióra, jeden z byłych królów Dreamlandu.
- Każdy z Was na swoim zaproszeniu miał herb swojego kraju. A co powiecie na to? – Kefas wyjął z kieszeni marynarki znalezioną na plaży wizytówkę i pokazał Królom. Zdumienie jakie chwilę później malowało się na ich twarzach mówiło wszystko.
- Co to jest? – Armin był wyraźnie zdenerwowany – Co oznaczają te wszystkie dziwne wydarzenia? Krzyżackie sny, statki, pobicie Strudzińskiego? Kto za tym stoi?
- Tego jeszcze nie wiemy. Podejrzewamy parę osób, w tym dawno nie widzianego Jakoba, ale pewności nie mamy. Musimy jednak podjąć parę trudnych decyzji. Każdy z nas – oczywiście nie pozostający na emeryturze – Kefas uśmiechnął się do eMBe i Wewióry – musi ogłosić w swoim kraju stan wyjątkowy i bacznie pilnować tego co się dzieje. Odrodzenie Cesarstwa Teutonii, szczególnie w mariażu z Gellonią i Wandystanem, nie jest korzystne dla kogokolwiek z nas.
- Ale… jak to? – Armin był wyraźnie zszokowany – Przecież nie można tak bez powodu wprowadzać stanu wyjątkowego.
- Wiem, że nie można bez powodu. Ale powód jest – z całą mocą powiedział Książę.
Piotr, król Dreamlandu, nieoczekiwanie poparł Księcia Kozaneckiego – Zgadzam się z Piotrem. Powstanie takiego silnego państwa, łączącego najlepsze cechy naszych krajów, korzystającego z naszego dorobku i naszych systemów to potężny cios dla nas. Należy jak najszybciej działać.

W tym momencie do zgromadzonych przy falochronie dołączył Troy. Wyciągnął z torby laptopa, włączył modem i po chwili na wyświetlaczu ukazała się strona Sarmacji. Krzysiek podał komputer Kefasowi – Czyń swoją powinność – powiedział aż nazbyt poważnie. Dwadzieścia minut później listy dyskusyjne Sarmacji, Scholandii i Dreamlandu ożyły pytaniami o przyczyny stanu wyjątkowego. Co bardziej spostrzegawczy zwrócili uwagę na to, że stan ogłoszono w tym samym momencie we wszystkich mocarstwach wirtualnego świata. Ci jednak milczeli.

Monika prowadziła mnie i Radeckiego ciemnymi schodami w kierunku podhotelowej piwnicy. Próby nawiązania z nią rozmowy spełzały na niczym. Zastanawialiśmy się z Michałem co nas czeka. Gdy kilka minut później Monika otworzyła ciężkie drzwi do piwnicznego pomieszczenia, naszym oczom ukazało się okazale dekorowane pomieszczenie. Meble były obite czerwoną skórą, na jednej ze ścian wisiał ogromny wyświetlacz plazmowy, na nim zaś zarys trzech wirtualnych mocarstw. Coś się tam jednak nie zgadzało. Grodzisk nosił nazwę Marienburg, Scholopolis było Tannenbergiem, Ekkore zaś nosiło nazwę Memel. Radecki za moimi plecami cicho syknął. Monika poprowadziła nas w głąb pomieszczenia. Naszym oczom ukazała się średniego wzrostu osoba. Z jej ramion, spływał długi, biały płaszcz z wyhaftowanym czarnym krzyżem. Mężczyzna uśmiechał się do nas ciepło.

- Witajcie w mojej skromnej kwaterze. Robercie, Michale, zapraszam. Mam nadzieję, że za chwilę wszystko dokładnie zrozumiecie i przyłączycie się do mnie w mojej małej… hmm … krucjacie.

Spojrzałem na stojącą przed nami postać. Od dawna bałem się, że ten odwracający się do mnie we śnie człowiek to Jakob, i tak się właśnie okazało. Jakob uśmiechnął się do nas ciepło. Zaproponował byśmy usiedli na stojących pośrodku wygodnych, obitych czerwoną skórą, fotelach. Radecki się chwilę opierał, ale w końcu zrezygnował i usiadł obok mnie. Z napięciem czekaliśmy co będzie dalej. Jakob wskazał palcem na jedną ze ścian. Stał przy niej rząd najnowocześniejszych komputerów. Zespół „krzyżaków ” siedział i zawzięcie uderzał w klawisze. Spostrzegłem, że pracują nad jakimś kodem. Chwilę później koło Cesarza Jakoba stanął Veal.

- Znacie Veala. Od dziś jednak, znać go będziecie jako Komtura Hergemona, pana na Zamku Memel. Jest on jednocześnie szefem zespołu najwyższej jakości programistów, których widzicie tam pod ścianą. Zapewne zastanawiacie się, co oni tam robią… – z niezwykle szerokim uśmiechem zagadnął nas Jakob. Po chwili kontynuował – Otóż Komtur, wraz ze swoimi ludźmi, ulepsza i znacznie rozszerza funkcjonalność systemów informatycznych Sarmacji, Scholandii i Dreamlandu. Łącząc je w jeden, niezwykły i fascynujący system, pozwalający na realistyczną symulację życia realnego. Jesteśmy przekonani, że dzięki temu rodzące się Cesarstwo Teutonii stanie się największym krajem wirtualnego świata. Nie tylko polskiego. – po tych słowach Maziarz roześmiał się głośno. Veal, czy raczej Hergemon, spojrzał na nas z triumfem w oczach. Przejął pałeczkę od Jakoba i powiedział:
- Bojówki Teutońskie to była dla Was zabawa. Nie braliście ich poważnie. A tym czasem, od pierwszego dnia swojego istnienia, od dnia, gdy odniosły sukces przeciwko Surmenii, w którym notabene i Ty brałeś udział – zwrócił się Veal do mnie – budowaliśmy swoją potęgę i szukaliśmy odpowiednich ludzi. Uznaliście nasze działania za wszystko na co nas stać. Nie dostrzegliście, że to była tylko przykrywka. Teraz możecie podziwiać wielkie dzieło Bojówek Teutońskich – Odrodzony Zakon Najświętszej Marii Panny i jego nowy wirtualny kraj – Cesarstwo Teutonii!
Spuściłem głowę. Radecki uczynił to samo. Jak mogliśmy być tak głupi? Jak mogliśmy przegapić to, co się działo w 2006 roku. Dziś za to płacimy.

Nastała cisza. Z rogu pokoju dobiegało nas jedynie ciche stukanie w klawiatury. Spojrzałem na Monikę. Chciałem wykrzyknąć pytanie. Dlaczego? Dlaczego nam nie powiedziałaś? Dlaczego tak z nami zagrała? Kim jest i skąd się wzięła w tym odrażającym towarzystwie… Monika musiała ujrzeć te pytania w moich oczach. Podeszła bowiem do mnie powoli, przyklękła i zaczęła szeptać na ucho.
- Wiesz, że nie mogłam Ci powiedzieć. Mimo, że przez małą, maleńką chwilę chciałam. Cesarz, mój Ojciec, nie darowałby mi tego. Nie mogłam mu tego zrobić. Wiem, dostrzegam, absurdalność tej sytuacji. I pamiętam ile jego marzenia nas kosztowały. Ale wiem, że jest on wielkim człowiekiem. Że jego plany są precyzyjne i że przyniosą dobrobyt i panowanie polskiego państwa wirtualnego nad pozostałymi, światowymi. – Monika zawiesiła głos. Spojrzałem jej prosto w oczy i zapytałem:
- Powiedz mi, w czym jedna zabawa będzie lepsza od drugiej? Co się stanie ze mną? Z Radeckim? Co się stanie z Piotrem i innymi, którzy będą musieli oddać coś za to, że Wy spełnicie swoje marzenie. Co z nimi?
- Nie wiem. Ojciec nigdy nie chciał mi o tym powiedzieć. Za każdym razem błyskawicznie zmieniał temat. Ale wiem, czego chcę dla Ciebie. Przyjmij propozycję jaką dostaniesz. Przyjmij i bądź przy mnie.
Milczałem. Zauważyłem, że Nietoperz patrzy na nas z niemym przerażeniem. Starałem się go jakoś uspokoić.
- Nie przejmuj się Michale. Poradzimy sobie. Nic nam nie będzie.
- Nie? Zabiją nas. Tobie też to się śniło! Wszystkim to się śniło! Widziałeś jak wieszają Kefasa! Ja nie chcę! – Michał zaczął głośno krzyczeć. Zerwał się z fotela. Jednak sekundę potem siedział w fotelu ponownie. Dwóch rosłych i niezwykle silnych mężczyzn osadziło go w nim bez problemów.
- Spokojnie, spokojnie – podszedł do nas Jakob – dokąd to? Nie masz się czego bać Radecki. Widzę, że podziwiałeś właśnie możliwości naszego najnowszego urządzenia i możliwości naszego wspaniałego kucharza. Cieszę się. Kolejny dowód na to, że Teutonia już dawno przerosła Wasze zgniłe kraiki.
- Co planujesz z nami zrobić? – zadałem Cesarzowi pytanie.
- Możecie mi się przydać – odparł beztrosko – wszystkiego jednak dowiecie się w swoim czasie. Tymczasem spójrzcie na ekran – wskazał palcem na pojawiający się na ekranie obraz.

Naszym oczom ukazał się widok portu. Obok falochronu tłoczyli się ściśle Trzej Królowie, Troy, Kefas i Armin. Zawzięcie nad czymś dyskutowali. Po chwili podjechały w ich pobliże dwa czarne samochody. Takie same jak ten, którym jechałem do Jastarni z gdyńskiego dworca. Z jednego z nich wysiadł elegancki mężczyzna. Zbliżył się do dyskutującej grupki i zaczął do nich mówić. Minutę później wszyscy wsiedli do oczekujących pojazdów. Drzwi się zamknęły i auta pomknęły drogą w stronę Władysławowa.

Sytuacja stawała się niezwykle mało korzystna. Książę Kozanecki zdawał sobie z tego, aż nadto dobrze, sprawę. Zamyślony siedział w jadącym w nieznane samochodzie. Obok niego swoje zdenerwowanie starał się opanować Troy.
- Cholera jasna! Jakim cudem to się wszystko dzieje?
- Też chciałbym wiedzieć – pod nosem odpowiedział Kefas – Jesteśmy tu już trzy dni, mam przeczucie, że jeszcze dziś wszystko się wyjaśni.
- Oby. Musimy liczyć, że Czekan z Radeckim coś zdziałają.
- Boję się, że niestety niewiele. Zastanawiam się natomiast, dokąd oni nas wiozą.
- Z tego co widzę przez szybę, to jedziemy gdzieś północnym szlakiem. Minęliśmy Władysławowo.
- Nie podoba mi się to. Bardzo.

Mackiewicz siedział przed hotelem. Bawił się różowym balonem. Po chwili spostrzegł, że Czekan i Nietoperz idą gdzieś za Moniką. Scena nie wyglądała tak różowo jak balonik, ani jak ostatnia impreza, zatem bez wahania zerwał się i kryjąc za drzewami poszedł za nimi. Kilkanaście metrów dalej znalazł się przy ukrytych, w gęstym zagajniku, metalowych drzwiach. Wiedział, że minutę wcześniej w tych drzwiach zniknęły śledzone przez niego osoby. Postanowił się rozejrzeć po okolicy. Obszedł zagajnik dookoła. W kilku miejscach zauważył wyloty wentylacyjne. Bartek nabrał dziwnych podejrzeń. Skierował swe kroki ponownie w stronę metalowych drzwi. Nacisnął na klamkę. Ustąpiły. Lekko zdziwiony i przestraszony zajrzał do środka. W panującym półmroku zauważył ginące w dole schody. Wszedł do środka i ostrożnie zaczął schodzić.

W tym samym czasie gdy Mackiewicz rozpoczynał eksplorację dziwnego obiektu, władcy jechali gdzieś w nieznane, a Czekański z Radeckim obserwowali z uwagą osobę Jakoba, w hotelu zaczynała się kolejna balanga. Właśnie ze szpitala wrócił, opatrzony i nasmarowany różnymi specyfikami Strudziński. Przyjaciele ze Scholandii zgotowali mu huczne przywitanie. Ochoczo do zabawy dołączyli się Sarmaci, a brylował w śród nich Avatar i jego niezmordowany syn Fenrir. Wiecznie imprezujący Chojnaccy nie zauważyli, że wokół nich dzieje się coś niezwykłego. Strudi, z trudem, podniósł się z czerwonego fotela. Pozdrowił bawiących się i poszedł do swojego apartamentu. Po drodze wyciągnął telefon. Wybrał numer Czekańskiego i po sekundzie usłyszał „The number you trying to reach…”. Wybrał numer Armina. Sytuacja się powtórzyła. Ostatecznie zaryzykował numer Khanda. Chwilę później usłyszał radosny głos Piotra.

- Halo?
- Cześć Khand. Michał z tej strony. Właśnie w róciłem ze szpitala i szukam Czekana i Armina. Nie wiesz gdzie oni mogą być?
Po małej, ale wyczuwalnej chwili wahania, Khand odpowiedział:
- Nie mam pojęcia. Sam ich już jakiś czas szukam. Może poszli na karuzelę?
- Wątpię. Ale dziękuję. Gdybyś ich zobaczył, poproś by któryś się ze mną skontaktował. Będę u siebie w pokoju. Albo na dole na imprezie.
- Ok. Nie ma sprawy. Trzymaj się. – odpowiedział Khand i rozłączył się.

Michaś, stojący obok Krupińskiego, spojrzał na niego badawczo. Wiedział, że jest on nieodpowiedzialny i bał się, że palnie coś głupiego w rozmowie. Na szczęście Khand ugryzł się język i skierował Strudiego na złe tory. Khand wyszczerzył do Winnickiego zęby.
- Haha. Ale go okłamałem ! Ciekawe co teraz zrobi. Cieszę się, że mamy Czekana i resztę z głowy. Ten bezmózgi tłum na dole jest nasz… Nasz. Haha!
- Spokojnie misiu. Spokojnie. Oni mają ogromny potencjał. A poza tym nie wiem gdzie jest Bober i Mackiewicz. Weź telefon i ściągnij mi tu Poleszczyka. Czas by pokazał kim naprawdę jest.

Ciąg dalszy nastąpi...
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
2 726,00 lt
Ten artykuł lubią: Tomasz Liberi, Karolina Aleksandra, Tomasz Ivo Hugo, Simon Peter Liberi, Król Patryk I Labacki.
Komentarze
Tomasz Liberi
Kiedy ciąg dalszy ???
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Wkrótce :)
Odpowiedz Permalink
Irmina de Ruth y Thorn
Już się nie mogę doczekać kolejnego :D trzyma w napięciu. Aż jestem ciekawa co się wydarzy dalej.
Odpowiedz Permalink
Król Patryk I Labacki
Genialne :) Czekam na ciąg dalszy.
Permalink
Adunaphel Kovall
Również oczekuje na następną część :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.