Herold, Ivan von Lichtenstein, 02.07.2016 r. o 23:25
Dzieje Konstancjusza z Nawii

"Opowiadana historia dzieje się w średniowiecznej Nawii. Za czasów księcia Alma, pierwszego władcy Baridasu, region ten wchodził w skład części kontynentalnej ogromnego kraju, którego stolica znajdowała się w "mieście Alma", czyli Almerze. Był to obszar najbardziej oddalony od stolicy, wobec czego często rozkazy od księcia dochodziły miesiącami, a czasem wcale nie dochodziły, wskutek licznych napadów rozbójników na gońców z listem książęcym. Tamtejszy możnowładca Grodosław, syn Orma, który w imieniu księcia Alma sprawował władzę w Nawii ze swojej siedziby Kimbrus, często lekceważył rozkazy książęce, wiedząc że władca w większości przypadków nawet się o tym nie dowie. Między innymi, wbrew rozkazom władcy Baridasu respektował w Nawii prawo pierwszej nocy, co od dawna odradzali mu kapłani bogów, tłumacząc mu że nie bez powodu Alm zakazał tego zwyczaju. Pewnego dnia, wypoczywając na drewnianej, obitej wołową skórą ławie, usłyszał głos zza ścian, który nakazał mu opuszczenie pomieszczenia. Gdy ten, nie bez uczucia zdziwienia i strachu opuścił budynek i stanął przed drewnianą grodową wieżą, ujrzał lecącego niewysoko nad bramą białego orła. W dziobie trzymał on złoty naszyjnik, na którym znajdowało się pięć białych gwiazd. Zaszybował on nad grodem i poleciał w kierunku Gór Nawskich. W tym samym czasie rozpętała się burza, a pojedynczy piorun uderzył w szczyt gór, w których kierunku udał się orzeł. Gdy tylko burza minęła, Grodosław rozpytał swych doradców o znaczenie tego wydarzenia. Przekazali mu oni, że bogowie pragną by założył on gród na samym szczycie Gór Nawskich. Wódz podjął więc decyzję o wyprawie. Uradził z doradcami, że szczyt oraz gród który wybuduje, nazwie Ormal, na cześć swego ojca Orma. Zostawił on w Kimbrus swego dziewiętnastoletniego syna Grędzimira, o którym wiedział że będzie godnym jego następcą. Na wyprawę Grodosław zebrał dwie setnie zbrojnych, kilkanaście wozów z żywnością, ubraniami i narzędziami. Z drewnianej wieży grodowej odprowadzał go wzrokiem jego syn. Gdy orszak zniknął w borze znajdującym się pod Górami Nawskimi, syn udał się do swojej komnaty. Nie zdawał sobie sprawy że ostatni raz widział swego ojca. Kilka lat później, zaciekawiony postępem w budowie grodu, udał się z małym pocztem zbrojnym w kierunku Gór Nawskich, jednakże na gościńcu natrafił na podrapane pazurami bestii skóry wołowe, porzucone narzędzia, rozbite wozy. Na skórach zwierzęcych znajdowały się także zaschnięte dawno ślady krwi. Natychmiast wydał rozkaz poszukiwania zwłok, bowiem od razu domyślił się że te rzeczy należą do zbrojnych którzy udali się z jego ojcem Grodosławem, jednakże nic nie odnaleziono. Grędzimir nigdy nie dowiedział się co stało się na gościńcu."

Konstancjusz z Nawii żył w XV wieku. Było to już po rządach króla Markusa, który doprowadził do rozbicia części kontynentalnej Baridasu na liczne samodzielne księstewka i hrabstwa, oraz usamodzielnienia się Księstwa Arped. Region którym zarządzał znany z powyższej legendy Grodosław, a potem jego syn - Grędzimir - całkiem odłączył się od Baridasu. Doprowadził do tego Tęgomir, zwany przez potomków Niepodległym. Ogłosił on powstanie Margrabstwa Nawskiego jako samodzielnego państwa, a siebie mianował margrabią nawskim. Podobnie czyniło wielu jego kontynentalnych sąsiadów, którzy ze względu na swoją bliskość z Księstwem Arped toczyli z nim wojny. Los ten ominął państwo Tęgomira, które rozwijało się w dostatku i dobrobycie. Po jego krótkich rządach, władzę po bezpotomnym margrabii objął jego brat, Warcisław. Jego rządy kontynuowały politykę brata. Po Warcisławie zaczął swoje rządy jego syn, Wielebor. I tutaj dopiero zaczyna się prawdziwa część tej historii, bowiem Konstancjusz z Nawii urodził się u schyłku panowania Warcisława, w średnio zamożnej rodzinie rycerskiej. Wywodziła się ona w prostej linii z brata Grodosława, a syna Orma, który zwał się Jaromirem. Był on młodszym synem, dlatego nie przejął władzy po ojcu, ale zadowolił się wysokim stanowiskiem doradcy. Z czasem jego potomkowie byli pomijani przez władców, a sami, jako że nie chcieli dla siebie władzy, skupili się na uprawie roli. Konstancjusz od dziecka uwielbiał legendy. Najbardziej lubił mity związane ze swoim regionem, czyli właśnie z Nawią. Jako daleki krewny Grodosława, najbardziej lubił właśnie opowiadania mówiące o nim. Były one znane w całym Baridasie, ale każda wersja była inna. Ta którą przytoczyłem powyżej była opowiadana w Kimbrus, siedzibie margrabiów nawskich, najczęściej. Konstancjusz nie był taki jak jego ojciec i bracia. Od dzieciństwa czuł zamiłowanie do wojów, a jako że okres w którym przyszło mu żyć to okres rozwinięcia płatnerzy i kowali, z ciekawością wysłuchiwał różnego rodzaju informacji o innych krajach, które dawno wykształciły lepszy sposób wykuwania metali. Nie zamierzał parać się uprawą roli już w dzieciństwie, za co od swojego ojca dostał batem po plecach. Od tego czasu wiernie pomagał ojcu przy ziemi, jednak gdy tylko nadarzyła się sposobność, uciekł w wieku piętnastu lat. Odkrył to jego przyrodni brat, ze związku ojca z pewną Sclavinką. Udał się za nim w drogę, jednak gdy tylko Konstancjusz rozpoznał po odgłosach że jest śledzony, zaczaił się w pobliskich krzakach. Gdy znienawidzony krewny przeszedł prosto, ten zaatakował go od tyłu, złapał go w okropny uścisk lewą ręką, a prawą skręcił kark. Całe zdarzenie widziało pięciu chłopów, którzy zaprzyjaźnieni z ojcem Konstancjusza od razu uciekli by mu donieść. Gdy Konstancjusz dowiedział się o tym, ukradł najlepszego we wsi konia i udał się na wschód, w kierunku Scholandii. Gdy przekroczył wysoki kamienny słup, znaczący granicę odetchnął z ulgą. Spoczął w pierwszej napotkanej wsi i poprosił o wskazanie mu drogi do najbliższego zamku. Gdy wieśniacy wskazali mu drogę do Grenburga, gdzie siedzibę miał stary i poczciwy Grelart, możny i pan pobliskich ziem, Konstancjusz od razu tam wyruszył. Grelart bowiem słynął z tego że wyszkolił kilkudziesięciu rycerzy w swoim długim życiu. Był wśród nich i Grelurt Odważny, Frein Męski i Ordung Biały. Pan zamku słynął także z respektowania, mimo usilnych błagań kapłanów, prawa pierwszej nocy. Zatrzymany u bram zamku, podał swoje imię, pochodzenia i ród. Przekazał że chce otrzymać nauki rycerskie. Zapytany przez strażników czy ma jakieś pieniądze, stropił się nieco, lecz prośba została przekazana Grelartowi. Pan zamku obojętnie przyjął wiadomość o braku pieniędzy, a usłyszawszy że chłopak wywodzi się z możnego rodu, przyjął go. Grelart obiecał Konstancjuszowi że nauczy go rycerskiego rzemiosła, gdy ten przysięgnie że po otrzymaniu pasu rycerskiego i ostróg, ożeni się z jego córką, Brunhildą. Była to dziewczyna w wieku Konstancjusza, lecz - jak większość kobiet w Scholandii - wątpliwej urody. Konstancjusz przysiągł jednak na swoją cześć że ożeni się z Brunhildą. Wobec takiej przysięgi rozpoczęto szkolenie Konstancjusza. Trwało ono 10 lat. Gdy Konstancjusz przejrzał się po szkoleniu w lustrze, zrozumiał że nie jest już taki jaki był kiedyś. Nabrał postawy, poznał dworskie obyczaje, stał się krzepki i silny. Zapuścił także bujną brodę oraz zgolił długie włosy. Otrzymał on, za wstawiennictwem Grelarta pas rycerski oraz złote ostrogi u samego władcy Scholandii, co było ogromnym zaszczytem. Nie przysięgał mu jednak wierności, planując powrót do Nawii.
bfef12fc456ecd4081575ea4ac6e0828,62,37.jpg

Po powrocie do Grelarta, okazało się że ten, oraz jego córka Brunhilda, nie żyją. Doradcy opowiadali że to gniew bogów, bowiem pan zamku wbrew im radom respektował prawo pierwszej nocy. Konstancjuszowi od razu skojarzyło się to z mitem o Grodosławie. Pożegnał się ze wszystkimi przyjaciółmi na zamku, oraz wrócił do Nawii, inny niż wtedy gdy opuszczał te rejony. Brodaty, pełen gracji i dworskości, krzepki, silny. Grelart zapisał mu w spadku także wspaniała zbroję, która chociaż ciężka dla większości ludzi, dla Konstancjusza była lekka jak piórko. Po powrocie do Nawii, zaszedł do komnat Wielebora, który rad z tego że jego daleki krewny otrzymał pas rycerski, przyjął go. Konstancjusz opowiedział mu o swoich przeczuciach co do prawa pierwszej nocy, na co Wielebor wytłumaczył mu że już po śmierci Grodosława, Grędzimir porzucił to zakazane przez bogów prawo. Konstancjusz spędził cały wieczór na rozmowie z margrabią nawskim. Dowiedział się od niego że ojciec Konstancjusza nie żyje, a gospodarstwo rolne odziedziczył najstarszy z jego synów. Konstancjusz poczuł wtedy ogromną żałość, bowiem przypomniał sobie historię swojego przyrodniego brata. Dopytał więc Wielebora o matkę zamordowanego, Sclavinkę. Margrabia odpowiedział że popełniła samobójstwo, krótko po śmierci syna. Konstancjusz poczuł w sercu ogromny ból i smutek. Nie mógł spojrzeć już w twarz margrabii, a on to zrozumiał. Zastanawiał się długo, jak ukoić ból zacnego rycerza i w końcu, po zasięgnięciu rady kapłanów, rzekł mu:
- Musisz udać się na szczyt Gór Nawskich i dokonać czego nie udało się dokonać twemu przodkowi. Oprócz tego musisz pokonać w zmaganiach bez broni niedźwiedzia, oraz udać się na łowy samemu, bez świty, jeno z kilkoma psami, oraz upolować rogacza i kilka odyńców. Wówczas twoje rany się zagoją. A tymczasem musisz przysiąc mi wierność.
Zadowolony z takiego obrotu spraw, Konstancjusz przykląkł na jedno kolano i przysiągł wierność Wieleborowi, który przydzielił mu dwustu zbrojnych, oraz kilkanaście wozów z narzędziami, by zbudować gród na szczycie Gór Nawskich i nazwał go Ormal, na cześć ojca wspólnego ich przodka. Przygotowania trwały kilka dni, w końcu rycerz Konstancjusz z Nawii wyruszył w kierunku szczytu. Siła spotykało ich złego - burze, przepaście, pioruny, grzmoty, lawiny, opadające skały. Z dwustu zbrojnych, zaledwie stu dotarło na szczyt. Udało się to także Konstancjuszowi, który najpierw wspólnie z pięcioma najbliższymi towarzyszami wyrzeźbił na pniach drzew posągi bogów baridajskich, po czym oddał im cześć. Następnie cała drużyna zaczęła ścinać drzewa by wybudować gród, jednakże Konstancjusz zakazał ścinania drzew z wizerunkiem bóstw. Gdy po pięciu latach na szczycie znalazła się drewniana palisada z ostrokołem, oraz kilkanaście drewnianych domostw, osiadł tam wraz z setką zbrojnych, którzy z Kimbrus sprowadzili swoje żony i dzieci. Rozbudowywali się oni także już sami, dobudowując domostwa dla dzieci, by miały gdzie mieszkać po osiągnięciu dojrzałego wieku. Konstancjusz miał już trzydzieści wiosen. Wypytywał miejscowych pustelników, którzy zamieszkiwali szczyt już przed wybudowaniem grodów, o niedźwiedzie. Gdy powiedziano mu że żyją w borze pod Górami, zostawił broń, a na siebie wdział jeno pancerz i hełm, oraz udał się pieszo na spotkanie z przeznaczeniem. Długo wyszukiwał niedźwiedzia, w końcu odnalazł go, wyłapującego łososie z rzeki. Podbiegł do niego natychmiast i dał czas by się odwrócił. Gdy zwierzę odwróciło się zdziwione, rzucił się na niedźwiedzia z pięściami, po czym kopnął go w zgięcie między nogami i wrzucił do rzeki. Wpadł razem z nim impetem i zaczął okładać go po twarzy, jednak niedźwiedź jednym ruchem łapy rzucił go na skałę w pobliżu. Od śmierci i połamania kręgosłupa rycerza uratowała jeno zbroja. Wściekły rzucił się znowu na niedźwiedzia i złapawszy za kark, grzmotnął nim o skałę, po czym zaczął podtrzymywać pod wodą. Jego ogromna siła trzymała łeb zwierzęcy przez ponad trzy minuty, po czym niedźwiedź oddał ducha. Zmarł z braku tchu. Wówczas Konstancjusz wyjął z pochwy mizerykordię oraz rozciął skórę na niedźwiedziu i oddzielił od mięsa, a następnie nałożył na swoją zbroję i tak, zwycięski powrócił do grodu Ormal. Przywitały go ludzkie wiwaty, jednakże czekało go jeszcze polowanie. Wybrał on więc najlepszego wierzchowca z grodu, łuk, kołczan pełen strzał, oszczep i topór. Wszystko to przytroczył do siodła i udał się samotnie z kilkoma oswojonymi psami na polowanie. Myślał tylko o rogaczach i odyńcach. Psy od razu złapały trop, pierwszego odyńca ustrzelił trzema strzałami w kark. Rozciął mu skórę i narzucił na siodło. Drugiego było mu ciężej upolować, bowiem ów dosłyszał go i uciekał. Został jednakże trafiony oszczepem. Konstancjusz także rozciął mu skórę i narzucił na siodło. Trzeci odyniec zaatakował go podczas wchodzenia na konia i ugryzł okropnie koleń najlepszego towarzysza człowieka. Nadszedł od strony przeciwnej kierunkowi wiatru, więc psy go nie wywęszyły i poczęły szczekać dopiero po ataku na konia. Konstancjusz, który po ataku na konia spadł, natychmiast powstał i złapał za topór z siodła, po czym wbił go odyńcowi między oczy, a następnie wyciągnął i odciął łeb. Rozciął mu skórę, oraz złapał za dwie pozostałe skóry i narzucił na swoje plecy, tak jak zrobił wcześniej ze skórą niedźwiedzią. Te odgłosy przywabiły jednak agresywnego rogacza. Psy zaczęły skomleć, wywęszyły bowiem ogromnego zwierza. Sam Konstancjusz nie bał się ani chwili i czekał z toporem w obu dłoniach. Zwierzę zaszarżowało pochylając swoje rogi i prawie wbiło je w żebra mężczyzny, jednak ten w ostatniej chwili odrzucił topór i złapał za nie, po czym wskoczył na łeb rogacza i objął mu szyję. Próżno dziki zwierz próbował go zrzucić, ten tak się przycisnął że nie było sposobu by go wywalić na ziemię. Wówczas rycerz wyjął z paska mizerykordię i podciął gardło zwierzakowi, a następnie odciął mu rogi i udał się w kierunku Kimbrus, siedziby Wielebora. Uklęknął przed nim na jedno kolano, po czym położył na podłodze rogi jelenie, trzy skóry odyńców, oraz ogromny płaszcz ze skóry niedźwiedziej. Ten skinął głową i zawołał swoich kapłanów, którzy nałożyli na niego po kolei swe dłonie mówiąc:
- Odpuszczam ci twój grzech.
Po tych wydarzeniach Konstancjusz padł i odpoczywał dwa dni, nie przestając spać. Gdy obudził się, Wielebor mianował go swoim najbliższym doradcą, a po jego bezpotomnej śmierci możni z Kimbrus mianowali Konstancjusza margrabią nawskim. Sporządzili oni również specjalną dla niego koronę, składającą się ze złotej opaski, do której przymocowano rogi jelenie, który dostarczył on poprzedniemu władcy. Z trzech skór odyńców zrobiono długi pas, który spoczywał na ramieniu nowego margrabiego, oraz do którego doczepiono pochwę na miecz, a płaszcz z niedźwiedziej skóry odtąd zdobił jego plecy.
German_plate_armour_in_polished_steel_2ndhalf_16th_century_belonged_to_knight_Adam_Gall.gif
Zbroja płytowa Konstancjusza z Nawii

Ciąg dalszy może nastąpi.
Mit opracowany na potrzeby konkursu z okazji rocznicy Królestwa Teutonii, za namową kilku osób wydany w formie artykułu.
Źródło paru faktów historycznych:
http://baridas.sarmacja.org/almera/?s=historia_almery
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
4 009,00 lt
Ten artykuł lubią: Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza, Kristian Arped, David de Hoenhaim, Siergiusz Asketil, Adrian Maksymilian Józef Alatriste, Markus Arped, Arsacjusz Arped, Fryderyk von Hohenzollern.
Komentarze
David de Hoenhaim
Lubię historię, podoba mi się :) proszę kontunować kolejna część niech powstanie.
Odpowiedz Permalink
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza
Dobre to! a i jest podstawa by wyciągnąć z tego coś więcej :)
Odpowiedz Permalink
Ivan von Lichtenstein
Zamierzam ciąg dalszy wprowadzić :)
Odpowiedz Permalink
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza
No to będzie co cztać :) jest moc nie ma co.
Odpowiedz Permalink
Tomasz Mancini
Buonissimo :)
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
Lubię te Wasze stylizacje historyczne, naprawdę lubię
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.