Obserwator Sarmacki, Cudzoziemiec, 16.10.2016 r. o 16:37
Szczerze o Sarmacji — Vladimir Ivanovitsš ik Lihtenštán
Seria wydawnicza: Szczerze o Sarmacji

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
VDGTdHAt.pngVladimir Ivanovitsš ik Lihtenštán, syn Michaela von Lichtensteina, wnuk JKW Helwetyka Romańskiego. Były diuk i obywatel Księstwa Sarmacji, obecnie obywatel Królestwa Dreamlandu, w którym zasiada w parlamencie i jest członkiem Komunistycznej Partii Dreamlandu. Współtwórca i redaktor czasopisma "Trud". Typ niepokorny, zwolennik republiki, twórca grupy Altborczyków. Serdecznie zapraszam na wywiad z jedną z najbardziej niezwykłych postaci wirtualnego świata.

Wcześniej, w cyklu Szczerze o Sarmacji, rozmawialiśmy z JKM Tomaszem Ivo Hugonem i diuczessą Karolina von Lichtenstein.

_______________________________________________________________________________

Dzień dobry Vladimirze, dziękuję, że znalazłeś czas by porozmawiać z nami szczerze o Sarmacji. Początek grudnia 2010 roku, blisko sześć lat temu — wówczas zameldowałeś się w Księstwie Sarmacji. To był Twój pierwszy kraj wirtualny? Jak trafiłeś właśnie do nas? Gdzie zamieszkałeś?

O nie, to ja dziękuję, że zechciałeś ze mną porozmawiać, nawet jeśli bezczelnie się wprosiłem do redakcji. Chyba jeszcze nigdy nikt nie chciał ze mną przeprowadzić wywiadu. Zazwyczaj to ja zadawałem pytania.

W moim sarmackim profilu widnieje, że zamieszkałem w Sarmacji w grudniu 2010 roku, ale to nie jest prawda. Pierwsze kroki w Sarmacki i zarazem w mikroświecie stawiałem, o ile się nie mylę, w 2008. Pamiętam, że zamieszkałem w Grodzisku, ale stolica nie zrobiła na mnie wrażenia. Szybko przeprowadziłem się do Srebrnego Rogu, gdzie miałem przyjemność zajmować się historią miasta pod patronatem Edyty Konias. Potem była banicja i tułacza po Rotrii i jakiś innych wschodnich mikronacjach. W międzyczasie założyłem z kolegą Królestwo Rohanu (dziś część Skarlandu) i Rzeczpospolitą Obojga Narodów. W 2010 roku wróciłem.

Edytą Konias z domu von Thorn-Broniek, świat jest mały. Grodzisk nigdy, chyba poza pierwszymi latami i zarządzaniem przez JKW Helwetyka Romańskiego, nie miał szczęścia do burmistrzów. Nic tu się nie zmieniło. Czasem odnoszę wrażenie, że to po trosze wina samych odbiorców, nie interesują ich miasta, w których nie można kupić domu... ale nie o tym przecież. Wróciłeś na nowym numerze paszportu, czy na tym, który zdobyłeś już w 2008 roku? I jeśli jednak na nowym to dlaczego? No i za co banicja?

W Teutonii powszechnie wiedzą, że nie jestem entuzjastą prowadzenia miast w obecnym systemie – są niepotrzebne… Dziś już nie pamiętam, czemu wróciłem z nowym numerem. Wiem, że moje stare konto istniało i nie tak dawno temu poprosiłem o jego likwidację. Chyba jeszcze wtedy nie wiedziałem, że banitom odpowiednie służy nie kasują kont.

Powód banicji był bardzo prosty – romantyczne lgnięcie narodu teutońskiego ku wolności, cierpienie i jego męczeństwo pod butem sarmackiego okupanta. To były czasy, gdy istniała Marchia i Nowa Teutonia. Najwyższe kręgi konspiracyjne uznały, że jestem godzien wtajemniczenia, albo zwyczajnie zrobili sobie ze mnie jaja. Jakkolwiek by nie było, umieszczałem na LDKS manifesty wolnościowe, które nawoływały do secesji Marchii. Książę Piotr Mikołaj (pozdrawiam dziadka) uznał, że jestem elementem niebezpiecznym, który trzeba usunąć. Ach, dziś już nie ma Teutończyków, którzy kultywowaliby stare wzorce…

Czasem mam wrażenie, że te osoby, które na przestrzeni lat bywały najaktywniejsze, a jednocześnie też najbardziej kontrowersyjne, często mają w mikronacyjnym CV wpis dotyczący banicji. Nie umiemy szanować odmiennych wizji, zdań, postaw? Czy aktywny niepokorny to z automaty śmiertelne zagrożenie dla majestatu władzy monarszej?

To trudne pytania. Nie wolno tutaj generalizować – mówić, że my nie umiemy uszanować odmiennych poglądów. To zależy od ludzi. Gorzej, gdy ludzie, którzy uważają swoje zdanie za jedynie prawdziwe, za wszelką cenę je forsują. Jeszcze gorzej, gdy po obu stronach barykady znajdują się tacy ludzie, wtedy konflikt jest nieunikniony i ten, kto ma władzę, może z niej skorzystać.

Problem może też tkwić w tym, jak poważnie podchodzimy do mikronacji i tego, co w nich robimy. Zastanawiałem się bowiem nad Twoimi słowami. Wielokrotnie wyrażałeś pogląd, że musimy zmienić nastawienie wobec siebie, jeśli chcemy, by Sarmacja była miejscem z dobrą atmosferą. Nie jestem pewien, czy to by pomogło. Ludzie są różni i każdy w różnym stopniu bierze na poważnie tę zabawę. Ostatecznie mamy do czynienia tylko z relatywizmem.

W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć o sierpniu. Nie chcę tutaj oceniać kanclerza Asketila i jego działań. Jedyne nad czym ubolewam, to fakt, że nikt nie chciał wysłuchać drugiej strony. Druga strona, choć do tego namawiałem, nie chciała przedstawić swojego stanowiska, ograniczyła się tylko do niefortunnej grafiki w „Trudzie”, bo cała reszta, możesz mi wierzyć lub nie, była tylko teatrem, próbą wyrządzenia jak największych szkód przed ostateczną porażką. Książę zadziałał zachowawczo. Usunął tych, których uznał za zagrożenie – w tym niewinnego niczemu i pozostającego na uboczu wicekróla Arsacjusza Arpeda, czym go do siebie zraził. Przypuszczam, że książę nawet z nim nie porozmawiał. Z drugiej strony takie działania są czysto ludzkie. Zazwyczaj bronimy tego, co zaspokaja nasze lgnięcia, albo jak nazwał to Freud – bronimy po prostu naszego ego.

W rozmowie, którą ostatnio przeprowadziłem z diuczessą von Lichtenstein powiedziała ona, że musimy sobie przypomnieć, że Sarmacja to przede wszystkim ma być zabawa. To co powiedziałeś przed chwilą zdaje się potwierdzać diagnozę, że wiele problemów wirtualnego świata bierze się ze zbyt poważnego podejścia do ról, w które się tu wcielamy. Porównałbym tę sytuację do gry fabularnej, np. do Dzikich Pól, w których wcielając się w szlacheckich warchołów z wschodnich rubieży siedemnastowiecznej rzeczpospolitej tak się zacietrzewiamy, że bijemy kompanów szabelką po głowie, a piwnicę, w której gramy zalewa krew... oczywiście to przerysowanie, ale chodzmi mi pewien problem — zbyt poważnie traktowana zabawa przestaje być zabawą, a staje sie... właśnie, czym? Przecież nam realnie nie przybędzie od grania na srebrnoroskiej giełdzie, nie zostaniemy ministrem w światłym rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Dlaczego zapominamy, że to jednak gra, zabawa? Dlaczego niektórzy z nas ze świętym oburzeniem reagują alergicznie na określenie "to tylko gra"?

Sarmacja i w ogóle mikronacje to jednocześnie gra i coś więcej niż gra. Z jednej strony wcielamy się w pewne role, a co za tym idzie, musimy przyjmować postawy, normy i sposoby postępowania dostosowane do tych ról. Z drugiej strony Sarmacja nie jest niczym więcej, jak tylko wytworem naszych umysłów – wymyślamy coś i realizujemy to jako inicjatywę. Być może część, większość lub wszyscy w jakimś stopniu podchodzą do tych wytworów własnej inteligencji i kreatywności jak do dzieci. Bronimy ich, gdy poczujemy, że ktoś lub coś im zagraża. To jest właśnie wyżej wspomniane lgnięcie. Dalej popadamy w błąd eternalizmu i uznajmy, że te wytwory są czymś więcej niż tylko chwilowymi przejawami naszej inteligencji. To według mnie jest powodem wszystkich problemów.

Tak więc – z jednej strony to tylko gra, czyli dobrowolny udział graczy we wspólnej zabawie z mniej lub bardziej określonymi regułami, do których się podporządkowujemy, a gdy ktoś tego nie chce zrobić, wyrzucamy go z piaskownicy. Z drugiej strony Sarmacja jest czymś więcej niż tylko grą, bo staje się polem manifestacji naszej kreatywności, co rodzi z kolei pewne kłopoty. Sądzę, że receptą na te problemy może być zachowanie dystansu i umiaru, ale nie oszukujmy się, droga środka jest cholernie trudna, bo kto z nas nie rzucał się z pianą na ustach na adwersarza, który zaatakował naszą inicjatywę!?

Wspomniałeś o dostosowywaniu się do reguł gry, i sankcjach jakie dotykają tych, którzy dostosować się nie chcę. Ty jesteś trochę typem "rebela", ja też taki byłem/jestem. Obaj ponosiliśmy tego konsekwencje, Ty ponosisz je także dziś. Co takiego się wydarzyło, dlaczego się wydarzyło, że zdecydowałeś się coraz jawniej występować przeciwko porządkowi na jakim opiera się Księstwo Sarmacji? Co spowodowało, że z diuka, jednego z najbardziej zasłużonych mieszkańców Sarmacji przerodziłeś się w zwykłego mieszkańca (już nie obywatela) głoszącego dążenie do republikańskiej formy rządów, przeprowadziłeś się do (jednak) monarchistycznego Dreamlandu i niejako zerwałeś z Sarmacją?

Nie jestem pewien, czy potrafię odpowiedzieć na te pytania. Przede wszystkim zawsze ciekawiło mnie to, z jaką łatwością ludzie podporządkowują się konwencjom i myślą, że są one dane raz na zawsze, jakby ustanowiono przez jakąś transcendentalną, zewnętrzną siłę lub że same są zewnętrzne, a więc nie można ich naruszyć, ani zmienić. Tak też jest w mikronacjach. Wydaje się nam, że ustrój monarchistyczny jest jakąś świętością, a osoba księcia żywym uosobieniem monarchii. Tylko nieliczni snują lub snuli przypuszczenia, jakby wyglądała republikańska Sarmacja – bez kultu księcia i wiernopoddaństwa. I nie przesadzajmy, nie jestem i nie byłem najzagorzalszym zwolennikiem republiki w historii Sarmacji.

Co do odebrania tytułu, nie widzę w tym straty. Status społeczny i jego symbole (jak na przykład tytułu arystokratyczne) też są pewnymi konwencjami – nie istnieją samodzielnie na zewnętrz. Przyznam, że gdy się dowiedziałem o decyzji księcia, zrobiło mi się trochę przykro, bo przecież poświęciłem Sarmacji ileś tam lat, ale potem uświadomiłem sobie, że nie jest to nic, nad czym można byłoby ubolewać. Raczej książę ułatwił mi rezygnację z Sarmacji, a więc w jakimś sensie wyleczył moje lgnięcie do mikronacji. Dodam jeszcze szczerze, że liczyłem na gest solidarności ze strony autora "TIHlera", ale się przeliczyłem. Dziś nie mam mu już tego za złe.

Co do Dreamlandu – przyciągnęła mnie tam komunistyczna narracja. W mojej przeprowadzce nie należy dopatrywać się niczego więcej. W mikronacjach grałem już chyba każdą z ról, ale jeszcze nigdy nie byłem komunistą. No i w „Trudzie” mogę publikować rysunki penisów, za co w Sarmacji zostałby ścięty.

Nie sądzisz, że mówiąc "co do odebrania tytułu, nie widzę w tym straty" potężnie deprecjonujesz starania bardzo wielu osób, które właśnie w ten jedyny sposób (zdobywając tytuły) od 2002 roku budowały Sarmację? Przecież zabawa zabawą, ale lubimy być za swoje starania doceniani, a teraz jeden z nas mówi "tytuł nic nie znaczy". Wiesz, że tytuły zdobywałem i traciłem jak nikt w Sarmacji, ale mimo to nadal uważam je za coś niezwykle ważnego, osobiście ubolewam, że mam tylko wicehrabiego. Deprecjonujesz, mówisz o wiernopoddaństwie z którego się uwolniłeś... czego więc szukasz w Sarmacji i w ogóle w mikroświecie? Bo nie wierzę, że szczytem Twoich marzeń i ambicji jest rysowanie kutasów w podrzędnym mikroświatowym czasopiśmie.

Nie uważam, że umniejszam wartość tytułów. Jeśli komuś wspinaczka po szczeblach arystokratycznej hierarchii sprawia przyjemność, to jest to dobre. Wartość skrótu przed nazwiskiem tkwi tylko w naszych głowach i jest kolejną, społeczną konwencją. Dla kogoś może to mieć bardzo duże znaczenie, dla kogoś innego nie. Sam pamiętam, że zdobywanie kolejnych poziomów od kawalera aż po diuka sprawiało mi frajdę. Oczekiwanie na to, ile się dostanie od księcia; czy zostanie się docenionym, było przyjemne, ale potem zawsze przychodziło coś w rodzaju rozczarowania – niby wspiąłem się na kolejny szczebelek, ale przede mną jest kolejny. Każdy nowy tytuł nie potrafił nasycić ludzkiej chciwości, bo przecież zawsze można być lepszym od kogoś innego, prawda? W końcu uświadomiłem sobie, że głód nagród nigdy nie może zostać zaspokojony. Zawsze pragniemy mieć więcej i więcej, aż się okazuje, że to nie ma żadnej wartości. Ale jak napisałem na wstępie, jeśli ktoś ceni sobie tytuły, niech tak będzie. Nie uważam, że mój pogląd trzeba narzucać. Jeśli kogoś on oburza lub rani, przykro mi. Nic na to nie poradzę.

Moje ambicje ograniczają się, a może ograniczały się, do tworzenia czegoś pięknego. Tak naprawdę najlepiej wspominam tylko dwie moje działalności w mikroświecie. Pierwsza to założenie Rzeczypospolitej Obojga Narodów (wtedy ta mikronacja nosiła inną, śmieszną nazwę, efekt kompromisu – Federacja Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego). Druga to krótka działalność Altborczyków. Reszta przy tym traci dla mnie blask, a same mikronacje nie są w stanie zaspokoić moich marzeń.

A jakie są te marzenia? Związane są z mikronacjami czy z życiem w ogóle? RON nie znałem w ogóle, więc trudno mi oceniać. Altborczycy to była świetna działalność, niszowa, elitarna, bardzo ożywcza. Ale jednak skierowana, siłą rzeczy, do wybranych, którzy literaturę i wysoką kulturę cenią jakoś wyjątkowo. A jednak porzuciłeś Altborczyków. Frustracja, że jednak nie trafiło do szerokiego odbiorcy, czy nie zostało zrozumiane? Czy po prostu jesteś typem osoby, która szybko nudzi się tym co osiągnęła (posłem też nie bywałeś zbyt długo, Teutonię również porzuciłeś)?

Marzenia, których nie mogę zrealizować w mikronacji, są związane z życiem realnym. Poza tym w mikronacjach nie mam już co robić. Została już tylko marna przyjemność wzniecania flejmów. Altborczyków nie porzuciłem. To raczej fakt, że nikt nie rozumiał tego, co pisaliśmy, było powodem zaprzestania działalności. O ile w ogóle ktoś czytał…

Co do mojego posłowania – polityka mnie nudzi. Jeśli musiałbym się non stop wykłócać o własną wizję, a do tego być uprzejmym i miłym, zwariowałbym! Teutonia to zupełnie inny przypadek. Tutaj już nie ma ludzi, którzy chcieliby cokolwiek zmieniać lub którzy mieliby pomysły na renowację Królestwa. Chwała JKW Andrzejowi Fryderykowi, że utrzymuje chociaż pozory!

Tak, polityka w Sarmacji tak ma... ale zostawmy to. Nie byłbym sobą gdybym Cię nie zapytał... przybyłeś do wirtualnego świata osiem lat temu. Jaki wirtualny świat, jaka Sarmacja była wówczas, a jakie są dziś? Co się zmieniło i jak sądzisz dlaczego się zmieniło?

Przede wszystkim wydaje mi się, że kiedyś mikroświat był większy. Więcej było Sarmatów. W 2008 roku każda prowincja miała swoje własne forum lub listę dyskusyjną, do tego była centralna lista. Nawet każde miasto miało swoją platformę komunikacji. Dziś ograniczamy się do jednego forum, panelu prasowego i ćwirków. Dlatego nie wierzę w zapewnienia, że mikroświat nie wymiera. Oczywiście mówię to tylko z perspektywy tego, co pamiętam, a jak wiadomo, pamięć zawodzi. Ostatecznie więc mogę mówić tylko o wydawaniu się.

Nie pamiętam, by dawniej było tyle flejmów, co obecnie. Pewnie też były, równie ostre i drażliwe, co obecnie, ale jako świeżak nie orientowałem się w nich lub nie zwracałem na nie uwagi, a może ludzie byli grzeczniejsi i uprzejmiejsi… Nie zmieniło się podejście do nowych mikronacji. Gdy założyłem Rzeczpospolitą Obojga Narodów (nienawidzę skrótu RON), wszyscy mówili, że upadnie po miesiącu, a ona nadal istnieje.

Co do powodów zmian, konkretnie wymierania mikroświata, sądzę, że problemem jest fakt, że mikronacje przestały być kuszące dla nowego pokolenia. Czy możemy zrobić z Sarmacji interesujący towar? Nie wiem. Chyba już niewielu bawi tworzenie państwa i wirtualna polityka.

Grzeczniejsi, uprzejmiejsi... dodałbym też przychylniejsi. I właśnie. Byłeś jedną z osób, które domagały się prawa karającego za błędy interpunkcyjne, ortograficzne... czemu to miało służyć? Czy z perspektywy czasu nie sądzisz, że takie akcje i postulaty jednak zniechęcają innych do zabawy?

Tak naprawdę projekt nowelizacji, która miała wprowadzić kary za błędy ortograficzne i interpunkcyjne, był trollingiem w najczystszej postaci. Wiedziałem, że nie przejdzie, a gdyby przeszedł, zdziwiłbym się bardzo. Tutaj chodziło o coś głębszego – o standardy zabawy w ogóle, ale z perspektywy czasu przyznaję Ci rację, wygórowane oczekiwania od graczy tylko by ich zniechęciły. Z drugiej strony nikt nie chciałby, żeby Sarmacja zmieniła się w jakieś nordackie królestwo, prawda?

Jedno pytanie od publiczności mam. Dlaczego odszedłeś z KS do Dreamlandu mówiąc, że odchodzisz do reala?

Pozdrawiam Yennefer Heach! Ludzka psychika jest zmienna. Chciałem odejść do reala, a przeniosłem się do Dreamlandu, ale różnica jest niewielka. Zwolennicy św. Augustyna dostarczają tam iście realnej, konserwatywnej polemiki i populizmu.

To pytanie na koniec. Czy planujesz, ewentualnie rozważasz, powrót do Sarmacji? Jeśli nie to dlaczego? A jeśli tak to kiedy i co musi się zmienić być wrócił?

Nie, raczej nie zamierzam już wracać, a przynajmniej nie w najbliżej przyszłości. Sarmacja przestała mnie satysfakcjonować . Osiągnąłem i zrobiłem wszystko, co osiągnąć i zrobić mogłem. Raczej nie ma już dla mnie ciekawych wyzwań.
Serduszka
9 121,00 lt
Ten artykuł lubią: Henryk Wespucci, Irmina de Ruth y Thorn, Wojciech Hergemon, Vladimir ik Lihtenštán, Guedes de Lima, Andrzej Fryderyk, Yennefer von Witcher, Orjon von Thorn-Surma, Henryk Leszczyński, Jahn Dagobard ik Thórn-Mákovski, Adam Jerzy Piastowski.
Komentarze
Vladimir ik Lihtenštán
Wspaniały wywiad, osoba, z która go przeprowadzona jest nad wyraz inteligentna i świetna. Polecam.
Odpowiedz Permalink
Irmina de Ruth y Thorn
Dziadku,

Ja od zawsze twierdziłam, że wywiady które robisz są znakomite i to potwierdzają one właśnie. Czytam Obserwatora Sarmackiego od lat i jestem jego stałą fanką. Znakomity wywiad. Gratulacje dla ciebie i osoby, z którą ów wywiad przeprowadzałeś.
Odpowiedz Permalink
Wojciech Hergemon
W ten weekend przeczytałem już trzeci wywiad o takiej objętości, zawierający w dodatku mądre słowa i przemyślenia. Jako przeciętny Sarmata jestem skrajnie oburzony. Czytanie takich artykułów zżera za dużo czasu i wymaga uwagi, co nie dość że ogranicza możliwości czytelnika, to też i znaczną część skutecznie zniechęca. Doprawdy ciężko mi, jako jak już się rzekło, przeciętnemu Janowi Sarmackiemu, uwierzyć, iż tekst pisany może nieść jakąkolwiek wartość dodaną. Dający i biorący wywiad mogli swój czas poświęcić na coś zupełnie innego, prowadzącego do rozwoju Księstwa i wzrostu jego grywalności. Tak długi tekst, w dodatku okraszony ledwie jednym (!) obrazkiem (a za to z liczną liczbą dywagacji i przemyśleń) nikogo do zostania z nami nie skłoni, a wręcz przeciwnie, zniechęci tych co już są, bo wypada dać serduszko, a żeby być uczciwym, zanim się da serduszko należy przeczytać, w dodatku w całości i naprawdę, a nie tylko przeczytać wstęp i losowe pytanie wraz z pierwszym akapitem odpowiedzi. Trudno też w tekście znaleźć jakiekolwiek podteksty seksualne, albo chociażby coś, co mogłoby uchodzić za zabawne, a trudno powiedzieć po co czytać tekst, który nie jest ani zabawny, ani też nie opowiada o dupach i cyckach. Jedyne co można chyba zaliczyć na plus autorowi wywiadu, to pewien postęp widoczny od czasu wywiadu z Diuczessą Karoliną, bowiem tym razem ściany tekstu są na tyle krótkie, że każda mieści się samodzielnie na ekranie - a nie ulega wątpliwości, że długi tekst, niepodzielony na żadne akapity, zniechęca już każdego. I czy to jest kierunek, w sensie takie wywiady, którym Sarmacja powinna podążać? Dość oczywistym wydaje się twierdzenie, że nie, bowiem gdyby był to trend pożądany to autor otrzymałby za swoją pracę wynagrodzenie wyższe niż marne parę tysięcy libertów. No i kolejna jakże istotna kwestia - wielka wola autora do siania, wśród tych którym jeszcze się cokolwiek chce, defetyzmu. Autor serwuje nam wywiady z diuczessą, która byłą chłopem i z Księstwa odeszła, z gościem, któremu upada prowincja (dla niepoznaki wydane w Parku Stołecznym zamiast w obserwatorze i wreszcie z ex-banitą i upadłym arystokratą w jednym. Żadna z tych osób nie może stanowić niestety wzorca dla kogokolwiek, o czym autor zdaje się zapominać. Nie potrzebujemy przecież w naszym społeczeństwie osób, które odchodzą lub likwidują prowincje, bo to do niczego nie prowadzi - potrzebny jest rozwój, a nie kroki w tył. Z tych wszystkich względów jako czytelnik jestem szczególnie oburzony i oczekuję, że odpowiednie organy i instytucje państwowe, podejmą stosowne kroki, zmierzające do publikowania tekstów wyłącznie krótkich, zabawnych (ale i o zabarwieniu edukacyjnym), a przede wszystkich łatwych i miłych w lekturze. A takie artykuły z przyczyn wskazywanych przez całą moją wypowiedź powinny zostać ukryte.
Odpowiedz Permalink
Guedes de Lima
Świetny wywiad. Nie pierwszy z resztą. Gratuluję, brawo.
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Kaxiu <3
Odpowiedz Permalink
Wojciech Hergemon
Zastanawiałem się, czy nie napisać komentarza na maksymalne 5000 znaków, ale wystraszyłem się, że podejdzie to pod art. 40 ust. 1 pkt 4 Kodeksu Sprawiedliwości. A jakby zamknęli asesora, to obciach byłby straszny.
Odpowiedz Permalink
Defloriusz Dyman Wander
To w Dreamlandzie doszlo do rewolucji komunistycznej?!
Odpowiedz Permalink
Yupeng Beijin-Zhao
Cytuję:
Nie, raczej nie zamierzam już wracać, a przynajmniej nie w najbliżej przyszłości. Sarmacja przestała mnie satysfakcjonować . Osiągnąłem i zrobiłem wszystko, co osiągnąć i zrobić mogłem. Raczej nie ma już dla mnie ciekawych wyzwań.

Wywiad zaiste piękny, ale powyższa wypowiedź nie podoba mi się :(.
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Szczere konkretnie i na temat. Lubie tego typu wywiady, aż się w człowieku budzą refleksje. Które na co dzień w tym zabieganiu, nie są w stanie do człowieka dotrzeć. Bardzo mi się podoba
Permalink
Jahn Dagobard ik Thórn-Mákovski
Wywiad świetny. Ślę gratki za kawał dobrej roboty i rzecz jasna serducho!
Muszę jednak przyznać, że po przeczytaniu tego dzieła poczułem lekką nutę przygnębienia. Vlad przedstawił swoje zdanie w taki sposób, który chcąc nie chcąc nadepnął mi na jaja. Jestem typem myśliciela więc odruchowo analizuje teksty mówiące o tym co Nas otacza i staram się je łączyć ze znanymi mi faktami. Nie jestem pewien, czy słowa zawarte w niniejszym wywiadzie są w stu procentach prawdą, ale dobitny sposób ich przedstawienia potrafi nieco przyćmić humor.
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Janie, doskonale, że wywiad Cię poruszył! To dla mnie największy komplement. Natomiast nie krępuj się walczyć z tym przygnębieniem, w Sarmacji masz ku temu wielkie pole.
Odpowiedz Permalink
Jahn Dagobard ik Thórn-Mákovski
Znów próbujesz mnie przekonać do sarmackiego obywatelstwa? :D
Każde przygnębienie mija, gdy tylko się wejdzie wieczorkiem na IRC'a.
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
No pewnie, że się staram ;)

I wchodź, siedzimy ;)
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Co do twierdzenia, że KS jest grą to na samym początku kiedy otrzymałem obywatelstwo dostałem złotą radę, aby nie wspominać o tym, że mikronacje są grą, gdyż większość osób podchodzi do tego zupełnie na serio...

Wtedy dało to do myślenia, dziś nadal daje, ale mojego poglądu nie zmienia, że jest to tylko zabawa i czy nazwiemy to grą czy inaczej nie ma najmniejszego znaczenia. Fakt, że mikronacje są najbardziej realną z nierealnych zabaw sprawia, że można oderwać się i przenieść do nieco innej rzeczywistości. To intryguje.

Świetny wywiad, gratuluję autorowi. Uznanie również dla Władka, którego bardzo cenię, w szczególności za prace i wkład w Teutonię i KS, podziwiam po dziś dzień Twoje dokonania.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.