Obserwator Sarmacki, Robert Fryderyk, 06.01.2017 r. o 20:23
Szczerze o Sarmacji — JKW Daniel (Łukasz) Chojnacki
Seria wydawnicza: Szczerze o Sarmacji

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
8HwbYf2f.jpgJego Książęca Wysokość Daniel Łukasz, II Książę Sarmacji, w Sarmacji od 26 grudnia 2006 roku. Panował między 6 października 2008 roku a 20 grudnia 2009 roku, kiedy to ogłosił przepad i abdykował. Znany jako Książę Przepadu. Kilkukrotnie pełnił funkcję Kanclerza Sarmacji, ostatni raz w 2016 roku na wiosnę. Serdecznie zapraszam na kolejną rozmowę w ramach serii "Szczerze o Sarmacji".

Poprzednio ukazały się rozmowy z: JKM Tomaszem Ivo Hugonem, Karoliną diuczessą von Lichtenstein i Vladimirem Ivanovitsš ik Lihtenštán, Rolandem wicehrabią Heach-Romańskim. Zapraszam do odświeżenia sobie lektury.
__________________________________________________________________

Dzień dobry Wasza Książęca Wysokość. Dziękuję, że w natłoku codziennych realnych spraw znalazł WKW czas by porozmawiać z nami, szczerze, o Sarmacji. Kilka dni temu minęło równo dziesięć lat od dnia, w którym jako młody człowiek, przybyłeś do Księstwa Sarmacji. Jak to się stało, że wybrałeś wówczas Sarmację, gdzie pokierowałeś swoje pierwsze kroki?

Dzień dobry, Wielmożny Wicehrabio. Cieszę się, że mogę być gościem "Obserwatora". Rzeczywiście, zupełnie niedawno minęło dziesięć lat od mojego powrotu do Sarmacji. Powrotu, ponieważ kilkanaście miesięcy wcześniej założyliśmy, razem ze znajomym, konta i biznes, który nie wypalił. Równocześnie składałem wnioski imigracyjne do Dreamlandu i do Sarmacji. Sarmacki urząd imigracyjny był (Wando dzięki) sprawniejszy od tego z południa. Pierwsze kroki skierowałem do Książęcego Miasta Grodziska. W stolicy szybko zaproponowano mi objęcie funkcji radnego i udział w pracach Rady Miasta. Grodzisk był rządzony w oparciu o demokrację bezpośrednią. Głos każdego mieszkańca, nawet najmłodszego, był tak samo ważny, a to pozwoliło mi się wybić. Dostałem swoją agendę miejską. Po otrzymaniu obywatelstwa wstąpiłem do Sarmackiej Partii Demokratycznej. Później poszło szybko.

Mówisz, że gdyby nie to, że Sarmacja zadziałała sprawniej to... zamieszkałbyś w Dreamlandzie? Szokujące wyznanie! Szczerze nic o tym nie wiedziałem, a przecież nie znamy się od wczoraj. No i jaki to był biznes, co to nie wypalił?

Nie wyobrażam sobie mieszkać gdziekolwiek indziej niż w Sarmacji. Jestem bardziej niż pewien, że nawet, gdybym pierwotnie znalazł się w Dreamlandzie, szybko odstraszyłaby mnie panująca w tym kraju atmosfera i tempo v-życie znacznie wolniejsze niż w centrum Grodziska. Moje miejsce od początku było właśnie tu, chociaż otoczenie nie było przyjazne biznesowo. Moja pierwsza-pierwsza przygoda z Sarmacją zaczęła się od przedsiębiorstwa pogrzebowego, które zakładaliśmy wraz ze znajomym z reala. Niestety, bardzo szybko obudziliśmy się z rękoma w nocniku, kiedy okazaliśmy się mało przedsiębiorczymi uczniami podstawówki (czy gimnazjum). Nasz zakład trzeba było pochować razem z naszymi v-tożsamościami.

Nawet nie wiedziałem, że nim przybyłeś do Sarmacji byłeś tu już wcześniej i to pod innymi danymi! Zakładu pogrzebowego też... nie pamiętam. Mówisz o tym, że nie była przyjazna biznesowo atmosfera w Sarmacji, ale też, że tempo życia było znacznie szybsze niż w Dreamlandzie. Jak to się w Twoich oczach zmieniło w czasie tej minionej dekady?

Uważam, że...niewiele. Bezdyskusyjnie jest nas mniej, jesteśmy starsi i bardziej zapracowani, a przez to mniej piszemy (i rozmawiamy), ale ciągle w Sarmacji coś się dzieje. Porywająca dyskusja nie ogranicza się do trzech postów, a spór (choć zazwyczaj płytki ideowo, jeśli nie czysto personalny) jest zazwyczaj zaogniony. Mimo to, tempo życia w Sarmacji jest wciąż znacznie szybsze niż w Dreamlandzie (a przynajmniej było, kiedy jeszcze zdarzało mi się tam zaglądać). Więcej ludzi, więcej inicjatyw, więcej rozmów.

Jest coś, czego już na pewno nie odzyskamy, czyli atmosfera "start-upu". Czas budowania zdarza się tylko raz, a dawne codzienne spory są określane jako "kultowe". Na przykład... jeden z młodszych diuków określił SPD jako "legendarną" partię. A to nie jest ani nie była żadna legenda. To byliśmy... młodzi my.

Tak samo dziwne wydaje się to, że ktoś może nie pamiętać panowania Piotra Mikołaja. Niektórzy pewnie tęsknią za tymi czasami, chociaż nigdy ich nie przeżyli, inni wracają do nich z sentymentem, skoro to były ich początki w mikronacjach. Całą wypowiedzią dążę do tego, że moim zdaniem w rzeczywistości nie zmienia się aż tak wiele, a poczucie zmiany wynika raczej z sentymentu. Bo co w istocie rzeczy się zmieniło, poza kwestiami marginalnymi dla samej idei mikronacji?

Co się zmieniło? Moim zdaniem, a myślę też, że jednak nie jestem w tym zdaniu odosobniony, zmieniły się między innymi sposoby i jakość samej komunikacji, czyli credo tego na czym bazują mikronacyjne społeczeństwa. Kiedyś mieliśmy listę dyskusyjną, była i obowiązywała nas netykieta, istniały zasady honorowe, które były powszechnie szanowane. Dziś zaś? Jest forum, komunikacja uległa fejsbukizacji i tłiteryzacji (skrócenie wiadomości, niska jakość, hasłowe wypowiedzi), nie ma netykiety, nie ma zasad honorowych. Czy to według Ciebie nie ma znaczenia na to czym są dziś mikronacje, czym jest, i jaka jest, Sarmacja?

Mikronacje bazują na komunikacji, nie na środkach technicznych, z których korzystamy. Odejście od listy dyskusyjnej było naturalnym krokiem, chociaż samą LDKS wspominam z łezką w oku. Lista nie pasuje jednak do nowych czasów, zapewne trudniej ją zintegrować z systemami, a netykieta... i ją można stosować na forum. Pozostanę więc na swoim stanowisku, że większym problemem jest brak nowych twarzy. Zasady honorowe dziś byłyby fikcją. Ilu z aktywnych mieszkańców nie należy do szlachty i arystokracji? Praktyka sprowadziłaby ich wprowadzenie dziś do norm dotyczących niemal wszystkich mieszkańców, w konsekwencji stosowanie wyższych standardów wobec większości pozwalałoby na większą swobodę obywatelom bez tytułu, a więc mniejszości. Nie odrzuciłbym za to z góry idei przywrócenia Trybunału Honorowego do oceny moralnej tych zachowań, które rażąco odstają od standardów naszej społeczności, a nie wypełniają znamion czynu zabronionego przez ustawę.

A jednak jest też tak, że sam środek komunikacji i jego specyfika determinują sposób prowadzenia komunikacji, a zatem też jej jakość. Wspominasz o Trybunale Honorowym. Ucieszyło mnie to, bowiem jestem gorącym zwolennikiem jego powrotu do porządku społecznego Księstwa Sarmacji. W ostatnim czasie wydaje się, że szlachta i arystokracja, a przynajmniej niektórzy jej przedstawiciele troszkę zapominają o roli jaką na siebie wzięli, i w jakiej konwencji funkcjonuje Sarmacja. Abstrahując od nazwisk i konkretnych sytuacji, co byś takim osobom powiedział? Jak, według Księcia-Seniora, winien zachowywać się szlachcic lub arystokrata Księstwa Sarmacji? Czy z kolejnymi tytułami przychodzi więcej obowiązków, ograniczeń, większa honorowość w rozumieniu zasad savoir vivre, szacunku, etc.?

Jestem zwolennikiem przyjęcia jednolitego wzorca. Na swój tytuł każdy z nas zasłużył poświęconym czasem i projektami, które zrealizował. Każde zachowanie, niezależnie od posiadanego tytułu, musi być oceniane jednak przez pryzmat przysięgi szlacheckiej. Stosowanie podwyższonych wymagań wobec niektórych jest tak samo kuszące jak i nierozsądne. Jestem absolutnie pewien, że praktyka doprowadziłaby do instrumentalnego traktowania wypracowanych zasad, wyciągania trupa z szafy na bieżące potrzeby. Z uwagi na strukturę naszego społeczeństwa, podwyższenie wymagań wobec znacznej części z nas, ta większość musiałaby się hamować, a to nie byłoby dobre dla dyskursu. Dla mnie punktem bez odwrotu jest obraza zahaczająca o świat realny, w szczególności o rodzinę. Moim zdaniem nie ma wśród nas - nie tylko szlachty, ale też w społeczności - miejsca dla ludzi, którzy przekraczają tę granicę.

Pełna zgoda, nie ma. No dobrze, mówisz o szkodzie dla dyskursu... ale powiedzmy sobie szczerze, że obecnie w Sarmacji nie ma dyskursu, a są niekończące się podchody jednych pod drugich, szukanie okazji do złożenia pozwu, licząc na skazanie przeciwnika na więzienie, co na jakiś czas (lub nawet na stałe) wyeliminuje go z życia w kraju. Owszem, tu i ówdzie pojawiają się bardziej ambitne próby rozmów, debat, jednak najczęściej krótko potem są one porzucane ze względu na brak zainteresowania. To widać także w Sejmie, gdzie zdecydowana większość posłanek i posłów nawet nie zadaje sobie trudu by wejść w polemikę. Dawne debaty dawno wygasły, ale przecież to nie jest wina braku efektu "start-upu", prawda? Jak oceniasz przyczyny obecnego stanu rzeczy?

Sarmaci zawsze byli kłótliwi. Dzisiejszych debat oceniać nie chcę, ponieważ od dobrych kilku miesięcy nie angażuję się aktywnie w życie polityczne. Jedynie niezobowiązująco mogę powiedzieć, że nie widzę wielu różnic pomiędzy "starymi" czasami a obecnym dyskursem. I dawniej debata kończyła się często na argumentach ad personam, a dalej w sądzie. Mniejsze zaangażowanie najprawdopodobniej wynika z braku nowej krwi. To chyba uniwersalna przyczyna kryzysu mikronacji. Często łapię się, że osoby postrzegane przeze mnie jako nowe twarze, posiadają tytuły hrabiego lub diuka. Nie wiem, czy to zupełnie do przeskoczenia. Po jakimś czasie spór o wysokość podatku staje się mało interesujący. Całe szczęście, głównie siłą rozpędu, stara gwardia cały z mikronacji nie odchodzi zupełnie.

Prawdą jest, że idea mikronacjonalizmu przeżywa kryzys demograficzny. Brakuje nowej krwi, brakuje znacznego przypływu, z którego zawsze dało się wyłowić kilka perspektywicznych osób. Dziś jest ich jak na lekarstwo. W tym kontekście jako istotny problem rodzi się temat promocji mikronacji. Jak to robić, gdzie to robić, kto jest targetem dla mikronacji?

Problem widzimy od kilku lat. Nie będę udawał, że znam rozwiązanie inne niż atrakcyjny system gospodarczy. Systemu, jak się okazało niedawno, nie będzie. Wychodzi na to, że albo go stworzymy i pójdziemy w kierunku niezwykłej społeczności ubogaconej grą, albo nastąpi niezrozumiały i mało prawdopodobny renesans mikronacji, albo...

Albo... upadniemy? System gospodarczy nie powstanie centralnie, to wiemy, i w sumie trudno się dziwić. Natomiast radcy NIA zapowiedzieli wsparcie (API, integracja, dostęp do baz) dla tworzonych przez użytkowników swoich aplikacji, które będą "obrastać" systemowy rdzeń, to dobry pomysł? Jest szansa, że dzięki temu, powiedzmy za rok, będziemy mieli jakieś ciekawsze opcje systemowe? Jesteś znany z tego, że zrobiłeś przepad — mówiąc kolokwialnie zaorałeś własność, którą mieszkańcy pozyskali w jednej z dawnych symulacji systemu gospodarczego. Myślisz, że dziś bylibyśmy skorzy znów "kupować" i "budować"?

Bierzmy to, co się da. Nie widzę innych opcji. Pytanie, czy coś powstanie powinno być skierowane do osób mających chęci i umiejętności stworzenia aplikacji. Uważam, że Sarmaci rzucą się na nową gospodarkę lub choćby jej element jak Reksio na szynkę, skoro już rozmawiamy luźno. :)

Luźno, jak luźno, przede wszystkim szczerze. Byłeś Księciem, rządziłeś Sarmacją, nieco ponad rok i dwa miesiące. Byłeś drugim, po założycielu, sarmackim władcą. Jak wspominasz ten okres? Było łatwiej, czy trudniej niż dziś?

Uważam, że mimo wielu ciepłych słów, które słyszałem, byłem za młody na objęcie tronu. Posiadałem ogromną władzę i instrumenty pozwalające ją wykonywać. Na dobrą sprawę mogłem działać bez Sejmu. Na moją niekorzyść działała za to niedojrzałość i oczekiwania, które stały za bezpośrednim następstwem po księciu założycielu. Oceniam się dosyć surowo z uwagi na emocje, którym pozwoliłem się ponieść. Inaczej przeprowadził bym reformy. Bardziej pragmatycznie. Mimo wszystko ta przygoda wiele mnie nauczyła, dała mi wiele siły i odporności na obrzucanie błotem. Chociaż wciąż nie mam jej tyle co obecny książę, którego niezwykle podziwiam przede wszystkim za to, jakim jest człowiekiem.

Sam wielokrotnie pisałem JKM Tomaszowi, że jest lepszym człowiekiem ode mnie... doskonale Cię zatem rozumiem. Sarmackie społeczeństwo, mimo, że zawsze wydawało się nie przebierać w słowach, ostatnio jest coraz bardziej krytyczne, czy też raczej sama krytyka przychodzi znacznie łatwiej niż kiedyś. Jak oceniasz podejście nas samych do Młodych Mieszkańców?

Zbyt często traktujemy ich z góry, wymagając od samego początku znajomości panujących tu standardów. Mają oni natomiast sporo pola do popisu i rozwoju, o ile potrafią poczuć klimat. Potrafimy wyłapywać talenty.

Pamiętam, że w czasach mojej v-młodości otrzymywałem sporo wsparcia od bardziej doświadczonych. Mogłem liczyć nie tylko na brak mocnej krytyki, ale też na rady. Sprawdzenie wyników mojej pracy czy podrzucenie ciekawych materiałów. Chyba pierwszą osobą, która postawiła mi challenge... byłeś Ty zadając mi złośliwe pytania poselskie! <śmiech>

Tyle lat, a ja się nie zmieniłem <śmiech> Ostatnie pytanie! Kiedy wracasz do aktywnego życia w Sarmacji? Wiem, że pochłania Cię wspaniale rozwijająca się kariera zawodowa, ale jesteś wciąż żywo Sarmacją zainteresowany, zaglądasz, nigdy nie przestałeś. Zatem kiedy? :) I jakie plany? Może znów, od kwietnia, kanclerstwo?

Chciałbym już teraz. Chociaż nie zawsze czas pozwala. Kanclerzem już byłem trzy razy (według rachuby redakcji, JKW był Kanclerzem cztery razy - przyp. RCA), księciem tylko raz! ;)

Dla Księcia-Seniora nie mogę nie zrobić wyjątku, zatem... kogo byś chciał na koniec pozdrowić?

Na koniec chciałbym gorąco pozdrowić mojego najmłodszego syna, Heweliusza. Jeśli myślicie, że był pracowity jako szef SUSPENS, musielibyście zobaczyć jak znakomicie dba o rodzinną rezydencję. Grabi liście, kosi trawę, myje auto, robi zakupy.
Serduszka
13 983,00 lt
Ten artykuł lubią: Ignacy Popow-Chojnacki, Orjon von Thorn-Surma, Fryderyk von Hohenzollern, Tomasz Ivo Hugo, Konrad Jakub Arped-Friedman, Roland Heach-Romański, Andrzej Fryderyk, Heweliusz Popow-Chojnacki, Henryk Wespucci, Henryk Leszczyński, Daniel Chojnacki, Joanna Izabela, Ignacy Urban de Ruth, Guedes de Lima, Paulus Buddus, Adam Jerzy Piastowski, Defloriusz Dyman Wander, Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser.
Komentarze
Ignacy Popow-Chojnacki
A takie piękne z rowera miałeś i... echhh, tato! Wspaniale, jak zawsze. :D
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
Od siebie dodam, że Książę-Senior ma bardzo aksamitny głos! *Sentymentalne wspomnienie rozmów wysokiego szczebla*
Odpowiedz Permalink
Andrzej Fryderyk
Serce daję, bo wywiad i z naprawdę ciekawą osobą… Ale pytania narzucające tezę (moim zdaniem dodatkowo: nieprawdziwą) nie są czymś, co lubię.
Odpowiedz Permalink
Robert Fryderyk
Które, jaką tezę?
Odpowiedz Permalink
Andrzej Fryderyk
Tezę iż szuka się powodów by złożyć pozew i wsadzić kogoś do więzienia. To troszkę chyba jednak nie tak.
Odpowiedz Permalink
Robert Fryderyk
Ale to nie jest pytanie....
Odpowiedz Permalink
Andrzej Fryderyk
Wywiad ma formę – zadawania pytań i udzielania odpowiedzi. Najpierw stawiasz tezę i zadajesz pytanie „jak oceniasz przyczyny obecnego stanu rzeczy”. Rozbicie tego na kilka zdań nie zmienia tego.

Ale jak mówię – wywiad doceniam.
Odpowiedz Permalink
Robert Fryderyk
To nie jest wywiad. To jest rozmowa. Rozmowa ma to do siebie, że punkty widzenia przedstawiają obie strony. I tak też jest w każdej rozmowie z cyklu "szczerze o Sarmacji", i o ile wcześniej używałem nazwy "wywiad" tak uznałem ją za błędną.

Natomiast dokładna analiza wzmiankowanego fragmentu i obrazoburczej tezy pokazuje, że zadane po niej pytanie, nie jest z nią w ogóle związane.

Nie chciałbym też używać przysłów ludowych... jedno ciśnie mi się na klawisze mocno.
Odpowiedz Permalink
Ignacy Urban de Ruth
wywiad to rozmowa (tzn w znaczeniu w kontekscie)
Odpowiedz Permalink
Robert Fryderyk
Proszę jeszcze o jakiś komentarz bez tantiemy.
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
proszę.
Odpowiedz Permalink
Robert Fryderyk
Potwierdzam, był bez tantiemy.
Odpowiedz Permalink
Andrzej Fryderyk
http://sjp.pwn.pl/sjp/wywiad;2541212.html

No… Tak. To jest wywiad.

A pytanie jak najbardziej było związane z postawioną tezą. Być może luźno – owszem. Rozmówca zresztą się nawet do niej nie odniósł. Ale faktem jest to, że pewne zniesmaczenie się u mnie pojawiło. Co nie zmienia faktu, że wywiad jest utrzymany w ciekawej formie i ogółem doceniam.
Odpowiedz Permalink
Daniel Chojnacki
Chciałbym jeszcze raz podziękować RCA za miłą rozmowę. Zapewniam, że postawione przez niego pierniczki były najwyższej klasy, tort bezowy (fanem jestem ostatnio) prima sort, a kawusia absolutnie najlepsza.

Robert robi świetną latte.
Odpowiedz Permalink
Ignacy Urban de Ruth
nie daje tantiem dopoki noe przeczytam, nwm skad oburzenie.
Odpowiedz Permalink
Ignacy Urban de Ruth
zreszta mam do tego prawo, nosz jprdzl. co to za roszczeniowosc
Odpowiedz Permalink
Paulus Buddus
Muszę przyznać, że WKW jako emerytowany Książę wyszedł na tym zdjęciu naprawdę korzystnie. Mimo wielu lat - nie widzę większych zmarszczek :) Ogólnie wywiady są super. Może zrobię trochę łechtania, ale seria RCA z tymi wywiadami jest naprawdę super. Koniec łechtania :) Co to JKW - fajnie, że po mimo tylu lat jest chęć odwiedzić na IRCu, porozmawiać i zaangażować się :)
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Zabrakło mi jeszcze na końcu stwierdzenia, że chodziliście razem na kremówki czy coś ;)

Ale tak już na serio, to fachowa robota i jest co czytać.
Odpowiedz Permalink
Robert Fryderyk
Nie chodziliśmy, ale Daniel mieszkał ze mną :)
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Nie brnijmy w to dalej ;)
Odpowiedz Permalink
Defloriusz Dyman Wander
Doskonale pamiętam zakład pogrzebowy. Urocze przedsiębiorstwo, wspaniały cel romantycznych spacerów!
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.