Obserwator Sarmacki, Cudzoziemiec, 16.08.2016 r. o 22:48
Szczerze o Sarmacji — JKM Tomasz Ivo Hugon
Seria wydawnicza: Szczerze o Sarmacji

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
4f5ACAh8.pngJego Książęca Mość zasiada na sarmackim tronie od 17 listopada 2013 roku, to już przeszło 1000. dni. Z tej okazji spotkaliśmy się na rozmowie z Jego Książęcą Mością Tomaszem Ivo Hugonem. Przeprowadzenie wywiadu zajęło w sumie kilka dni. Jest mi niezmiernie miło, że mogłem gościć w książęcych komnatach i móc z Jego Książęcą Mością swobodnie porozmawiać. O czym? O Nim, o Sarmacji, o Sarmatach. O tym jak się zmieniła Sarmacja, jej otoczenie. O prerogatywach i sile jaką dziś Książę posiada. I w końcu o tym czy znów, gdyby cofnął się w czasie, zdecydowałby się na udział w elekcji. Ten wywiad jest bardzo ciekawym studium postrzegania naszego świata przez jednego z najważniejszych uczestników mikronacyjnej gry.

Szanowni czytelnicy, Obserwator Sarmacki zaprasza Was serdecznie na długi wywiad z Jego Książęcą Mością Tomaszem Ivo Hugonem!

Autorką użytej grafiki jest Calisto Norvegicus-Chojnacka.
__________________________________________________________________

Wasza Książęca Mość niedawno obchodził nieformalne święto okrągłych 1000. dni zasiadania na sarmackim tronie. To prawie trzy lata i, jak dotąd, drugi najdłuższy okres sprawowania władzy książęcej w Sarmacji. Jak minęły te lata i dni Waszej Książęcej Mości?

Szybko [śmiech] Szybko, bo ani się obejrzałem, a tu już tysiąc. Ale to pewnie zasługa tego, że był to ciekawy okres. Mimo różnych pozornych przestojów — ciągle się coś działo. Jak nie na głównej scenie Księstwa, to gdzieś za kulisami. Były i burzliwe momenty, i okresy pozytywnej aktywności. Ale nawet, gdy większości się wydawało, że w Sarmacji mamy przestój, czy nawet marazm — ja się raczej nie nudziłem. Niektórzy z bliskiego mi otoczenia czasem się śmiali, po co wprowadzam regencje, skoro w ich trakcie nie opuszczałem Sarmacji, tylko śledziłem wydarzenia (no, może poza ostatnią — wtedy trochę jednak odpocząłem [śmiech]).

Sarmacja dziś a Sarmacja tych 1000. dni temu? Jaka jest najważniejsza różnica?

O raju, stwierdzenie, że bez Wandejczyków nie będzie zbyt kontrowersyjne? [śmiech] Można rzec, że jest diametralnie inna. Sarmację tworzą ludzie, a tych, którzy byli, gdy dostąpiłem zaszczytu zasiadania na Tronie Sarmacji, w dużej mierze (większości?) niestety nie ma. Owszem, mam z nimi kontakt, ba! nawet wracają do Sarmacji, ale chyba nic nie wskazuje, żeby na tę chwilę i zbliżające się tysiąc dni, byli. Nie chciałbym tutaj wymieniać, żeby z jednej strony nie wydłużać wywiadu, a z drugiej — nie sprawić komuś przykrości, gdy o nim zapomnę. Ale też trzeba zauważyć, że wielu spośród tych, którzy byli i są… zmienili się mocno, pewnie i ja także [śmiech]. Nie można zapomnieć o prowincjach, choć o tym Pan Redaktor doskonale wie. [śmiech] Gellonia i Starosarmacja zmieniła się w Koronę Sarmacji, aż wreszcie w Starosarmację. Z prowincji-sieroty opuszczonej przez swych Rodziców (nie chodzi mi tutaj w żadnej mierze o negatywne ocenianie Calisto i Rattusa) wyrosła na doskonale prosperujący Samorząd, któremu nie zagraża żadne widmo stagnacji. Sporą przemianę przeszła też Sclavinia, której symbolicznie nadałem nową konstytucję i wówczas zaczęła się jeśli mogę tak stwierdzić prawdziwa Ostateczna Krucjata — to wtedy w Sclavinii pojawił się Przywódca, no i powstał pierwszy Konsulat. Nie znaczy, że Baridas czy Teutonia się nie zmieniły, choć nie tak zasadniczo, diametralnie. O ile zmiany w pierwszych dwóch wymienionych przeze mnie Samorządach można określić (może na wyrost) wręcz rewolucją, o tyle w obu Królestwach była to raczej ewolucja. I wcale tu nie chodzi o przeciwstawianie w sensie dobre i złe. Po prostu inne zmiany. Na szczęście jeden i drugi rodzaj zmian przyniósł pożytki wszystkim Samorządom. Nie znaczy to, że to, że tych „starych” nie ma, powoduje u mnie tylko smutek. Przecież ci nowi, inni też budują Sarmację i budują z powodzeniem. Dogaduję się także z nimi. I to jest właśnie świetne w Sarmacji — jeśli wszyscy chcemy robić coś dla Księstwa, to nawet jeśli czasem się nie zgadzamy, to powoduje, że dobrze się nam żyje w naszej Ojczyźnie.

To zmiany w Sarmacji, te najważniejsze, a zmiany społeczne? Sarmaci dziś, a Sarmaci wczoraj? Sarmackie społeczeństwo zmieniło się bardzo, czy raczej jest takie samo jak tysiąc dni temu?

Na to pytanie najciężej chyba mi odpowiedzieć. Nie jestem socjologiem, więc diagnoza, gdybym się jej podjął, pewnie była by nic nie warta. [śmiech] Ciężko też tak uogólniać, a z kolei analiza każdej Sarmatki i każdego Sarmaty, którzy byli 1000 dni temu i są teraz, to pewnie temat na odrębną książkę. Ale jeśli mielibyśmy już uogólniać, to myślę, że nie będzie zbyt ryzykowną teza, że zmieniło się społeczeństwo bardzo. Ba, tu chyba nie można mówić w czasie przeszłym dokonanym. Społeczeństwo zmienia się cały czas. Choćby przez zmianę pokoleniową, o której wspomniałem wcześniej. A i starzy Sarmaci się zmieniają — kiedyś byli monarchistami, dzisiaj są republikanami. Są oczywiście też osoby niezmienne w swoich poglądach, przynajmniej jeśli chodzi o sprawy zasadnicze. Jest i Baridas niezmiennie monarchofaszystowski — tam raczej nie pomieszka długo osoba o republikańskich poglądach. [śmiech] Choć pewnie i poglądy w Baridasie na samą osobę księcia (mnie) się zmieniają, czy na uprawnienia książęce. Były w Sarmacji głosy nawołujące do federacji czy do ustanowienia wszystkich prowincji Krajami Korony (choć nie wiem czy postulujący do końca zdawali sobie sprawę ze statusu Baridasu jako KK), a także usunięcia księcia, a przynajmniej uczynienia go kadencyjnym (prezydent, ale w otoczce monarchicznej), a dzisiaj ponoć odżywają poglądy o silniejszej władzy książęcej. Czy historia zatoczyła koło — od uszczuplania prerogatyw księcia do ponownego ich zwiększenia? Chyba za wcześnie na tak daleko posunięte wnioski. Ale z pewnością można zauważyć, że tego typu poglądy są coraz głośniejsze; bo może wcześniej było tyle samo zwolenników, ale woleli, chcieli, musieli(?) być cicho.

Wasza Książęca Mość, a jak w tym czasie zmieniło się otoczenie, w którym funkcjonuje Sarmacja i Sarmaci, jak się zmienił mikroświat w oczach chyba najdłużej dziś zasiadającego na tronie władcy w wirtualnym świecie?

Szczerze przyznam, że nie do końca się tym o toczeniem interesowałem. Rzadko też się zapędzam do innych mikronacji; jeśli jestem, to częściej wyszukuje tam informacji, opinii o nas. [śmiech] Jak sam Pan Redaktor tego doświadczył — nie kładliśmy większego nacisku na inne mikronacje, na politykę zagraniczną. Z pewnością uwagę zwracał Dreamland, choć już wtedy wydawał się mniej aktywny i przez te 1000 dni, jednak w większości kojarzył się z ciszą przerywaną artykułami w Kurierze. Dziś chyba ciężko sobie wyobrazić to niektórym mikronautom. No oczywiście Al Rajn, który dla mnie zawsze był egzotyką, ale miałem świadomość, że jest taki, ważny, gracz na scenie mikronacyjnej. Niejako do otoczenia Sarmacji wrócił Wandystan, który przecież był częścią Korony, gdy dostąpiłem zaszczytu zasiadania na Tronie. Zniknęła w pewnym sensie (nie chciałbym się narazić Scholandczykom) Scholandia, którą „gdzieś tam” zawsze wspominano, czasem nazywano jedną z Wielkiej Trójki. Bialenia chyba dopiero raczkowała, nawet pamiętam, że Bialeńczcy w tym czasie odwiedzali częściej nasze forum i się wypowiadali. A teraz, jaki by nie był stosunek Sarmatek i Sarmatów do Republiki, jest istotną mikronacją. Samunda, która podobnie jak Al Rajn była swego rodzaju egzotyką, ale pamiętam, że też „coś” znaczyła, a tu proszę — jest jej dorobek pod naszą opieką. To otoczenie może się nie zmienia w takim tempie jak poszczególne osoby w Sarmacji, nasze społeczeństwo (gdyby obserwować inne mikronacje, to kto wie czy byśmy nie doszli do takich samych wniosków), jednak w skali właśnie państw, mikronacji, można chyba zaryzykować, że zmienianie się trwa. Powstają i upadają mikronacje, inne się zmieniają, zmieniają swój ustrój, swoje nastawienie do Sarmacji. Oczywiście gdyby poświęcać czas w Pollinie tylko takiej obserwacji, to człowiek by się zanudził, ale z pewnością nie da się powiedzieć, że w mikronacjach jest cały czas tak samo i to samo.

„Panta rhei” mówili starożytni. Społeczeństwo, otoczenie, mechanizmy — to wszystko się zmienia. W niedawnym wywiadzie, który dreamlandzka gazeta „Mercurius Furlandiae” przeprowadziła z Jego Królewską Mością Edwardem II, królem Dreamlandu i Elderlandu, padły wypowiedziane przez Króla Edwarda II takie słowa: „Tym, co ma realne znaczenie dla kondycji państwa, jest procentowy udział nowych obywateli w populacji całej społeczności.” Zgadza się z nimi Wasza Książęca Mość? Jak to wygląda w Sarmacji? Osobiście odnoszę wrażenie, że mamy problem z pozyskaniem, i przede wszystkim, zatrzymaniem nowych. Chciałbym się mylić, ale czy aby na pewno się mylę?

Z pewnością nie myli się Pan Redaktor. Dzisiaj tak wyklinany, jako nierówność mandat dla tzw. nowych obywateli („tzw.”, ponieważ dla jednych 9 miesięcy to dużo, dla innych mało) był właśnie próbą zachęcenia nowych może nie tyle do przyjścia, co do pozostania. Kiedyś Sarmacja, czy może w ogóle mikronacje, to było w dużej mierze pole do popisu dla ludzi z zacięciem polityka. Jedni się „wyżywali”, inni się uczyli, jeszcze inni nabierali doświadczenia. Często było słychać, że grupa ludzi (czasem wymieniani konkretnie z nazwisk sarmackich) opuszczała Sarmację, bo się odbiła o sufit, mur, który im nie pozwolił wejść do polityki. Zmieniają się realia i człowiek wchodzący do Sarmacji, mikronacji lata (v-wieki [śmiech]) temu nie rozumie, nie do pomyślenia jest dla niego takie ułatwianie wejścia w politykę, do Sejmu, jakie dawał mandat dla nowych obywateli. Postanowiłem zaryzykować, eksperyment się nie udał, ale… Czy dlatego, że był z gruntu zły, czy może za późno jednak, bo już nie było tylu nowych, żeby zainteresować, a może dlatego, że był zewsząd atakowany? Każdy ma swoje zdanie na ten temat z pewnością, a ja nie mam zamiaru się nad tym użalać. Nie pierwszy i nie ostatni pomysł odbiegający od przyzwyczajeń przepadł i niedługo nikt o nim nie będzie pamiętał. Choć Sejm Walny powraca w rozmowach. [śmiech] I to jest jeden z elementów tego, że mamy trudności z pozyskaniem i utrzymaniem nowych obywateli. Są jeszcze starzy obywatele, ich stosunek do nowych mieszkańców. Jednych nie interesuje pozyskiwanie nowych, opieka nad nimi… i nie możemy mieć do nich pretensji. Mają takie prawo — przecież, gdybyśmy nagle WSZYSCY mieli się zająć pozyskiwaniem nowych, to co z pozostałymi dziedzinami życia? W końcu nie mielibyśmy do czego zachęcać nowych, czy nawet potencjalnych mieszkańców, bo wszyscy zajmowaliby się pozyskiwaniem. [śmiech] Inni zachęcają, zapraszają, ale im się nie udaje. Czy to ich wina? Nie do końca — czasem może tak, może za wiele informacji temu nowemu jest podawanych, ale też czasem (częściej?) jest to kwestia samych nowych; o nich za chwilę. No a są i tacy, którzy czasem z gorliwością krzyżowca, chcą pouczać i sztorcować nowych, jak się mają zachowywać, co mają pisać, czego nie. Nie twierdzę, że mamy nowym pozwolić na wszystko, o nie — to oni przychodzą na nasze podwórko, w którym my ustaliliśmy już jakieś reguły. Ale czasem mam wrażenie, że to zwracanie uwagi urasta wręcz do karykaturalnych rozmiarów. Ale nie zapominajmy o trzecim, najważniejszym elemencie tej układanki — samych nowych. O ile o Sarmatach, czy obywatelach innych mikronacji, możemy generalnie mówić, jako o grupie społecznej, tak tutaj się tego nie da ująć w ramy — jak wejdziesz w mikronacje, to przecież przestajesz być nowym. Ci nowi dzisiaj są z pewnością inni niż kiedyś, gdy Pan Redaktor zaczynał przygodę z Sarmacją, czy nawet ja (mam tu na myśli tę pierwszą, nie zaczętą w maju 2010 r. i trwającą do dziś). Dla mnie naprawdę szokiem było, gdy JKW Helwetyk Romański (pomijam szok, że nie jest Księciem [śmiech]) odezwał się do mnie na prywatnym kanale. Ot tak! Diuk Khand (no oczywiście JKW Piotr II Grzegorz, ale tu chodzi o kontekst) szybko napisał do mnie na gg, gdy popadłem w konflikt z ówczesnym Regentem i porozmawiał, ot tak, po prostu „pogadał” i przekonywał, żebym czasem Sarmacji nie porzucał. To zmniejszenie dystansu między najwyższymi szczeblami drabinki społecznej Sarmacji było dla mnie szokiem. Pozytywnym, ale jednak. Ale tylko dlatego, że parę ładnych lat temu trochę „się kręciłem” w Księstwie i pamiętałem te relacje. Więc nie możemy mieć pretensji do tych nowych, że oni się zachowują inaczej, niż w tej samej sytuacji ktoś, kto dzisiaj może uchodzić za… Enta Sarmackiego [śmiech] Więc musimy zmienić nasze podejście i nie żądać tego nowego, który widzi dzisiejszą Sarmację, kazać się zachowywać tak, jak to oczekiwano od nowych w Sarmacji wieki temu. Z drugiej strony przecież nie możemy pozwolić im wejść „na głowę” — tak wspomniałem: to nasze podwórko i wciąż my ustalamy reguły. Jednak warto się zastanowić czy te reguły dzisiejsze odpowiadają regułom z zamierzchłych czasów, które chcemy egzekwować. Promocja oczywiście zawsze była czymś trudnych dla mikronacji. Ciężko nas jednoznacznie zdefiniować — jaką jesteśmy organizacją… w realu, który przecież dla nas nie istnieje [śmiech] Wszystko robimy społecznie, dla własnej satysfakcji, a jedyne finanse, jakie jesteśmy w stanie wyłożyć, to na serwer, domenę itp. — są to, jakkolwiek się ktoś obruszy, jedyne rzeczy, bez których istnienie mikronacji będzie naprawdę zagrożone czy wręcz niemożliwe. Wydawanie pieniędzy realnych na promocję… nie sądzę, żebyśmy przekonali do tego wiele osób. A też nie mam zamiaru obarczać tak małą grupkę ludzi czymś, co może nie przynieść efektu. Owszem, mamy narzędzia darmowe, jak choćby media społecznościowe, ale jakoś nikt wciąż nie przedstawił koncepcji jak je wykorzystać; ja sam nie wiem, ale pojawiały się pomysły o tym, stąd wspominam. Ciągle dużo rozmawiamy o potrzebie pozyskiwania nowych mieszkańców, o stworzeniu całościowej koncepcji, ale mam wrażenie, że wciąż w tym temacie „pływamy” po jego powierzchni. Wiele koncepcji się przewijało przez Sarmację, może warto do nich wrócić? Warto też jednak zastanowić się nad tym, czy oprócz koncepcji pozyskiwania, nie powinna powstać całościowa, systemowa koncepcja traktowania nowo przybyłego.

Skoro od słów JKW Edwarda II zaczęliśmy ten wątek, to i go w „duchu dreamlandzkim” pociągnę. Zauważyć możemy, a i we wspomnianym wywiadzie ma to ujście, że Dreamland, dotąd uchodzący raczej za jeden z „najsztywniejszych” krajów wirtualnego świata, wraz z wejściem w 19. rok swego realnego istnienia, diametralnie zmienił optykę w stosunku do nowych, rozwiązał zbyt ciasny gorset reguł i utartych wzorców, pozwala młodym być... młodymi. Wyszaleć się, wejść w nowy świat z pewną dozą bezpiecznej otoczki warcholstwa, asymilować się stopniowo. Odnoszę to do słów WKM, że warto pomyśleć o koncepcji traktowania nowych mieszkańców, czy takie przyzwolenie na kontrolowane wchodzenie na głowę może być jednym z rozwiązań? Czy nas, Sarmatów, stać na to, by znów nowy mieszkaniec ze wszystkimi swoimi szalonymi pomysłami, jak w dawnych dniach, był dla nas największym skarbem? Czy też raczej boimy się oddawać w swawolę nasze „zdobycze cywilizacyjne”? Co musi się wydarzyć byśmy dostrzegli, że bez zmiany podejścia (całościowo) do tematyki przybywania nowych mieszkańców ostatecznie jako mikronacja upadniemy?

Nie wiem czy sytuacja jest aż tak dramatyczna. Oczywiście, Pan Redaktor żył w Złotych Czasach Sarmacji. Jednak, jak to kiedyś powiedział — upadamy od dawna. I jakoś upadkowi się nie dajemy. [śmiech] Oczywiście to nie znaczy, że bagatelizuję tę sprawę. Jednak nie zapominajmy, że potrzebujemy też tych „starych”. Bez nich nie będzie miał się kto opiekować młodymi, ale też najzwyczajniej nie będzie miał kto tworzyć Sarmacji. Trzeba pamiętać o tym i starając się o napływ nowych, nie tracić z oczu tych, którzy już tu są i pracują, ciężko niejednokrotnie. Dlatego nie zgadzam się, że powinniśmy rozwiązać gorset i pozwolić się w otoczce warcholstwa asymilować z nami stopniowo. Jakkolwiek rozumiem problem braku napływu nowych, to jeśli miałbym wybierać między warcholstwem setek nowych, a tymi kilkudziesięcioma starymi, którym może i czasem strzela coś do głowy [śmiech], to jednak znają Sarmację i wiedzą, jakie zwyczaje tu panują. Zresztą jeśli rozwiążemy gorset, to rozumiem, że dla wszystkich… I jak poczują się ci „starzy”? Ja bym się poczuł co najmniej, jakby robiono ze mnie wariata — dzisiaj idziesz do więzienia za przekleństwo, a jutro wszyscy przeklinamy, bo potrzebujemy nowych, a ci rzucają soczystym mięsem. Zresztą skoro nawiązał Pan Redaktor do wywiadu — zdaje się, że jeden eksperyment JKW Edwarda II bardzo się nie udał, a i komuś odebrał tytuły za warcholstwo. Więc chyba nie musimy powtarzać tej ścieżki, skoro wiadomo, że w mniejszej społeczności niż sarmacka, może poczynić szkody. Niestety nie wiem czy możemy tutaj mówić o tym, że trzeba znaleźć złoty środek — pomiędzy zachęcaniem nowych i szacunkiem do starych. To chyba raczej Święty Graal czy „kamień filozoficzny”. Z pewnością da się zapewnić masowy napływ nowych mieszkańców, każdy ma na to swój sposób. Jednak po pierwsze — trzeba przejść od gadania, debat i konsyliów, do działania. A po drugie — ważniejsze jest ich zatrzymanie i nawet jeśliby przyszła do nas setka nowych, zachęcona super-mega-hiper akcją marketingową, to muszą to „poczuć”. Jeśli nie będzie chemii między nimi a Sarmacją (mikronacjami), to i tak nici z tej akcji. Tak jak powiedziałem — nie możemy stracić z oczu starych, tak teraz dodam, że nie możemy popaść w skrajność i poświęcić zbyt dużo sił i środków na to ściągnie do nas nowych, ponieważ im więcej wysiłku i serca w pracę wkładamy, tym bardziej porażki nas bolą i zniechęcają. A na tym polu, nie oszukujmy się, porażek będzie i ze sto razy więcej niż zwycięstw.

Zmieńmy trochę temat. Na mniej przyjemny? Pamiętam czasy gdy Książę Sarmacji był nietykalny. Z czasem kwestia ta, podobnie jak zmienia się w nieistniejącym dla nas realu, zmieniła się i u nas. Książę stał się obywatelem takim samym jak reszta, z tą tylko różnicą, że chroni go, czy też chronić powinien, sarmacki Sejm. Ostatnio jednak to nie zadziałało, i jak mówią niektórzy mamy do czynienia z jednym z najpoważniejszych kryzysów dotyczących książęcej władzy w historii naszego kraju. Jak to widzi główny zainteresowany?

No cóż, wiele osób mi przeciwnych twierdzi, że ten pozew wziął się stąd, że przebrała się miarka. A jaka to miarka? – ja się pytam. Wiele osób, także przychylnych, twierdzi, że przecież książę powinien być „mądrzejszy” i nie wikłać się w pyskówki, że powinien być zawsze „ponad to”. Pewnie i mają rację, ale… Ile razy wybuchłem? Raz na… pół roku? No cóż, to może odwróćmy sytuację. Dla mnie ta sprawa jest kwintesencją pewnej zasady, która się ukuła wśród niektórych Sarmatek i Sarmatów — kiedy lżymy księcia, to jest to wolność słowa, kiedy książę wybuchnie, trzeba go sprowadzić do parteru. No właśnie – do parteru i potraktować jak zwykłego obywatela. To mam być ponad to, gdy się mnie obrzuca błotem, ale jak ja odrzucę, to już nie jestem księciem? Kiedy wyzywano mnie od organów rozrodczych, to była to wolność słowa, gdy ja mówię o wizytach w zakładach leczniczych — to już jest poważna sprawa. No moje drogie Sarmatki i moi drodzy Sarmaci, jeśli Prefektura, która ma stać na straży prawa, które przewiduje m.in. kary za obrazę księcia, nic nie robi, to czemu się dziwić, że ja czasem wybucham jak zwykły obywatel? Mi też się czasem miarka przebierze. No ale się powtórzę — ile razy wybuchłem? jak często wybucham? Co do kryzysu, to nie wiem czy jest on jednym z poważniejszych dotyczących książęcej władzy. Zacznijmy od tego, że żadnego z moich Poprzedników nie można było tknąć. Myślę, że mówienie w tak pompatycznym tonie przysparza tylko radości i jakiegoś splendoru grupce frustratów, którzy nie mieli na tyle odwagi, żeby mi powiedzieć wprost, że mają mnie dość. Znaleźli pretekst i go postanowili wykorzystać; nie dając nawet się wypowiedzieć w Sejmie, pod płaszczykiem „własnego sumienia” posłów. Oczywiście warto podkreślić, że nie wszystkich posłów mam tu na myśli, niektórzy kierowali się sercem, choć może nie do końca to serce podpowiedziało dobrze. I na tym poprzestańmy. Nie ma co na nich strzępić palców.

No więc właśnie. Kiedyś istniała, gwarantowana konstytucją, książęca nietykalność. Zniesiono ją i zastąpiono dzisiejszym modelem w odpowiedzi na historyczne zawirowania. To trochę tak, jak w nieistniejącym realu polscy ustrojodawcy zrezygnowali z silnej władzy prezydenta bo mieli złe doświadczenia z Lechem Wałęsą. Sarmaci, tak jak nasze realne odpowiedniki, są zbyt poryczy w tych sprawach? Może powinniśmy do nietykalności powrócić?

Na to pytanie… żadna odpowiedź nie jest dobra. [śmiech] Jeśli powiem, że tak, to od razu zapali się czerwona lampka, nawet osobom mi przychylnym. Jak to, książę chce powrócić do nietykalności? Co planuje? Osoby nieprzychylne już z pewnością miałyby czarną wizję, że będę lżył i obrażał każdą Sarmatkę i każdego Sarmatę. Z kolei odpowiedź, że nie, nie potrzeba nasunie konkluzję, że może księciu nie zależy, po co jemu to. Osoby nieprzychylne jeszcze mogłyby wpaść na pomysł w ogóle usunięcia z przepisu art. 13 Konstytucji potrzebę wyrażania zgody. [śmiech] Pojawiały się ciekawe pomysły w niedawnej dyskusji – może wyszczególnić przestępstwa, może określić rodzaje przestępstw określone np. cezurą wysokości kary. Myślę, że najważniejsze, żeby uświadomić Sarmatki i Sarmatów, że przepis o pociągnięciu księcia do odpowiedzialności karnej, jest wentylem bezpieczeństwa, a nie narzędziem dla każdego kto poczuł się urażony (przypominam: książę + organ rozrodczy = wolność słowa) mógł odstawiać hucpę i podważać władzę książęcą z powodu urażonej dumy. Warto zresztą zwrócić uwagę na uzasadnienie wycofania oskarżenia — ja to interpretuję w ten sposób: nastraszyłam księcia, zrobiłam raban, zwrócono uwagę na mnie i na zachowanie księcia, więc wystarczy. „Jestem wystarczająco ukontentowana tym, że Jego Książęca Mość został pociągnięty przez Sejm do odpowiedzialności karnej” — swego rodzaju przejęzyczenie czy świadome wmawianie postronnym obserwatorom, że Sejm mnie pociągnął do odpowiedzialności karnej? No i może warto zmienić ten przepis pod tym kątem, że jednak książę powinien mieć zagwarantowaną wypowiedź w debacie sejmowej nad taką uchwałą.

Dzisiejsza „siła” książęcej władzy jest zauważalnie słabsza niż była kilka lat temu. Wiadomo, że od czasu do czasu pojawiają się głosy, by iść w kierunku „republiki” i ograniczać władzę Księcia, czy wręcz urząd ten likwidować, ale są też głosy przeciwne, które domagają się książęcej władzy wzmocnienia. Jak Wasza Książęca Mość woli? Czy istnieje pole do wzmocnienia książęcej władzy? Jeśli wzmacniać to jak bardzo? Czego dziś, z punktu widzenia codziennych obowiązków i możliwości jakie przynosi ten urząd, brakuje?

Trendu słabszej władzy książęcej raczej odwrócić się nie da… przynajmniej nie ze mną na Tronie. [śmiech] Chodzi mi o to, że nie jestem żadnym despotą – cała władza w moich rękach? to nie dla mnie. Zresztą przed Wolną Elekcją sam popierałem wiele z ograniczeń. No i niektóre z prerogatyw książęcych, które miał Piotr II Grzegorz, nie wynikały z racji jego despotycznych zapędów, tylko ze specyfiki rządów. A specyfika ta polegała na tym, że władca tworzył system – informatyczny i gospodarczy. Więc chodziło o to, żeby nie stało się tak, że grupa osób, która ma jakieś „ale” do księcia, inną wizję systemu [śmiech] nagle dochodzi do władzy i wywala pracę Piotra II Grzegorza do góry nogami. Polityka zagraniczna już wróciła w moje ręce. Nie odczuwam potrzeby ani osobistej, ani w zagrożeniach dla Sarmacji, żebym musiał np. mieć weto absolutne. Ale już wzmocnienie weta myślę, że by się księciu przydało. Skoro Pan Redaktor nawiązał do reala — myślę, że ten wentyl w postaci mojego weta jest w zasadzie żaden. Sejm może go odrzucić koalicyjną większością głosów — niby bezwzględna, ale przecież przy 7 posłach to są 4 głosy. Niestety wszyscy, którzy debatują o moich uprawnieniach, robią to w zasadzie między sobą, tzn. poza mną. Może większa współpraca na linii Rada Ministrów — książę, ponieważ obecny przepis jest bardzo lakoniczny, a gdyby jakiś rząd nie chciał współpracować, to nie miałbym narzędzi, żeby to skutecznie wyegzekwować. Jednak nie jest to paląca kwestia.

Nie będę już Waszej Książęcej Mości dłużej męczył, więc ostatnie pytanie. Zbiegiem okoliczności budzi się Wasza Książęca Mość w ... początkach jesieni 2013 roku. Sytuacja, która wówczas ma miejsce w Księstwie powoli się stabilizuje i wkrótce rozpocznie się książęca elekcja. Czy Tomasz Hugo Pac, obywatel Księstwa Sarmacji, który dziwnym trafem wie co się stanie w ciągu kolejnego tysiąca dni, stanie znów na polu elekcyjnym?

No cóż, odpowiedź z pewnością nie jest łatwa. Zazwyczaj pamiętamy mocniej rzeczy negatywne, które nam się przydarzyły i zapominamy, że spotkało nas coś dobrego. Więc pamiętając, przypominając te dobre rzeczy, które mnie w Sarmacji spotkały, to myślę, że tak. Tak, patrząc na te dobre sprawy, które mnie spotkały. Choćby te dwa zloty, w których miałem przyjemność brać udział. Być może gdyby było ich więcej, więcej osób brało w nich udział, to i relacje międzyludzkie byłyby inne. Może to dla niektórych dziwnie zabrzmi, ale mam wrażenie, że fakt, iż spotkaliśmy się w realu, miał pozytywny wpływ na nasze stosunki i relacje mikronacyjne. Nie mnie oceniać moje panowanie, jednak dla mnie ten okres był ciekawym przeżyciem, fajnym i w większości miłym, a przede wszystkim obfitującym w spotkania i znajomości z fajnymi, ciekawymi ludźmi. Przerywany jest oczywiście różnymi nieprzyjemnymi ekscesami, wydarzeniami, nawet okresami, ale przecież… nie możemy rzygać tęczą. [śmiech] Mikronacje bez konfliktów byłyby chyba zbyt nudne, a że niektórzy tylko po to v-żyją… to już nie mój problem. Dziękuję bardzo za przyjemny wywiad :)
Serduszka
19 392,00 lt
Ten artykuł lubią: Tomasz Ivo Hugo, Piotr II Grzegorz, Irmina de Ruth y Thorn, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, David de Hoenhaim, Yennefer von Witcher, Baszar Svensson at Atera, Orjon von Thorn-Surma, Roland Heach-Romański, Daniel Maksymilian von Schwarz-Saryoni, Adrian Maksymilian Józef Alatriste, Młynek Kawowy, Tomasz Mancini, Henryk Leszczyński, Laurẽt Gedeon I, Mateusz von Thorn-Chojnacki, Adam Jerzy Piastowski, Vladimir ik Lihtenštán, Mikołaj Torped, Wojciech Hergemon, Torkan Ingawaar, Ławica Żubrów, Guedes de Lima, Daniel January von Tauer-Krak.
Komentarze
Irmina de Ruth y Thorn
Piękny. Brawa dla redaktora jak i dla samego pytanego. Wywiad bardzo ciekawy i nie przeraża jego długość. Gratulacje :)
Odpowiedz Permalink
Yennefer von Witcher
Wspaniały wywiad! Gratuluję!
Odpowiedz Permalink
David de Hoenhaim
Jestem w szoku jakim wesołym, zdystansowanym, pozytywnym i optymistycznym człowiekiem jest JKM. Po prostu ciężko ubrać te bardzo pozytywne wrażenie w odpowiednie słowa. Wywiad bardzo ciekawy to materiał który czyta się tak przyjemnie jednym tchem!
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
A ja wiem więcej. Wiem, że Książę jest fanem Mass Effectów. To sprawia, że stałem się o wiele wierniejszy koronie, a wiecie dlaczego? Książę się przyznał, że zawsze wybierał opcje paragona :D A są momenty w trylogii, gdy pokusa bycia złym jest niebotyczna. A tutaj szlachetność... to jest piękne.

I cieszy mnie kierunek naszej wzajemnej ewolucji w relacjach. Jeśli czegoś można życzyć Sarmacji, to kolejnych 1000 dni panowania człowieka, na odmianie którego imienia wielu straciło zęby :D
Odpowiedz Permalink
Yennefer von Witcher
Tomasza Ivona Hugona, oczywisci tak poprawnie się odmienia imię Jego Książęcej Mości. Dopuszczalnym jest też nie odmienianie dwóch ostatnich imion JKM. :)
Odpowiedz Permalink
Misza "JK" Korab-Kaku
Cieszę się, że kiedyś wywalczyłem ustanowienie możliwości rządów Książęcych czy stworzenie "kroków" w powoływaniu Kanclerza. Uważam, że ten model sprawdził się bardzo dobrze. Z Księciem jako gwarantem ciągłości władzy.
Niestety życzliwości każdy-każdy w prawie się nie zapisze, ale z szlacheckością godzić się powinna.
Odpowiedz Permalink
Młynek Kawowy
Zloty, owszem, bardzo przyjemne. Tylko diukowie chrapią.
Odpowiedz Permalink
Młynek Kawowy
Wgl co to za "n" w tytule wywiadu? Ja bym za to skazał z paragrafu za obrazę majestatu.
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Diuk nie chrapie, to jego Powaga - gdy nikt nic nie mówi słychać jak pracuje. Diuk i Powaga nie mogą równocześnie odpoczywać.
Odpowiedz Permalink
Piotr II Grzegorz
Mi się to N bardzo podoba. Jeszcze tylko Ivo - zmienić na Jan - z całym szacunkiem dla ksywy Iva i byłoby po polsku, po bożemu, po monarszemu w pełni.
Odpowiedz Permalink
Piotr II Grzegorz
Tomasz Jan - i tyle w temacie.
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Z tym n to racja... Umknęło mi, głowy ból dokuczal gdy dodawane było i nie wyczulem że to widzi.

Jak jakiś dobry prefekt czy inny admin może to poproszę o poprawienie tytułu tak by ostatnią literkę z niego pogonic precz. Dziękuję za zwrócenie uwagi.
Odpowiedz Permalink
Jan Grimknur
Yennefer Heach i RJvT, zgodnie z zasadami języka polskiego można odmieniać, ale można i nie odmieniać, przy czym imiona zakończone na -o można odmieniać z dodaniem "n", ale nie ma konieczności takiego czynu. Zainteresowanych odsyłam do PWN.

Ewentualnie proszę o przedstawienie innego źródła.
Odpowiedz Permalink
Mateusz von Thorn-Chojnacki
Podziwiam tak optymistyczne i zdystansowane podejscie po takim czasie :) Swietny wywiad!
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Yyy WKW napisał "rzyga tęczą", a powinien napisać wymiotuje! Cóż za niegodziwe zachowanie, naruszające netykietę, chyba będzie pozew.

Przepraszam za mój wrodzony sarkazm, ale nie mogłem się powstrzymać. Wywiad bardzo, fajny, wręcz zajebisty!
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Słowo "rzygać" znajduje się zarówno w słowniku języka polskiego, jak i słowniku ortograficznym :)
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
No pewnie, podobnie jak inne bluzgi... kwestia interpretacji co dla jednych pozostaje słowem niegodziwym, a co dla innych jest chlebem powszednim. A WKW z nie jednego pieca chleb jadł jak mniemam :P
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Adamie, nie WKW, a WKM.
Odpowiedz Permalink
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza
Wow
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.