Obserwator Sarmacki, Cudzoziemiec, 30.12.2016 r. o 20:16
Szczerze o Sarmacji — Roland wicehrabia Heach-Romański
Seria wydawnicza: Szczerze o Sarmacji

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
y4wyRjdy.jpgIdentyfikuje się paszportem o numerze AF181, przybył do Sarmacji 1 lutego 2013 roku. Pełnił funkcje Kanclerza, Podkanclerze,go Ministra, Sekretarza na Dworze JKM, Posła, Wicemarszałka Sejmu, Marszałka Trybunału Koronnego i Asesora. Jak sam czasem mówi "nie był tylko Księciem". Utalentowany grafik, sprawny prawodawca, wprawny dyskutant, któremu nie jest obca sztuka erystyki. Aktywny, uczynny, ale i gdy trzeba potrafi zareagować ostro. Roland wicehrabia Heach-Romański jest kolejnym gościem Obserwatora Sarmackiego. Serdecznie zapraszam na wywiad w ramach serii "Szczerze o Sarmacji".

Poprzednio ukazały się wywiady z: JKM Tomaszem Ivo Hugonem, Karoliną diuczessą von Lichtenstein i Vladimirem Ivanovitsš ik Lihtenštán. Zapraszam do odświeżenia sobie lektury.
__________________________________________________________________

Witaj Rolandzie, bardzo Ci dziękuję za zgodę na ten wywiad. Szczerze o Sarmacji — bo taką nazwę nosi cykl, w ramach, którego nasza rozmowa się odbywa — liczę więc, że nie będziesz się krępował, i faktycznie, szczerze, nam opowiesz o paru sprawach. Wyznajemy zasadę, że szczerość nas może oczyścić i dać do myślenia. Na początek standard... za miesiąc obchodzić będziesz czwartą rocznicę przybycia do Księstwa Sarmacji. To dużo, czy mało dla Ciebie? Skąd się u nas wziąłeś, i gdzie pokierowałeś swe pierwsze kroki?

To będzie bez wątpienia szczególna rocznica zamieszkania w Księstwie Sarmacji, ponieważ zbiegnie się w czasie z pierwszymi urodzinami mojego najmłodszego, realnego syna. Czas upływa nieubłaganie. Do Sarmacji zawitałem z prozaicznych powodów. Moja ówczesna formuła działalności w mikroświecie wyczerpała się. Nim zamieszkałem w Księstwie interesowałem się niszowymi, mało licznymi państwami wirtualnymi, w których stosunkowo łatwo było wspinać się po szczeblach kariery. W pewnym jednak momencie z sentymentem zatęskniłem za powrotem do korzeni swojego mikroświatowego bytu - do podejmowania się rzeczy ambitniejszych. Uznałem, że najwyższa pora zawitać do największej i najbardziej złożonej mikronacji Pollinu. I tak właśnie trafiłem do Sarmacji. Pamiętam, że w pierwszych tygodniach swojego pobytu w Księstwie zamieszkiwałem w Grodzisku. Dużo czytałem o różnych samorządach, szukając dla siebie najwłaściwszego domu. Padło na Teutonię. Zamieszkałem więc w Złotym Grodzie, podjąłem się funkcji Szambelana na dworze JKW Michaela von Lichtensteina, a na forum publicznym skupiłem się na działalności poetyckiej - szybko znajdując sobie oddanych fanów jak i negatorów.

Mówisz, że cztery lata temu postrzegałeś Sarmację jako kraj będący najbardziej złożonym i największym spośród innych mikronacyjnych bytów. A jak jest z tym dzisiaj? W opublikowanym dziś Raporcie Demograficznym, którego autorem jest Król Dreamlandu, przeczytać możemy, że Sarmacja przypominać zaczyna chylące się "imperium brytyjskie". Podzielasz taką opinię?

Tylko po części. Faktem jest, że nasze społeczeństwo staje się systematycznie mniej liczne. Wystarczy prześledzić kolejne komunikaty Książęcej Komisji Wyborczej by zauważyć, że liczba uprawnionych każdorazowo była nieznacznie niższa niż poprzednio. To pokłosie niżu demograficznego, jaki toczy cały Pollin. Już cztery lata temu średnia wieku w Sarmacji oscylowała około okresu licealnego. Śmiem twierdzić, że obecnie granica ta przesunęła się na czas początkowostudyjny. To w sposób bezpośredni wpływa na dostępność czasową przeciętnego Sarmaty. Pod tym względem faktycznie się nieco "chylimy". Z drugiej strony ciężko powiedzieć byśmy obecnie byli bardziej podzieleni niż kiedyś. Ciężko stwierdzić, że Książę obecnie ma większą i gorliwszą opozycję niż miał JKW Piotr II Grzegorz. Obecnie mamy swoisty kryzys baridajski. Lecz gdy pojawiałem się w Sarmacji mieliśmy kryzys wandejski. Z perspektywy czasu raczej bym powiedział, że całościowo Sarmacja trzyma się dobrze - w tym sensie, że nie jest gorzej niż było kiedyś.

Nie utraciliśmy również na złożoności. W dalszym ciągu jesteśmy profesjonalną mikronacją, o złożonym ustroju i interesującym systemie prawnym. Nadal symulujemy państwo w sposób ambitny. Jako ogół prezentujemy wysoki poziom merytoryczny. Różnimy się i dajemy temu wyraz, co w sposób naturalny czasami powoduje flejmy, a czasami po prostu owocuje przepięknym kolorytem. Nie można powiedzieć o Sarmacji, że jest pseudopaństwowym organizmem wzajemnej adoracji z uwielbianym liderem na czele, jak to częstokroć bywa w mniejszych państwach.

I to jest w niej piękne.

Nie miałem tego szczęścia by żyć w Sarmacji pod panowaniem JKW Piotra II Grzegorza, niemniej wydaje mi się, że JKW PIIG jak i obecny JKM TIH to zupełnie dwie różne osoby, dwa różne charaktery, różne osobowości, różne spojrzenia na Sarmację, ergo... trudno przyrównywać sytuację czy opozycję Księcia Piotra i Księcia Tomasza? Nie sądzisz? Co do kryzysu baridajskiego — mija od niego właśnie pięć miesięcy. Wydawać by się mogło, że to dość czasu by go rozwiązać, a mimo to trudno nazwać obecną sytuację jako sytuację rozwiązaną. Mamy cały czas do czynienia z eksponowanym, w ten czy inny sposób, żalem i niezadowoleniem, które wpływają na postawy niektórych z osób, które były w wydarzenia sierpniowe zaangażowane. Widzisz szansę na rozbrojenie tej swoistej bomby?

Co do porównywania JKW Piotra II Grzegorza i JKM Tomasza Ivona Hugona, to nie do końca jest tak, że obaj monarchowie różnią się aż tak bardzo. Wbrew pozorom, w moim odczuciu i w oparciu o moje relacje obecne i dawne z obydwoma, mogę powiedzieć, że podstawowa różnica między nimi jest taka, że obecnemu monarsze z większą łatwością przychodzi opanowanie. Z drugiej strony traci na tym etos stanowczego władcy. Wymienieni wyżej uprawiali inną politykę na tronie książęcym. JKW Piotr II Grzegorz był bardziej jak mój ojciec w średnim etapie swojego panowania. JKM Tomasz Ivo Hugo prowadzi swoją politykę rozważniej i w sposób bardziej stonowany. Niemniej porównywanie skal oporu wobec nich jest jak najbardziej uprawnione - oczywiście moim zdaniem.

Co się zaś tyczy kryzysu baridajskiego, baridajskiego sierpnia i całej otoczki wokoło tych wydarzeń powstałem, według mnie żadne zabiegi nie poprawią obecnego stanu rzeczy. Ze swojego doświadczenia wiem, że najlepszym lekarstwem będzie przejście nad tym do porządku dziennego. Emocje muszą opaść samoczynnie. Żal wzajemny musi wygasnąć sam w sobie. Kiedy tak się stanie sytuacja ulegnie stabilizacji, a kto wie, może w odpowiednim momencie zwaśnione strony uścisną sobie dłonie?

Dobrze, zostawmy to. Wspomniałeś o problemie Sarmacji jakim jest, bez wątpienia, demografia. Jako społeczeństwo starzejemy się, a nowych, młodych stażem, ale i wiekiem, mieszkańców jest jak na lekarstwo. Z drugiej jednak strony jakoś większości z tych, którzy do Księstwa przybywają ma się nijak do tej jakości, którą prezentowały takie osoby jak Avistak, Karolina (vel Konrad), Juliusz Cezar, Zbyszko, Paviel czy chociażby z dzisiejszej młodzieży Orjon. Czy mamy szansę to zmienić, czy też po prostu powinniśmy się pogodzić z faktem, że tak już jest, nie mamy wpływu na to, zacieśniamy sito selekcji i stawiamy na mniejszy napływ, ale o określonej jakości? Czy też raczej łowimy szeroko, nie zważając na jakość i ryzykując tym samym stawiamy na to, że perły same się objawią? A może jest trzecia droga? Wyłuszczanie najlepszych z najlepszych z tych, co działają poza Sarmacją?

Oj, moim zdaniem bardzo niesprawiedliwym i za razem krzywdzącym stwierdzeniem jest, że obecna "młodzież" sarmacka jest mniej wartościowa niż "młodzież" sprzed trzech, pięciu czy dziesięciu lat. Sarmacja sama w sobie jest sitem. Nasze społeczeństwo chętnie wspiera działania nowych i ich rozwój (od zawsze), ale nie czyni tego bezwarunkowo. Zainteresowaniem zawsze cieszyli się ludzie, którzy prezentowali sobą coś więcej niż obecność w Sarmacji. Przesiew odbywa się samoczynnie. Rejestrują się u nas różni ludzie. Ci, którzy aklimatyzują się u nas, to z reguły ludzie ambitni, merytoryczni i ceniący model zabawy w mikronację ambitną. Reszta raczej zarzuca aktywność na rzecz mniejszych, mniej profesjonalnych (a czasami i mniej poważnych) państw. Poza tym z moich obserwacji wynika, że zdecydowane gros tzw. nowych mieszkańców, to nie są osoby nowe w mikroświecie. Część z nich to zwykłe trolle, które nie darzą Księstwa sympatią. Część to osoby szukające swego miejsca w mikroświecie po upadku rodzimej mikronacji. Jedni - jak Orjon - załapują bakcyla. Inni nie są wstanie przestawić się, co by tu nie owijać w bawełnę, na wyższy poziom egzystencji.

Faktem jest jednak, że Sarmacja potrzebuje napływu nowych mieszkańców. Takich nowych, nowych. Promocja w tym zakresie wydaje się priorytetem, bo bez tego udusimy się we własnym sosie. A jeżeli w ciągu roku zostanie z nami na stałe 3-4 osoby to będzie to ogromny sukces. Nie oszukujmy się, mikronacje już kiedyś były niszowe. W obliczu szerokiego dostępu do massmediów, mediów społecznościowych i wszelkiego rodzaju gier mmo, takie formy rozrywki jak Sarmacja są na przegranej pozycji i na pewno nie są dla każdego.

Zgoda, oczywiście. Nie sugeruję, że cała obecna "młodzież" jest mniej wartościowa. Celowo użyłem określenia "większość z tych". Po przyglądając się tym, którzy się rejestrują, jak łatwo odpuszczają, jak łatwo popadają w apatię i znikają... trudno nie mieć wrażenia, że to jednak inna bajka niż kiedyś. Ale też trzeba mieć tu na uwadze, że zmienia się sam Internet, otoczka tego medium, to czego w nim szukamy, jak szukamy i kiedy z nim zaczynamy zabawę. To wszystko ma wpływ. Wspomniałeś wcześniej, że raczej nie jesteśmy bardziej podzieleni niż byliśmy kiedyś, ale jednak odnoszę wrażenie, że jednak jesteśmy. Kiedyś koncentrowaliśmy się wokół pewnych konfliktów zewnętrznych, sam pamiętam, jak elektryzowały nas działania Dreamlandu czy Scholandii, jak jednoczyliśmy się jeszcze niedawno wokół obrony Awary Południowej. Dziś brakuje "zagrożeń" zewnętrznych i energia została skierowana do wewnątrz. Mamy więc mocne lokalne nacjonalizmy. Sarmatyzm zszedł na dalszy plan wobec nacjonalizmów baridajskiego, teutońskiego, czy nawet sclavińskiego. To powoduje, że niejednokrotnie padają w rozmowach "argumenty" o uderzaniu w np. Teutonię, buduje się mury między Baridasem a Teutonią, Sclavinia uznaje za atak na siebie próby łączenia jej ze Starosarmacją, itd. Konflikty występowały, owszem, także kiedyś, ale jednak wydaje mi się, że były znacznie bardziej "przyjazne" i nie były nacechowane tak negatywnymi emocjami. Co dziś spaja Sarmację, czy trzymamy się ledwie siłą swojej tradycji, co powoduje, że te nacjonalizmy lokalne są takie silne? Jest na to recepta?

To może w istocie tak wyglądać. Ale należy mieć na uwadze dwie zerwane unie z Wandystanem. Należy mieć na uwadze, że pod koniec ostatniej unii z Wandystanem był taki moment, że 2/3 mieszkańców Mandragoratu radośnie odsiadywało kary w więzieniu książęcym. Należy pamiętać wydarzenia teutońskiego maja. Należy pamiętać konflikty teutońsko-gellońskie i teutońsko-baridajskie. Należy pamiętać sławetne czasy namiestników pro tempore. Myślę, że każde pokolenie Sarmatów mogłoby z łatwością wskazać jakiś "grubszy konflikt o ostrym przebiegu, który miał miejsce na linii centrala-samorząd".

Zagrożenia zewnętrzne w istocie nas łączą. Było tak odkąd pamiętam. I tu po części się zgadzam. Gdy brak zagrożeń zewnętrznych, wewnątrz powstają napięcia. Jak to bywa w przyrodzie, gdy danego gatunku nic nie ogranicza, w końcu zaczyna on ograniczać sam siebie.

Nacjonalizmy regionalne wynikają zaś z faktu, że jakbyśmy się nie zapierali i jakbyśmy nie próbowali czarować rzeczywistości, to wszyscy wiemy, że Sarmacja na grudzień 2016 roku, to państwo zdecentralizowane, w którym zdecydowana większość aktywności realizowana jest na szczeblu lokalnym.

Może nie wszyscy to pamiętają, ale np.: w Teutonii do dziś pokutują szorstkie relacje między samorządem i centralą, które pogorszyły się za czasów sprawowania w Sarmacji władzy przez NSZZ Represja. Baridas zawsze był silny poparciem dla JKM. Dopiero wydarzenia sierpnia sprawiły, że dotychczasowa grupa realno-ircowych przyjaciół postanowiła zwarcie zawojować.

Słowem niesnaski wewnętrzne, w blisko dziewięćdziesięcio osobowej społeczności, tak różnorodnej, są nie do uniknięcia. Należy też zauważyć, że Sarmacki podział terytorialny kraju jest całkowicie inny niż ma to miejsce w większości państw wirtualnych. Każdy z samorządów Sarmacji, za wyjątkiem Starosarmacji, był kiedyś niepodległym i samodzielnym państwem. Taka przeszłość sprawia, że najzwyczajniej trudniej nam porzucić "myślenie indywidualistyczne" i stawianie sobie za cel utrzymanie autonomii.

Wspominasz Teutonię i jej szorstkie relacje z centralą. Dlaczego, Twoim zdaniem, Teutończycy nie umieją zaufać centrali na nowo, przecież władza się zmieniła, rząd, choćby obecny, niewiele ma wspólnego z Represją, daleko mu także do trudnych relacji Teutonia-JKW HR, itd. Czy to już po prostu tak ma być? Wsiąkło i nie da się wywabić? Teutonia jest bardzo ważną częścią Sarmacji a niekiedy odnoszę wrażenie, że bardzo jej w tym związku niewygodnie...

Kończąc poprzednią myśl. Czasami mam wrażenie, że powoli zbliżamy się w stronę bastionunion. A to faktycznie może trochę niepokoić. Co do Teutonii. Teutończycy to lud dumny. W zdecydowanej większości obecni mieszkańcy Królestwa pamiętają wydarzenia z czasów rządów Represji. Pamiętają swoiste wymuszenie opróżnienia tronu królewskiego z JKW Michaela von Lichtensteina. Pamiętają wydarzenia teutońskiego maja. To trochę jak z koniem. Jak raz odbiłeś się od ściany, gdy koń kopnął cię tylnymi kończynami, tak choćbyś podchodził do najmilszego i najsłodszego źrebaczka jakiego Ziemia nosiła i tak będziesz czuł nieufność i miał kij za plecami, na tzw. w racie "wu".

W Teutonii w dużej mierze pokutują echa przeszłości. Przeszłości bardzo przez Teutonię pielęgnowanej. Teutonia jest chyba samorządem z najlepiej opisaną historią. Krzysztof Kwazi dysponuje naprawdę bogatymi zbiorami, a każdy kto zechce je poznać, zostanie poczęstowany. Nie bez znaczenia jest tu zresztą osoba Krzysztofa - ojca obecnego Króla Teutonii. Wpływ ojca na syna, jak wiemy, jest niemożebnie duży. I nawet w czasach gdy to ja byłem Kanclerzem nie obywało się bez zgrzytów - a przecież w owym czasie byłem obywatelem Teutonii.

Czy można to wyplenić? Zapewne tak, ale na pewno nie już i nie w sposób prosty. Bo to wymaga zmiany mentalności. Mentalności, która będzie w stanie zrozumieć, że czasami interes ogółu jest ponad interesem samorządu. Mentalności, za którą pójdzie zrozumienie, że władza centralna musi patrzeć na Sarmację jako całość. Po prostu należy wyostrzyć soczewkę i czasami usunąć sprzed niej pryzmat.

To bardzo ważne słowa... natomiast idąc dalej. Krótko po przybyciu do Sarmacji zamieszkałeś w Teutonii i to z nią się najmocniej związałeś. Tymczasem jednak w ostatnich dniach, w niezbyt przyjemnej atmosferze, z Teutonii odszedłeś i powędrowałeś do Sclavinii. Co takiego się stało? Dlaczego jeden z najbardziej charakterystycznych synów ziemi teutońskiej porzuca ją i niejako manifestując swoje niezadowolenie angażuje się w zupełnie innym miejscu?

Nic co raz dane nie jest dane na zawsze. Teutonia od zawsze była, jest i będzie bliska mojemu sercu. Niemniej opuszczałem ją kilkukrotnie. Po raz pierwszy szukając ratunku od wypalenia. Wówczas zamieszkałem w Wandystanie. I byłem jego mieszkańcem aż do czasu rozwiązania unii. Kolejnym razem odszedłem z Teutonii już nie z powodu wypalenia, a z powodu znaczącej frustracji co do zaangażowania mieszkańców Teutonii w życie prowincji. Odchodziłem w sposób spokojny do Sclavinii właśnie, jak i w sposób gwałtowny - tu mało chwalebna secesja Złotego Grodu się kłania.

Obecne odejście jest poniekąd kumulacją wszystkich wcześniejszych przyczyn. W Teutonii nie byłem w stanie znaleźć dla siebie niczego interesującego. Stagnacja nadal się utrzymywała, napięcia narastały. Tym razem frustracja pojawiła się u mojej małżonki. Nie obstaję w tym konflikcie po żadnej ze stron - nie taka ma rola. Wobec Yennefer raczej byłem osobą do konsultacji pomysłów niż zaangażowanym współrządzącym. Stąd nawet do końca nie wiem o co chodzi w obecnym konflikcie na linii była Lady, a Król Teutonii.

Uznałem, że powinienem się od ostatnich wydarzeń odizolować. Dodatkowo tkwiło we mnie głęboko przekonanie, że w Teutonii nic już nie zdziałam. Na prywatną inwencję nie miałem pomysłu. Na zaangażowanie polityczno-administracyjne nie miałem zaś ochoty. Mam swoje, niezbyt radosne, doświadczenia z administracją teutońską od kuchni :)

Sclavinia wydała mi się oczywistym kierunkiem rozwoju. Swoista ojcowizna, scheda po ojcu. Kraj ciekawy, z dużym potencjałem. Kraj, który wymaga pomocy. Kraj podnoszący się po zapaści, a więc z szerokimi możliwościami działania i dużą otwartością na świeże pomysły. Słowem, dla mnie miejsce idealne.

Sclavinia przeżywa lepsze dni, ale wielu wciąż uważa, że to... kolejny zryw, który skończy się tak jak zawsze. Jak to widzisz Ty? W jakim kierunku pójdzie Sclavinia?

A czym że są mikronacje jeśli nie sinusoidą zrywów i upadków aktywności? Obecnie mamy do czynienia ze zrywem aktywności. Zbyt krótkim, by móc rzetelnie ocenić lub też prognozować jego trwałość. Tak na dobrą sprawę obecną aktywność Sclavinii tworzy wąska grupa mieszkańców. Wykruszenie się chociażby kilku z nich zachwieje znacząco życiem w Eldoracie. Ale czy to oznacza, że należy nie podejmować ryzyka? Przecież tak długo zabawa trwa jak długo jest się komu w nią bawić.

Sclavinię obserwowałem na kilka tygodni przed przeprowadzką. Wyrobiłem sobie w tym czasie zdanie na temat kształtu ustroju. Ustroju, który działał, gdy stanowiska w Prezydium piastowali twórcy obecnej ustawy zasadniczej Konsulatu. Dzisiaj te regulacje wydają mi się kagańcem. Co i rusz odbijamy się od trudności wynikających z kolegialnego urzędu namiestniczego. Działania Prezydium są zbyt często opieszałe, a ogólność przepisów pokutuje takimi sytuacjami jak brak pewności co do tego jak daną sprawę załatwić.

W odpowiedzi na swoje przemyślenia postanowiłem zainicjować dyskusję o ewentualnym powrocie do tradycji I Konsulatu. Co prawda w nieco zmienionej formule, ale jednak nadal tradycji. Mam nadzieję, że pomysł ten przyjmie się w Konsulacie. To znacząco usprawni działanie administracji prowincji i zwiększy dynamizm reakcji władzy na ewentualne potrzeby i oczekiwania mieszkańców.

W mojej ocenie Sclavinia na pewno powinna unikać silenia się na fajerwerki. Do sprawnego działania Konsulatu potrzeba tylko (i aż) by każdy z mieszkańców zajmował się tym co go pasjonuje, robił to z przyjemnością i względną systematycznością. Rozdmuchiwanie wszystkiego nie wyjdzie nam na zdrowie.

Pełniłeś rolę Kanclerza, ministra, posła, byłeś aktywnym działaczem samorządowym. Masz za sobą epizody asesorskie, ale i poznałeś surowość sarmackiej Temidy od drugiej strony. Jesteś autorem zewnętrznej aplikacji Karczmy. Po pierwsze — masz już doświadczenie, więc co dalej? Tylko Sclavinia i rola posła w Sejmie Wielkim? Czy może coś więcej? A po drugie — co dalej z projektem Karczmy właśnie? Bo póki co powstał, na co czekamy by pojawił się i został wdrożony mocniej?

Czasami sobie żartuję, że w Sarmacji nie byłem tylko Księciem :) Pozwolę sobie podzielić moją odpowiedź na dwie części.

Po pierwsze - centrala. Jak zauważyłeś w centrali byłem Kanclerzem, Podkanclerzym, Ministrem, Sekretarzem na Dworze JKM, Posłem, Wicemarszałkiem Sejmu, Marszałkiem Trybunału Koronnego i Asesorem. Można powiedzieć, że miałem okazję sprawdzić się na każdym polu aktywności centralnej. Wydaje mi się, że mnogość sprawowanych funkcji sprawia, że na chwilę obecną zbytnio nie ciągnie mnie do ambitnych zadań w ramach struktur władzy Księstwa Sarmacji. Muszę odpocząć. Wbrew pozorom są to funkcje niezwykle absorbujące, na których zmęczenie i wypalenie przychodzi szybko. Poza tym obecnie życie realne nie pozwala mi na równorzędne działanie na kanwie samorządowej i centralnej, a obecnie chcę się skupić na pracy na rzecz Konsulatu. Co przyniesie przyszłość? Nie wiem. Wiem jedno, choćby się waliło, choćby się paliło, na Księcia pchał się nie będę. Miałem w swoim v-żywocie sposobność do bycia monarchą i zakończyło się to niezbyt szczęśliwie. Po prostu nie mam predyspozycji.

Po drugie - Sclavinia. Co najmniej do końca sierpnia 2017 roku Sclavinia będzie dla mnie absolutnym priorytetem i głównym miejscem aktywności. Mam kilka pomysłów na siebie w ramach Konsulatu. Swoim doświadczeniem chcę służyć społeczności. Dbać o dobre i proste przepisy, wspierać inicjatywy swoimi zdolnościami - graficznymi, literackimi, biurokratycznymi i logistycznymi. Mam też pomysł na aplikację zintegrowaną z DSG, która pozwoli Sclavinii zaistnieć ponownie w wyścigu o nowych mieszkańców. Ale póki co to tajemnica.

No i ostatecznie karczma. Obecnie w swych podstawowych założeniach aplikacja karczmy jest ukończona. Można sobie swobodnie z niej korzystać. Działa sprawnie i ślicznie. Niemniej mam pomysł by ją troszkę rozbudować. Chciałbym aby każdy mieszkaniec Sarmacji mógł w ramach karczmy pielęgnować swój ogród i sprzedawać plony. Te zaś byłyby konieczne do dodawania nowych potraw w menu jadłodajni. Pomysł jest w fazie koncepcyjnej. Rozważam różne mechanizmy działania, a także technologie wykonania. Spowolnieniu prac sprzyja okres świąteczny. Ale spokojnie, 2017 zaowocuje "ciekawszym obliczem" Karczmy Pod Rozbrykanym Kucykiem.

Nie mogę się doczekać! To ostatnie pytanie — dlaczego taka konkretna data — koniec sierpnia 2017 r.? Co szykujesz za zmianę w swoim życiu na ten okres?

W życiu realnym czeka mnie obrona dwóch tytułów inżynierskich. To wymagający czasozapychacz. Sądzę, że na przełomie maja i czerwca będzie już po wszystkim, ale chciałbym też trochę odpocząć. Do marca moja aktywność będzie dość znacząco ograniczona. Tzn. utrzyma się na obecnym poziomie, z możliwymi krótkimi urlopami. A gdy już będę sobie mógł się tytułować double inż. (xD) wówczas Roland Heach-Romański rozświetli niebo nad Eldoratem niczym Merry i Pipin rozświetlili niebo w czasie urodzin Billba Baginsa.
Serduszka
12 627,00 lt
Ten artykuł lubią: Roland Heach-Romański, Yennefer von Witcher, Ignacy Popow-Chojnacki, Henryk Wespucci, Tomasz Ivo Hugo, Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste, Laurẽt Gedeon I, Heweliusz Popow-Chojnacki, Piotr II Grzegorz, Orjon von Thorn-Surma, Paulus Buddus, Konrad Jakub Arped-Friedman, Andrzej Fryderyk, Adam Jerzy Piastowski.
Komentarze
Yennefer von Witcher
Przepraszam, tekst przeczytam jak poloze spać dzieci, jednak teraz muszę skomentować zdjęcie :D Mój Wando kochany... co to za pyszczak? :D nie no a tak serio to mrrrrau :D
Odpowiedz Permalink
Ignacy Popow-Chojnacki
Super - mam nadzieję, że wytrwam do końca. Pozdrowienia dla synka, haha! Oby wyrósł na takiego Rolanda! :D
Odpowiedz Permalink
Yennefer von Witcher
Ja wytrwalam, choć ściana tekstu imponująca :D świetny wywiad, gratuluję obu panom :)
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
Twarz każdy ma taką z jaką się urodził (oczywiście zakładając, że nie była ona poprawiana stalą i botoksem). Odczucia estetyczne są odczuciami subiektywnymi. Niemniej, jeżeli ktoś się swojego wyglądu wstydzi, to jego problem. Ja tam nie mam problemu z "pyszczakiem" swoim :)
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Synek jest z 1.02, ja z 2.02. Już ustaliliśmy, że będzie w przyszłości Kanclerzem. Elo ;)
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
Tak będzie. A tatuś w ramach zemsty za nieprzespane noce urządzi mu opozycję totalną. Tak w ramach konfliktu pokoleń. #TrueStory.
Odpowiedz Permalink
Yennefer von Witcher
Co to to nie! A moja zgoda do licha ciężkiego?! Nie ma mowy by nasze dzieciaki tu dobily! I zapomnij o opozycji, Heach bo Ci wojnę urzadze!
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Bardzo ciekawy artykuł. Ciekawe przemyślenia na temat przeszłości i teraźniejszości, a jeszcze ciekawsze pomysły na przyszłość!
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Świetny wywiad, bardzo dobrze napisany i przeprowadzony. No i świetny rozmówca. Gratuluję, czytało się bardzo przyjemnie pomimo naprawdę sporej ilości tekstu.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.