Obserwator Sarmacki, Karolina Aleksandra, 24.12.2015 r. o 10:15
Nowa gwiazda wieczoru
Seria wydawnicza: Felietony Obserwatora

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Wybory do Sejmu czterdziestej dziewiątej kadencji za nami. Mimo mniejszej liczby stronnictw pretendujących do objęcia mandatów w Sejmie, kampania na koniec roku była bardzo żywa. Pozwów tym razem w Trybunale nie było, ale emocji jednak nie brakowało.

Pewnym ciosem w różnorodność sarmackiej sceny politycznej było ciche wymknięcie się ze sceny NSZZ „Represja”, które po odwołaniu wicehrabiego Kakulskiego ze stanowiska Kanclerza straciło jakby werwę do dalszego działania. Sztandar z sali wyprowadziło też Stronnictwo Federalne, co obwieścił na IRCu JKW Kwazi, zapowiadając, że partia polityczna przekształca się bardziej w stowarzyszenie. Sarmacka Partia Narodów, trzeźwo podchodząc do swoich szans wyborczych, zdecydowała się stowarzyszyć z Ruchem Sarmackie Odrodzenie, czego efektem był start obu partii z jednej listy wyborczej. Front Robót, nie podniósłszy się po letniej porażce, po prostu zniknął, a aktem jego ostatecznej samodestrukcji był start w wyborach większości jego członków z list Porozumienia Sarmackiego.

Na placu boju zostały więc Porozumienie Sarmackie i Ruch Sarmackie Odrodzenie — reprezentanci dwóch odmiennych wizji Sarmacji. A między nimi jeden mandat z „listy nowych”, co do którego nie było zbyt wielu złudzeń. Kristian Arped nie jest osobą nową w mikroświecie. Skorzystawszy z tego, że obywatelem Sarmacji został stosunkowo niedawno, użył furtki, którą daje ordynacja wyborcza i wystartował do Sejmu z listy przeznaczonej dla nieopierzonych obywateli Księstwa. Bonawentura Czajkowski — który granice Sarmacji przekroczył pierwszego listopada, a ostatnio logował się 13 grudnia — nie miał szans, nawet gdyby próbował. Poza nimi nikt z listy nowych do Sejmu nie startował.

— To, że on otrzyma mandat z listy nowych, nie ulegało wątpliwości już w momencie zgłoszenia jego kandydatury — przyznaje Markus diuk Arped, przewodniczący Porozumienia Sarmackiego.

— Nie wydaje mi się, że zarzucanie mi bycia starym wyjadaczem jest zasadne — odpiera zarzuty Kristian Arped. — Każda mikronacja różni się od innych, ba, każda to niejako inne uniwersum. Nie można odmawiać komuś prawa do bycia nowym w danej społeczności tylko dlatego, że kiedyś, gdzieś indziej był „kimś”. Jestem pewien, że gdybym się pchał na jakieś stanowisko, to pojawiłyby się od razu zarzuty, że przecież jestem za młody.

Niezaskakująco, Arped junior się dostał do Sejmu. Zagłosowały na niego 34 osoby, co przełożyło się na 279 głosów. Kontrkandydat dostał mniej głosów niż, jak słusznie zauważa baronet von Thorn-Skaro w Obserwatorze Sarmackim, Głos arcydiuk Pusty. Ale co z resztą?

Rozdanie wyborcze było dosyć przewidywalne. Po trzy mandaty dla obu stronnictw, pośrodku zaś Kristian Arped jako język u wagi. Niedawno podniesiono zarzuty w stosunku do listy nowych, że jest ona upartyjniana i w zasadzie ktoś bez poparcia partii nie jest w stanie wejść do Sejmu. Tutaj jednak ciężko Arpeda juniora winić. Oficjalnie można pozostać przy wersji, że Arped jest kandydatem Baridasar Partiax. Nieoficjalnie jednak — oba stronnictwa z chęcią by go poparły. Jedno było zwyczajnie szybsze w publicznej deklaracji poparcia.

Kto wygrał wybory? Można do odpowiedzi na to pytanie podejść na parę sposobów. Jest w zasadzie ona pozornie oczywista — więcej głosów zgarnęło PS.

Analizując obwieszczenie Książęcej Komisji Wyborczej, nie sposób jednak nie zauważyć, że na RSO głosowały o dwie osoby więcej niż na PS, jednak to ta druga partia osiągnęła minimalną przewagę głosową. Biorąc pod uwagę, że obecnie wagi głosu w wyborach są determinowane nadaniami lennymi na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy, zaryzykować można stwierdzenie, że wygrały głosy aktywnych.
Pod względem personalnym najwięcej zarówno w głosach, jak i wyborcach zyskał — bardzo zaskakująco — JKW Defloriusz Dyman Wander. 15 wyborców (107 głosów) to być może nieco mniej niż 50% głosujących ogółem na RSO, ale wciąż najlepszy wynik tych wyborów. Diuk Iwanowicz von Lichtenstein przy 13 wyborcach zyskał tylko 90 głosów, zaś hrabia von Hohenzollern odnotowawszy tylu samu wyborców, miał już tylko 62 głosy. Ciekawostką wydaje się to, że żaden z kandydatów nie został zaznaczony na liście przez więcej niż połowę wyborców danej partii.

— Osobiście uderzyło mnie, gdy podczas wieczoru wyborczego emocje były... nijakie — stwierdza baronet von Thron-Skaro w swoim artykule. — Większe emocje towarzyszyły sarmackiemu społeczeństwu podczas oczekiwania na wyniki, niż po ich podaniu nieoficjalnie przez Książęcą Komisję Wyborczą. Dlaczego tak się stało?

Można się zastanawiać, można dociekać, ale najtrafniejszą odpowiedź baronetowi na tacy podał diuk Zombiakov, puszczając oczko pod artykułem Ruchu Sarmackie Odrodzenie.
— Gratulacje dla wszystkich przegranych. Szkoda, że nikt nie wygrał.
Mimo wszystkiego, nawet jeśli wszyscy oprócz kandydata z listy nowych przegrali, show must go on.

— Wyniki wyborów mnie nie zaskoczyły. Od kilku dni przed wyborami byłem pewien, że nasza kampania wyborcza była sukcesem — zapewnia Lord Dalek Caan baronet von Thorn-Skaro. — Dodatkowo z przeprowadzanych przed wyborami analiz wychodziło, że pole remisu (podziału mandatów 3:3) jest nadzwyczaj szerokie, co dodatkowo dawało nadzieję na osiągnięty wynik. Koledzy nie wierzyli do końca :) Na szczęście się udało.

— Wynik wyborów do Sejmu XLIX kadencji, zdaje się, nie był zaskoczeniem dla nikogo. Zarówno w gronie partyjnym, jak i publicznie, zakładano dwa możliwe rozstrzygnięcia: 4-2-1 dla Porozumienia Sarmackiego, które mnie — nietrudno zrozumieć powody — przekonywało bardziej, a także 3-3-1 — komentuje Markus diuk Arped — Wygrała opcja druga, czyli hucznie ogłoszony przez Sławetnego Pana Lorda Daleka bnt. von Thorna-Skaro w powyborczym artykule remis. Remis, który czyni z Wiernego Obywatela Kristiana Arpeda czarnego konia tych wyborów — zauważa.

Na barkach Arpeda legły losy koalicji rządzącej. Jako rozgrywający może sobie pozwolić na wiele, bo obie strony chętnie z nim nawiązałyby współpracę. Krótki komentarz samego zainteresowanego pod jednym z artykułów prasowych informujących o powołaniu Vladimira diuka Iwanowicza von Lichtensteina (PS) na Marszałka Sejmu, o treści „Niezmiernie się cieszę, że oba ugrupowania przystały na moją propozycję”, nie zdradza zbyt wiele, chociaż kuluary huczą od plotek.

— Czy jestem zadowolony? Z pewnością tak, chociaż jest to zadowolenie ostrożne. Przed nami trudna i arcyciekawa kadencja. Na pewno będzie się działo. — mówi baronet von Thorn-Skaro.

— Chociaż nie jestem zaskoczony, jestem nieco zawiedziony, że obywatele tak wysoko ocenili aktywną kampanię Ruchu Sarmackie Odrodzenie, pełną przesłodzonych frazesów, jakże kontrastującą z zachowaniem jego Przewodniczącego z początków XLVIII kadencji — rozkłada ręce Markus diuk Arped. — Nie czuję się dobrze z tym, że wyborcy postawili na ruch osoby, która krytykowała projekty koalicji, w skład której wchodziło również Porozumienie Sarmackie, a przy tym nie przedstawiała żadnych kontrpropozycji. To zresztą, zapewne, krytyka dla samej krytyki, ponieważ wiele wypowiedzi Przewodniczącego świadczy o tym, że nie zamierza naszych reform cofnąć. Może jednak rzeczywiście są skuteczne?

Obecnie w Sejmie trwa debata nad powołaniem Kanclerza. W szranki o to stanowisko stanęli Lord Dalek Caan baronet von Thorn-Skaro i Maria szlachetna dama von Primisz. Imponujące rozmiarem propozycje programowe i nieopublikowany jeszcze w momencie redagowania tego tekstu program von Primisz już wywołują dyskusje w gmachu Sejmu. Stwierdzenia, które padły do tej pory, dobrze zwiastują w materii aktywności w Sejmie na przyszłość.

— Proszę mi wierzyć, że każdy z nas w tych gmachu kieruje się dobrem Sarmacji, każdy jednak inaczej widzi Jej pomyślność — celnie zauważa diuk Iwanowicz von Lichtenstein.

— Kto nie ma żadnych wątpliwości nie myśli. Ważyć ZA i PRZECIW, to nasz obowiązek — rzuca wicehrabia Korab-Kaku.

— Nie zapisałem się do RSO dlatego, że jestem szczególnym fanem programu politycznego partii. — obwieszcza JKW Wander. — Zapisałem się do RSO, bo wiem, że pan von Thorn-Skaro, z którym nieraz byłem w Sarmacji w ostrym politycznym konflikcie i pewnie nieraz jeszcze będę, jest osobą bardzo kreatywną, bardzo pomysłową, a przede wszystkim - bardzo pracowitą. Tak się proszę Państwa składa, że Sarmacja nie jest w najlepszym stanie. Spada liczba aktywnych mieszkańców, brakuje nam fajerwerków, które tu pięknie strzelały jeszcze parę lat temu. Żeby sobie poradzić z taką stagnacją, potrzeba kogoś doświadczonego, zdeterminowanego, i dysponującego wolnym czasem.

Lecz mimo wielu złocistych zdań, które padły do tej pory, nie ulega wątpliwości, że tak naprawdę wszyscy spoglądają w kierunku Arpeda juniora, który na parę chwil stał się gwiazdą wieczoru, zdolną do podjęcia decyzji o losach Sarmacji przez najbliższe trzy miesiące.

* autorem publikacji diuczessa-markiza Karolina von Lichtenstein — miłośniczka psów, piwa i IRCa, podejmowała się stanowisk wielu, obecnie na bezterminowym urlopie od sarmackiej polityki. Na co dzień redaktor naczelny Głosu Sclavinii, dziś gościnnie w Obserwatorze Sarmackim.
Dotacje
2 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Cudzoziemiec, Markus Arped, Kristian Arped, Tytus Aureliusz-Chojnacki.
Serduszka
7 437,00 lt
Ten artykuł lubią: Fryderyk von Hohenzollern, Cudzoziemiec, Tomasz Lerent-Popow, Vladimir ik Lihtenštán, Alfred, Orjon von Thorn-Surma, Markus Arped, Kristian Arped, Siergiusz Asketil, Julian Fer at Atera, Heweliusz Popow-Chojnacki, Marcin Stranczyk.
Komentarze
Julian Fer at Atera
Chętnie bym przeczytał co do powiedzenia w sprawie pomysłów na prace Rządu ma Maria Szlachetna Dama von Primisz ;)
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
O jejku faktycznie wyczerpujące artykuł i bardzo ciekawa analiza.
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.