Herold, Ivan von Lichtenstein, 08.02.2016 r. o 17:25
"El Ivano" w Ciuad de Bravo cz. 3
Seria wydawnicza: "El Ivano" w Ciuad de Bravo

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.

header.png

Dzieło jest wyłącznie fikcją literacką, nie ma związku z politycznymi i społecznymi poglądami autora.

d01af5eee7db196a71736791dea675af.jpg


D
rzwi prowadzące z korytarza do gabinetu Wicekróla otworzyły się. Ze środka wyszedł średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w wycofany przed laty mundur Królewskiej Gwardii Baridasu. Na pagonach miał naszywki generała dowódcy (patrz - wycofane stopnie KGB). Na twarzy nie miał najmniejszego śladu zarostu, a jego niebieskie oczy dobrze komponowały się z siwymi, uczesanymi włosami. Wyglądał na około 50 lat. Na jego widok z ławki zerwał się wyższy i umięśniony mężczyzna, ubrany także w dawno wycofany mundur galowy. Na pagonach miał naszywki kapitana. Natychmiast zasalutował swojemu dawnemu dowódcy. Ten machnął ręką i zbliżył się do niego.
- Nie próbuj naprawiać tego kraju na własną rękę ani orzekać tego co dobre czy złe. Nie mów nic ponad to co musisz. Myślałem że to wszystko zakończy się po rezygnacji generała komendanta i naszej, jednak nie. Wprowadzili jakieś reformy, nowe mundury, stopnie. I tak jakiś czas temu zlikwidowali KGB, ale teraz postanowili przesłuchać wszystkich ze starej ekipy - wyszeptał mu szybkim ciągiem El General prosto do ucha.
- Tak jest, panie generale - mężczyzna ponownie zasalutował.
W tym momencie drzwi gabinetu otworzyły się ponownie i na obu mężczyzn spojrzał niski, ubrany w garnitur pracownik budynku. Dał znać ruchem ręki kapitanowi, by wszedł do środka. Od razu zamknięto za nim drzwi i wskazano krzesło. Wewnątrz oprócz kapitana i pracownika budynku było trzech mężczyzn. Pracownik dołaczył do dwóch z nich, pomagając im szukać czegoś w dokumentach, natomiast trzeci oparł się o biurko i poluźnił krawat.
- Pedro Lorenzo. Kapitan Królewskiej Gwardii Baridasu jeszcze sprzed czasów rezygnacji Ivana von Lichtensteina ze swojej funkcji. Opuściłeś Gwardię tuż po tym zdarzeniu, gdy tylko rozpoczęły się reformy. Miałeś w tym jakiś cel?
- Nie miałem w tym żadnego celu, Wasza Królewska Wysokość. Chciałem żyć normalnie, pracować w Fabryce Tytoniu.
- Liczysz na to że kogoś nabierzesz?
- Wasza Królewska Wysokość, nie zrobiłem niczego złego.
- Zaraz się dowiemy. Czytałem twoje akta, Pedro. Twoi znajomi zwracali się do ciebie "El Capitan", a ty uczestniczyłeś w jednym ze spektakularnych zatrzymań handlarzy kokainą (patrz: http://www.sarmacja.org/artykul/pokaz/5262/9). Powszechnie wiemy że zakończyła się ona średnim sukcesem, ponieważ najważniejszy dowód w sprawie został zamordowany, a bossa nie schwytano.
- Niestety, sam nie wiem co się stało. Śledztwo wewnętrzne wykazało że zamordowanie świadka koronnego nie było z winy Gwardzistów.
- Jak to się do cholery stało? Zamordowanie świadka koronnego w recepcji posterunku Gwardii? - Wicekról Markus Arped wybuchał.
Znad dokumentów podniosła się twarz jednego z mężczyzn.
- Nie denerwuj się ojcze, dojdziemy do sprawy.
Markus wystawił palec w kierunku drzwi.
- Mam cię na oku, Lorenzo. Pamiętaj o tym.

P
o opuszczeniu budynku, El Capitan rozejrzał się nieufnie po Almerze. "To miasto staje się coraz bardziej ponure" - pomyślał, udając się do budki telefonicznej numer 23. Po wejściu do środka, usiadł na ławce i spojrzał na zegarek. Równo z godziną 12:25 zadzwonił telefon. Pedro natychmiast odebrał.
- Dwunastu złych Arpedów podzieliło ciała dwóch nagich kobiet na pół. Dodali do tego pięciu von Vincisów. Było to wczoraj, za dwadzieścia pierwsza.
- Okrutnicy - Capitan rozłączył się.
W myślach wykonał proste równanie: 12 / 2 + 5, po czym pobiegł w kierunku budki telefonicznej numer 11. Wewnątrz, równo o 12:40 zadzwonił dzwonek. Po podniesieniu słuchawki usłyszał ten sam głos, więc od razu zaczął mówić:
- Wypytywali się mnie o sprawę handlarzy kokainy. Nic nie powiedziałem.
- W Ciuad de Bravo niedługo zaczyna się pora zbiorów bananów. Muszę odwiedzić to piękne miasto.
Połączenie zostało przerwane. El Capitan wyszedł z budki, upewniając się że trzymane w kieszeni urządzenie do zagłuszania wszelkich sprzętów rejestrujących dźwięk działa, po czym wyjął z kieszeni swój dotychczasowy telefon i udał się na wysypisko śmieci, gdzie go wyrzucił. Dodatkowo, dla pewności oblał metr kwadratowy wokół telefonu benzyną i podpalił, po czym udał się pieszo w kierunku Slipyjowa. Jego celem był port.

d879d8b9-e822-4650-93c4-0943b0384d7a.jpg

T
ymczasem w Ciuad de Bravo właśnie wstawała grupa El Ivano, który przygotowywał wszystkim śniadanie. Po sycącym posiłku wstał od stołu.

- Wszyscy zrozumieli to co wczoraj mówiłem? Nikt nic nikomu nie mówi, rozumiecie się?
- Rozumiemy.
- W takim razie bierzcie płaszcze i chodźcie.
Kilka minut później wychodzili z hotelu. Każdy miał płaszcz z wysokim kołnierzem i czapkę. W piątkę przemaszerowali przed pół miasta, gdy w końcu trafili do miejscowej rzeźni (w Ciuad de Bravo jest ich kilka). El Honesto odczytał napis:
- "Rzeźnia Warchlaka". Fajną sobie koleś wybrał nazwę.
Ivan pokręcił głową i otworzył drzwi.
- Milczcie, jak nie pozwalam gadać - powiedział krótko.
Wewnątrz znajdowała się mała lada, za którą stał niski mężczyzna w fartuchu.
- Co podać?
- Salceson ze szpitala gellońsko-teutońskiego. Podobno tamtejsze mięso w połączeniu jest szczególnie niedobre, a muszę otruć mojego psa, owczarka bialeńskiego.
Mężczyzna od razu wyprostował się i przeszedł wzdłuż lady, po czym otworzył drzwi na zaplecze. Ivan poprowadził swoją grupkę do środka, gdzie stało dwóch rzeźników z olbrzymi nożami. Każdy z nich kroił mięso z kurczaka, obdarte już ze skóry i piór. Na widok Ivana, jeden z nich otworzył kolejne drzwi i skinął zachęcająco do mężczyzny. El Ivano poprowadził swoją grupę do pomieszczenia, wewnątrz którego znajdowało się kilka stołów. Pod ścianami znajdowało się kilka pełnych worków, obok których leżały puste pudełka i kilka taśm izolacyjnych. Ivan podszedł do pierwszego stolika i wyjął z szuflady przymocowanej pod nim kilka pustych torebek foliowych, następnie otworzył pierwszy worek.
- Pracujecie sześć godzin dziennie, zarobki nieregularne, jednak kilka razy większe od pracy na budowie. Nie przyjmuję odmowy, zgodziliście się przyjmując tatuaż.
El Ivano wskazał stół, po czym oparł się o stolik i zapalił cygaro.

P
o sześciu godzinach robota była już skończona. Mężczyznom udało się zapakować kokainę z worków w ogromną ilość torebek foliowych. Ivan skinął z dumą głową, po czym wrócili do poprzedniego pomieszczenia, gdzie rzeźnicy nadal kroili mięso z kurczaka. Gdy mężczyźni skończyli, złapali wspólnie za skrzynię z mięsem i przenieśli do pomieszczenia z narkotykami. Przenieśli także inne skrzynie. Ivan wskazał swoim pandilleros pomieszczenie.
- Wkładacie torebki z koką do mięsa kurzego. Mają już rozcięte miejsce. Około 23 rozwozicie towar po mieście. 10 procent zatrzymujecie, reszta dla mnie. Czy to jasne?
- Szefie, bo ja czegoś nie rozumiem...
- Słucham cię, El Honesto. Twoja uczciwość jeszcze przysporzy nam problemów...
- Bo widzisz, szefie. Myślałem że naszym zadaniem jest pomaganie państwu, a nie handlowanie narkotykami.
- Oczywiście, naszym zadaniem jest pomaganie państwu. Temu samemu państwu, które zlikwidowało KGB, oraz temu samemu które wymusiło na mnie rezygnację. Teraz pomyśl, skąd mamy mieć budżet finansowy? Skąd mamy czerpać dochody? Może napisz dotację do Rady Ministrów, by wsparli finansowo nasz projekt tajnej organizacji?
- Myślałem że macie ogromne wpływy...
- Mamy ogromne wpływy, dzięki którym udało nam się przejąć ogromną ilość sprzętu KGB przed jej zdelegalizowaniem, co jednak nie sprawia że mamy rzekę pieniędzy. Informatorzy, przebrania, bilety lotnicze. To wszystko do cholery kosztuje. Rozumiesz już powagę sytuacji?
- Tak.
Ivan rozejrzał się i skinął do El Boyevika, by został, podczas gdy trzech pandilleros wzięło się za ładowanie do kurzego mięsa narkotyków. Dwójka odeszła jakiś kawałek od reszty, po czym El Ivano rozpoczął rozmowę:
- Widziałeś gdzieś El Browaro?
- Nie widziałem go nigdzie, miał nam załatwić pokój.
- Boję się że się zmył i donosi teraz na nas. Może da mu to czystość, może pieniądze. Gdy tych trzech głupków będzie zarabiać dla nas pieniądze, ty masz wykorzystać wszystkie swoje wpływy w La Militia el Regulo. Wszystkie kamery, wszystkie samochody. Wszystko do czego masz dostęp. Lotniska, samoloty. Masz mi znaleźć jego aktualne miejsce pobytu.
- Tak jest, El Ivano.


footer.png
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Tytus Aureliusz-Chojnacki, Robert Fryderyk, Vladimir ik Lihtenštán.
Serduszka
7 241,00 lt
Ten artykuł lubią: Kristian Arped, Tytus Aureliusz-Chojnacki, Ivo Karakachanow, Robert Fryderyk, Vladimir ik Lihtenštán, Laurencjusz Ma Hi at Atera, Maxymilian Velmilla-Popow, Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza, Daniel January von Tauer-Krak, Juliette Alatriste.
Komentarze
Ivan von Lichtenstein
Osoby które nie czytały pierwszych dwóch części, zachęcam do nadrobienia zaległości! :)
Odpowiedz Permalink
Ivo Karakachanow
Kolejny Znak Koszerności Ideologicznej im. El Presidente Grigorija i 200 punktów Estima.
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Piszę ten komentarz, bo Ivan mnie molestuje o niego na IRCu.
Odpowiedz Permalink
Ivan von Lichtenstein
Nie molestowałem Jaśnie Oświeconego, tylko dyskutowałem o sztuce, ale jak kto woli :)
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Nie, Wielmożny Pan wytykał mi polubione przeze mnie artykuły Laurencjusza.
Odpowiedz Permalink
Ivan von Lichtenstein
Nie wytykałem polubionych artykułów Laurencjusza, tylko polubionych moich, gdy pisałem gorzej :)
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
No i teraz jeszcze będziemy się spierać w komciach? Polubiłem, to polubiłem, na ch*j drążyć temat...
Odpowiedz Permalink
Ivan von Lichtenstein
Komentarze dają tamtiemy, więc jak dla mnie możemy się spierać :)
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Co jest naturą sztuki według Jaśnie Wielmożnego? Może warto popracować nad formatowaniem - wstawianiem grafiki na ten przykład?
Odpowiedz Permalink
Ivan von Lichtenstein
Według mnie, naturą sztuki jest utwór literacki, który jest zapisany w sposób estetyczny i nie rażący. Justowanie jest tutaj ważne, jeśli nie najważniejsze. Grafiki są też ważne, ale nie chodzi w utworze o to, by zalać cały utwór obrazkami z reala, tylko by obrazki niejako komponowały się z treścią utworu, będąc jednocześnie tłem.
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Owszem, ale w tekście Wielmożnego obrazki są okropnej wielkości, zaburzają układ strony. Polecam mniejsze i wkomponowane w tekst przy użyciu tabeli.

Sądzi Wielmożny, że teraz pisze lepiej niż niegdyś?
Odpowiedz Permalink
Ivan von Lichtenstein
Niestety, teraz mam mniej czasy, więc nie zmieniam wielkości obrazków, oraz nie próbuję nawet używać tabeli.
Owszem, sadzę że piszę lepiej niż kiedyś, ponieważ codziennie każdy zdobywa doświadczenie, jeśli ktoś często pisze, to po czasie pisze także lepiej.
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
A kogo uważa Wielmożny za wzór sarmackiego pisarza?
Odpowiedz Permalink
Ivan von Lichtenstein
Sarmackiego? Nie uznajemy baridajskich, teutońskich, sclavińskich?
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Nie, tylko sarmackich.
Odpowiedz Permalink
Ivan von Lichtenstein
Nie czytuję sarmackich.
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
A spośród baridajskich?
Odpowiedz Permalink
Ivan von Lichtenstein
Niejaki Kristian Arped to dobry pisarz, jednakowoż ostatnio zaczął zmierzać ku ciemnej stronie...
Dobry jest również Lambert (serio) oraz niejaki Aleksander von Waren. Wspominam także z ciepłem na sercu Zoarę i tego... Tego. Jak mu tam. Tą! Juliette.
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Co to znaczy, że Kristian zmierza ku ciemnej stronie? :O
Odpowiedz Permalink
Ivan von Lichtenstein
Ciemna strona -> (_)(_)

Czy to twój małżonek?
Odpowiedz Permalink
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza
Niema to jak dobra lektura przed snem, jest zacnie :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.