Herold, Ivan von Lichtenstein, 09.02.2016 r. o 21:50
"El Ivano" w Ciuad de Bravo cz. 4
Seria wydawnicza: "El Ivano" w Ciuad de Bravo

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.

header.png


Dzieło jest wyłącznie fikcją literacką, nie ma związku z politycznymi i społecznymi poglądami autora.
a7a470b5270f7ae89e150ea0d240e3fb.jpg

I
van stał oparty o maskę swojego pojazdu i podziwiał widok plaży Andurii ranem. Obok niego stali El Boyevik, Gordo i Honesto. El Puro został w rzeźni, gdzie pracował przy pakowaniu kokainy. Szef kartelu wyjął z kieszeni paczuszkę z tytoniem, a z niej - ostatni już - liść. Wsadził go sobie bez namysłu do ust, po czym wrzucił paczuszkę przez otwartą szybę do środka. Widząc że z El Honesto i Gordo jest coś nie tak, skinął Boyevikowi, po czym odszedł z nim na bok.
- Co z nimi jest? Dzisiaj jacyś tacy nieswoi...
- El General mawiał: "Ćpuni są zawsze dobrymi pracownikami. Będą pracować za kokainę, będą zadowoleni ze swojej pracy i można ich wykorzystać jako testerów". Z całej trójki, tylko El Puro nie ćpa. Tych dwóch przystąpiło do nas tylko dla narkotyków.
- Poproś ich do mnie.
Boyevik skinął głową po czym machnął do dwóch pandilleros, którzy niepewnie podeszli.
- Wiem dlaczego dla mnie pracujecie. Lepszy taki powód niż żaden. Jeśli będziecie się dobrze sprawować - dostaniecie tyle towaru, ile wciągnięcie przeżyjecie. Jeśli jednak zaczną z magazynu znikać jakiekolwiek paczuszki, nawet pięciogramowe, to podejrzenie idzie od razu na was. Macie lepszą motywację do pilnowania rzeźni. Jeśli dzisiaj wszystko pójdzie dobrze, to wieczorem dostaniecie po pięć gram na łebka. A teraz, pilnujcie plaży do cholery, a nie stoicie jak kołki!

P
o kilkunastu minutach oczekiwania na niebie pojawił się szary helikopter, stopniowo zbliżający się. Gdy w końcu wylądował na piasku, drzwi otworzyły się.
- Bienvenidos Paulino! - wylewnie powitał pilota El Ivano.
Uścisnęli się po czym Paulino wskazał kciukiem tył helikoptera.
- El Generał przysłał. Kryptonim: "Capitan".
Ivan zerknął przez szybę do środka, po czym dał znak by pasażer wyszedł. Gdy Pedro Lorenzo, dawny kapitan Królewskiej Gwardii Baridasu opuścił helikopter, był ubrany cywilnie, jednak pod pachą trzymał sporawą torbę, w której zapewne trzymał mundur. Od razu gdy stanął pewnie na piasku, zasalutował Ivanowi.
- Salut, generale komendancie.
Ivan podniósł rękę uciszając go.
- Ciszej, już ciszej. Przecież zrezygnowałem.
- W ramach solidarności z generałem, oprócz mnie zrezygnowało jeszcze wielu oficerów, w tym El General...
Ivan podniósł rękę i spojrzał w prawo, na dwóch niepewnych członków kartelu. Co do El Boyevika, to był on przekonany, że można mu ufać. El Gordo i Honesto zrozumieli aluzję i odebrali torbę od Capitana, by zanieść ją do samochodu.
- Teraz możesz mówić.
- El General wysłał mnie tutaj, bym ci pomógł swoim doświadczeniem. W stolicy chaos. Przesłuchują członków starej gwardii KGB, wiesz - tych sprzed reform i twojej rezygnacji.
- Nikt nie może donieść.
- W Almerze mijałem się z El Browaro...
- Co? - Ivan spojrzał na niego jak na wariata.
- No, w mieście, na Placu Królewskim. Przywitaliśmy się i poszliśmy dalej, była godzina szczytu a w tłumie nie wolno rozmawiać.
- Dobrze... Dobrze... - El Ivano spojrzał wymownie na El Boyevika, który skinął głową.
Wszyscy udali się do samochodu. El Capitan jakoś pomieścił się między Gordo a Honesto, natomiast Boyevik otworzył bagażnik. Wewnątrz znajdowało się kilkadziesiąt pudełek ze starymi telefonami komórkowymi. Otworzył pierwsze z brzegu pudełko, po czym ze skrytki pod tapicerką w bagażniku wyjął małą kartę. Przepisał numer na telefon, po czym zadzwonił.
- Salon samochodowy "Al-Moro", czym mogę pomóc? - rozległo się w słuchawce.
- Za Murem wieje przepaść. A nad tą przepaścią tylko nabierać tchu, do skoku, do skoku.
- Co się dzieje, El Boyevik?
- Potrzebuję Waszej pomocy w Almerze. El Browaro prawdopodobnie donosi i chce być świadkiem koronnym. Moglibyście zbadać sprawę, El General? Jeśli nasze podejrzenia są prawdziwe, przylecimy do Was osobiście.
- Spotkanie się przyda i bez tego. Zadzwonię, gdy będę miał pewność.
Połączenie się zakończyło. El Boyevik wyjął kartkę z telefonu i połamał, następnie wrzucił telefon, kartę i pudełko do morza.
- Szybciej, Boyevik, wiesz że nie lubię prowadzić.
Gdy El Boyevik usadowił się za kierownicą, nachylił się do Ivana.
- El General się upewni i da znać.
Ivan skinął głową po czym wskazał na drogę.
- Jedź.
129562_kuba_hawana.jpg

Po godzinie zatrzymali się na przedmieściach. Znajdowało się tam kilka idealnie takich samych domów jednorodzinnych, w zabudowie szeregowej. Ivan wskazał na budynki.
- Zyski z handlu kokainą. Pięć domów. Jeden zamieszkam w całości, resztę pomieścicie się w dwójkach. Oprócz narkotyków, ważnym źródłem naszego budżetu finansowego są walki uliczne. Co tydzień, na Placu Żółtym zbiera się cała ciemna strona miasta. Wszystkie byki, siłacze, najwięksi mocarze, przychodzą by bić się za pieniądze. Nagroda jest ogromna - sława w mieście i 10 tysięcy peso, jednak nie to nas obchodzi. Pamiętacie burdę w restauracji?
- Tak - odpowiedział El Gordo.
- Poznałem tam El Poetico, Albertino. Muskularny siłacz, może nam pomóc w osiągnięciu celu. Zostawił mi swój numer telefonu. Tymczasem - rzucił każdemu klucze do domów - rozgośćcie się. 0 18 na Placu Żółtym.

M
ężczyzna ubrany wyłącznie w krótkie sportowe spodenki uderzał z całych sił krótkimi sekwencjami ciosów w czerwony worek. Przyglądał się temu z uznaniem Ivan, ubrany w lekki strój, nie wyróżniający się z tłumu.
- Dobrze. Masz dużo siły, El Poetico. A teraz posłuchaj planu. Pokonujesz każdego na swojej drodze, walki do finału obstawiamy na ciebie. Gdy dojdziesz do finału, podkładasz się i przegrywasz. W finale obstawiamy że wygra twój przeciwnik. Obstawiamy dużą sumę, więc masz przegrać finał, do cholery, rozumiesz?
- Rozumiem. Co z tego będziesz miał?
- Moją wdzięczność, a uwierz mi - to więcej warte niż te 10 tysięcy i sława.
El Poetico skinął głową.
- Walczę dla ciebie.
- Jestem z tego zadowolony.
El Ivano poklepał mocarza po ramieniu, po czym wyszedł z pomieszczenia.

N
a Placu Żółtym zbierało się coraz więcej osób. Wszyscy chcieli obejrzeć walki. Widzów od prowizorycznego, drewnianego ringu oddzielała biała balustrada. Ivan, Boyevik, Capitan, Gordo, Puro i Honesto stali przy tej balustradzie i przypatrywali się ringowi. El Boyevik w pewnym momencie uśmiechnął się.
- W ciągu kilku dni naszej działalności prześcignęliśmy najważniejsze kartele nie tylko w Republice, ale i w Baridasie, a nawet - w Sarmacji i na planecie.
- Nie zapominaj że szykowaliśmy się do tego dwa lata. To musiało wypalić - przypomniał Ivan.
- Jest jeszcze kilka karteli, które są nad nami w zarobkach, jednak to może się niedługo zmienić.
- Idzie nasz wojownik - przerwał mu Ivan.
Istotnie, na ring właśnie wchodził El Poetico. Ivan postawił w tej walce na swojego "rycerza" 5 tysięcy peso. Po kilkuminutowej walce, nokautem zwyciężył. Od razu po nokaucie, Ivan odebrał czek na 10 tysięcy peso od mężczyzny zajmującego się zakładami. El Poetico zdobył uznanie publiczności. Coraz więcej ludzi stawiało na niego, w wyniku czego były coraz większe nagrody. Po kilku walkach, przyszła pora na finał walk. Opóźniono go o 10 minut, z powodu dużej liczby osób zakładających się. Wszyscy byli pewni zwycięstwa El Poetico. Tylko Ivan postawił 500 tysięcy peso na to, że mężczyzna przegra. Inni spojrzeli na niego jak na świra i pokręcili głowami. Rozpoczęła się walka finałowa. Padał cios za ciosem, jednak górował El Poetico. W pewnym momencie nie zasłonił twarzy dość szybko. Dostał w nos, a następnie w podbródek. Gdy schylił się, padła na niego lawina ciosów zalewająca mu szyję i plecy. Sędzia zarządził koniec i ogłosił przeciwnika zwycięzcą. Widownia zaczęła krzyczeć, a uśmiechnięty El Ivano właśnie odbierał swój kolejny czek, po czym udał się ze swoimi pandilleros do banku na ulicy Bananowej, gdzie odebrał swoją dolę i zdeponował na koncie bankowym. Po jakimś czasie, gdy siedzieli na ławce przed bankiem, podszedł do nich El Poetico. Każdy uścisnął jego dłoń. a
- Jesteśmy gotowi przyjąć cię do nas - powiedział Ivan.
El Poetico skinął głową. Ivan wyciągnął przed siebie rękę. El Boyevik wyjął ze swojej teczki, którą zawsze trzymał w lewej dłoni dokument wraz z długopisem, po czym podał Albertino, który przeczytał na głos:
- Wypowiedzenie pracy w agencji prasowej "Non Pierdollo"?
- Nie możemy ryzykować. Podpisuj albo zapominasz.
Mężczyzna podpisał dokument, po czym podał Boyevikowi. Ivan skinął głową i poprowadził ich do tego samego hotelu gdzie byli wcześniej. Ich pokój był jeszcze zarezerwowany na nich, więc weszli do niego bez przeszkód. Boyevik złapał za maszynkę do tatuowania i pokazał El Poetico by usiadł na krześle.
- Tego tatuażu nie możesz zamazać. To twoja przynależność od dzisiaj do śmierci.
Albertino zdjął koszulkę i położył na stole.
- Jestem gotów.
El Boyevik uruchomił maszynę.

Z
adzwonił telefon Ivana. El Ivano jako były dowódca KGB posiadał sprzęt elektroniczny z najnowocześniejszymi zabezpieczeniami przeciwpodsłuchowymi, wobec czego spokojnie odebrał. Usłyszał spokojny głos El General.
- Wulkanizacja "Sclavińczyk"? Złapałem gumę w samochodzie.
- Potwierdzam, "Sclavińczyk". Będziemy na miejscu niedługo, jednak czy to na pewno guma?
- Na sto procent. Ukrywała się w oponie bardzo długo, jednak teraz mam ją na chwyt dłoni. Pomożecie mi z nią, zanim zniszczy mi całkiem oponę?
- Almera?
- Tam gdzie zawsze parkowałeś, niedaleko Posterunku jakiejś Gwardii czy nie wiadomo czego.
- Coś mi świta.
- Przepraszam, zasięg.
El General rozłączył się, po czym Ivan usiadł na kanapie. Wybił numer po czym podał telefon Boyevikowi.
- Paulinowi. Wytłumacz mu, że ma zawrócić w połowie drogi i przylecieć po nas.
El Boyevik skinął głową, a Ivan zaczął się nad czymś mocno zastanawiać. Gdy jego pandilleros skończył rozmowę telefoniczną, odebrał telefon.
- El Capitan, nie możesz ponownie pojawić się w Almerze. Ściągniesz na siebie niepotrzebne spojrzenia władz.
Capitan skinął głową.
- El General bardzo cię chwalił. Pod moją nieobecność tutaj, będziesz rządził. Zostawiam ci ćpunów - Gordo i Honesto. Puro i Poetico biorę ze sobą, podobnie z Boyevikiem.
- Rozumiem, szefie. Będę wypełniał swoje obowiązki jak najlepiej.
- Odwieziesz nas?
- Oczywiście.

K
ilka godzin później, helikopter Paulino ponownie zmierzał w kierunku Almery.
- Ile ja na was tracę benzyny, to nawet nie wiecie - marudził pilot.
- Wynagradzamy ci tankowanie z nawiązką, nie zapominaj - pouczył Paulina Ivan.
Pilot tylko pokręcił głową i skupił się na locie. Ivan nachylił się do El Boyevika.
- To będzie dobra próba dla Poetico i Puro. Muszą udowodnić swoje przywiązanie. To oni oddadzą strzał.
- Dobry plan, jefe. Jednak czy potrafią pociągnąć za spust?
- Mam nadzieję że tak. My potrafimy, a dla mnie nie jest różnicą czy wystrzelę jedną kulę czy trzy, jeśli oni nie wystrzelą tej jednej. Nie potrzebujemy niezdecydowanych ludzi.


footer.png
Dotacje
1 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Tytus Aureliusz-Chojnacki, Robert Fryderyk.
Serduszka
6 493,00 lt
Ten artykuł lubią: Misza "JK" Korab-Kaku, Ivo Karakachanow, Laurencjusz Ma Hi at Atera, Kristian Arped, Tytus Aureliusz-Chojnacki, Robert Fryderyk, Maxymilian Velmilla-Popow, Julian Fer at Atera, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, Juliette Alatriste, Arcadio Norbert dal Deliart-Wissener.
Komentarze
Ivo Karakachanow
I kolejny Znak Koszerności Ideologicznej im. El Presidente Grigorija. Oraz 200 punktów estima.
Odpowiedz Permalink
Laurencjusz Ma Hi at Atera
Polecam znane zasady z CdB ;)
Cytuję:
8 zasad milicyjnych:

Miliciano nie pyta. Likwiduje.
Miliciano nie ucieka. Uciekają przed nim.
Miliciano nie pije. Żłopie
Milicjano nie prosi. Bierze
Miliciano nie broni. Osłania piersią.
Miliciano nie krwawi. Broczy.
Miliciano ma jeden cel. Bronić reguł.
Miliciano nie umiera. Wraca do mamy.
Odpowiedz Permalink
György Róni Karakachanow Jr
Potwierdzam koszerność ideologiczną. Aj waj!
Permalink
Ivo Karakachanow
El Presidente jest z nami!
Odpowiedz Permalink
Ivan von Lichtenstein
Zachęcam El Presidente do przeczytania pozostałych części, by lepiej zrozumieć treści opisane w artykule! :)
Odpowiedz Permalink
Julian Fer at Atera
Jeszcze KGB i Milicja nie zginęła. Niech żyję ;)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.