Obserwator Sarmacki, Cudzoziemiec, 24.01.2017 r. o 18:09
Wrzenie
Seria wydawnicza: Felietony Obserwatora

Niniejszy komentarz nie stanowi oficjalnego, nieoficjalnego, półoficjalnego czy jakiegokolwiek innego komentarza Kanclerza Księstwa Sarmacji. To komentarz zwykłego obywatela, publicysty, dziennikarza, aktywnego mieszkańca wirtualnego świata. Nie należy jakichkolwiek tez, wniosków i sugestii padających w tym komentarzu wiązać z Rządem Księstwa Sarmacji, Dworem Księstwa Sarmacji czy Koroną Księstwa Sarmacji.
__________________________________________________________


W trójkącie Grodzisk-Scholopolis-Dreamopolis, jak za starych dobrych czasów, znów wrze. Nie, nie oznacza to, że odrodziła się Wielka Trójka z silną Scholandią czy Dreamlandem. Nie, nie oznacza to też, że dzieje się coś niezwykłego. Można by rzec, że jest to wrzenie na miarę naszych czasów, takie wrzenie na miarę naszych możliwości.

Nie będę, jak kolega Hohenzollern, wyprowadzał genezy owego wrzenia od wydarzeń baridajskiego sierpnia, bo ani to nie ma sensu, ani nie ma w tym choćby okrucha racji. Geneza jest starsza, i zarazem znacznie bardziej prozaiczna. Mówiąc o przyczynach dzisiejszego wrzenia trzeba sobie powiedzieć o kondycji mikroświata sensu largo. Jest to kondycja mizerna, a postępująca gangrena pożera kolejne mikroświatowe tkanki. Pożarła Scholandię, pożarła Austro-Węgry, pożarła La Palmę, dobrała się do Wandystanu i... zaczęła podgryzać także Dreamland. Owszem, Sarmację podgryza również, choć problem nasz jest nieco bardziej złożony i dziś nie miejsce go omawiać, dość, że powiemy, że póki co działają antybiotyki. Po antybiotyki sięgnął także Dreamland właśnie. Kraj ten, z racji swego starszeństwa, jak i wpływu jaki odcisnął na mikroświecie, jest uważanie obserwowany przez wszystkich uczestników zabawy. Obserwowany mniej, lub bardziej, ale jednak. Nie ma w tym nic zdrożnego, nie jest to coś karygodnego. Tak jest, amen. Problem zaczyna się w momencie, gdy ten papierek lakmusowy wirtualnego świata zaczyna gnić i rdzewieć tu i ówdzie. A to odszedł ten, a to zniknął tamten, a tu nic się nie dzieje, a tam jest raczej nudno. I tak dalej. Sami wiecie, rozumiecie. Co w tej sytuacji robi dreamlandzki Król? Ano aplikuje pacjentowi leki. To, że są to leki źle dobrane okazuje się dopiero później, ale nie o tym teraz. Leki są dwa. Pierwszy to reforma ustrojowo-prawna i znaczne poluzowanie różnego rodzaju karbów. Drugi to reset stosunków społecznych i wpuszczenie na wybieg różnego rodzaju menażerii. Nowa konstytucja, Zaniki, PTRy, i inni mają jeden cel — ożywić Dreamland i pokazać, że jest to kraina wolności, ożywionych debat, i w ogóle dobrobytu. I to działa. Do czasu.

Pierwszy problem pojawia się gdy wypuszczony na wybieg Zanik zaczyna sobie w najlepsze być ... Zanikiem. Bo przecież niezwykle trudno było przewidzieć, że to się stanie. W konsekwencji trafia znów do wariatkowa, kolejne jego klony odstrzeliwane zostają na miejscu. Nieco mniej Zanikowy charakter mają wypowiedzi "byłem wszędzie" PTRa, czy "mój odbyt krwawi od potłuczonej porcelany" Senancoura. W tym momencie, jeszcze z kagańcem premierostwa na pysku von Witt jest w miarę spokojny. Z jednej strony udaje przyjaznego, prowadzi rozmowy, z drugiej szykuje się do triumfalnego objęcia sterów antysarmackiej krucjaty. Początkowo nieśmiało, z czasem nabierając wiatru w żagle ciśnie ile wlezie po sarmackich uwagach do agurskiego rankingu aktywności. Na tym etapie są to pociski bezosobowe, ale to już tylko chwilę, bo za moment, wykorzystując grupkę sfrustrowanych idiotów, von Witt rozpoczyna chocholi taniec z nazwiskami. Dostaje się Księciu, dostaje się mi, dostaje się innym. Obecnie gwiazdą został Roland Heach-Romański, który odważył się powiedzieć co myśli o całej tej szopce. To jednak jeden wymiar źle dobranych leków. Drugi wymiar to zwyczajnie zamarcie Komunistycznej Partii Dreamlandu i co za tym idzie monopolistyczny wymiar Klubu Politycznego Św. Augustyna, który nieskrępowany istnieniem jakiejkolwiek opozycji w najlepsze wprowadza zamordystyczne praktyki (karanie za propagowanie odmiennej tożsamości seksualnej), a gdy pozbywa się wewnętrznego przeciwnika (KPD) zaczyna szukać nowego. Tym razem na zewnątrz.

Oba przypadki łączy jeden wspólny mianownik. Nie kto inny jak von Witt. Niby od niechcenia wywołuje konflikt (choć kreuje się na ofiarę niezrozumienia) na linii Elderland-Surmenia. Tu zaprzyjaźnia się z mieszkańcami Ciprofloksji, którzy stanowią drugą falę emigracji do Dreamlandu (pierwszą byli Wandejczycy). I całkowicie świadomie, z premedytacją, wywołuje konflikt z Sarmacją. W sumie o pierdołę wynikającą z jego hipokryzji. Z jednej strony mówi, że dreamlandzki rząd nie popiera działań wymierzonych w Baridas, a drugą ręką głaszcze młodego Arpeda, tak bardzo przecież przez grodziski reżym szykanowanego. Hipokryzja jest tak wielka, że nie daje się jej ukryć i bam... mamy konflikt.

Najzabawniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że co i rusz w Dreamlandzie pojawiają się słowa o tym, że Sarmaci (w tym ja) "sekretnie" śledzą forum Dreamlandu, o tym, że o Dreamlandzie się u nas pisze, o tym w końcu, że przecież Dreamland jest taki aktywny. Pewnie! Zaglądamy, piszemy i jest. Pytanie tylko czy to coś złego? W ogóle nie mogę się nie odnieść do argumentu, który padł pod moim adresem. Mimo, że w obecnej wymianie pyskówek generalnie jestem nieaktywny i ograniczyłem się jedynie do spałowania jednego pacana, który spamował mi skrzynkę wiadomości, to dość często czytać mogę o mojej dupci, o moim wpływie na Księcia, Heacha, czy Hohenzollerna. O tym, że kieruję, z tylnego siedzenia przecież, całym atakiem wymierzonym w biedny i pokrzywdzony moim działaniem Dreamland. Nam się zarzuca kopiowanie Dreamlandu, obsesję na jego punkcie i w ogóle same bezeceństwa. Niektórzy w te brednie wierzą, ba!, niektórzy w Sarmacji także. W tym miejscu padają oczekiwania — że jak Kanclerz, to powinien być cicho, albo być bardziej dyplomatyczny. Że jak nas widzą, tak nas piszą, że... i tak dalej. Sęk w tym, że warto sobie powiedzieć jedno i mówię to stanowczo — kiedy w minionym roku jestem jedną z najczęściej wywoływanych w rozmowach Dreamlandczyków osobą, kiedy w ostatnim kwartale nawiązania do mnie pojawiają się średnio więcej niż raz dziennie to... trudno udawać, że nie ma tematu. Trudno silić się na dyplomację, bo i tę trzeba mieć z kim prowadzić. Ja rozumiem, że nie każdy śledzi co piszą i jak piszą. Nie rozumiem, gdy rozum chowamy do kieszeni.

Mała statystyka poniżej. Zadałem sobie mały research:
8Fnhyv34.png
I jak to jest z tą obsesją?

Reasumując jednak. Nie udawajmy, że dzisiejsze wydarzenia w trójkącie Grodzisk-Scholopolis-Dreamopolis są wynikiem naszych wewnętrznych problemów dotyczących baridajskiego sierpnia. Sierpień był sześć miesięcy temu, a my w końcu powinniśmy iść na przód. Napięcia i wrzenie powodowane są jednak zgoła czym innym — nie do końca poprawnie rozumianym pojęciem "indukcja aktywności", i błędnym założeniem, że nie ważne jaka aktywność, ważne że aktywność. Poddany wandeizacji (w tym złym tego słowa znaczeniu) Dreamland popełnia błąd, za błędem. Wizerunkowo, społecznie. A popadając w tani populizm i tolerując publikacje dotyczące miękkości pośladków Księcia Tomasza Ivo Hugona, popada w karykaturę samego siebie. Ot tak. Po prostu. Czy taki Dreamland jest nam do czegokolwiek potrzebny? Czy utrzymujemy kontakty z Wandystanem czy Ciprofloksją? Otóż właśnie.
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Sorcha Raven, Laurẽt Gedeon I, Tomasz Ivo Hugo.
Serduszka
5 626,00 lt
Ten artykuł lubią: Sorcha Raven, Guedes de Lima, Daniel January von Tauer-Krak, Roland Heach-Romański, Laurẽt Gedeon I, Tomasz Ivo Hugo, Henryk Wespucci.
Komentarze
Mat Max von Salvepol
A po zerwaniu stosunków wchodzicie na jakąś dreamlandzką wysepkę? Jakbym skądś to znał ;)
Permalink
Cudzoziemiec
Nie wiem, to proszę pytać KSZ.

Witam Mat Max w KS :D Miło widzieć, że sprowokowałem Twój komentarz! Wspaniale! Zostaniesz na dłużej?
Odpowiedz Permalink
Mat Max von Salvepol
Cały czas tu jestem ;) Zwłaszcza na Awarę bym się wybrał, tylko te wojska jakoś zniechęcają.

Ale odnosząc się faktycznie do treści artykułu, pogłoski o słabości Dreamlandu są moim zdaniem mocno przesadzone. Temat konfliktu międzynarodowego zawsze jest dobrym motywatorem do aktywności. Sarmacja i Wandystan na Gnomii bardzo swego czasu zyskały i aktywność nie wymarła z uspokojeniem konfliktu.
Permalink
Cudzoziemiec
Proszę zwróć uwagę, że nie napisałem ani słowa o słabości Dreamlandu.
Odpowiedz Permalink
Yennefer von Witcher
Drogi Robercie, mi także się obrewalo a tylko za to, że napisałam jeden (sic!) post z prośbą o ustosunkowanie się do tego z jaką obsesją jesteśmy opisywani na forum Królestwa Dreamlandu, i to nie przez kogo innego jak przez Senancoura, który no jak wiemy jest jaki jest... Nie ublizajac nikomu, nie chciałabym nigdy musieć z tym panem rozmawiać, jednakże jeśli będę musiała, wolałabym by ktoś mnie trzymał od niego w pewnej odległości, bo jako "rozhisteryzowana macica" za siebie nie ręczę.
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Ja myślę, że musimy wszyscy nabrać odpowiedniego dystansu. Jestem też w trakcie wymiany listów z Królem Dreamlandu, pada w niej wiele szczerych słów. Zobaczymy co będzie dalej.
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
Całe szczęście, że w Dreamlandzie jest kilka porządnych mikronautów. W nich nadzieja na przyszłość :)
Odpowiedz Permalink
Andrzej Fryderyk
Z wielu względów nie odniosę się do całości artykułu. Aby być w tej sprawie w pełni merytorycznym musiałbym włożyć dużo pracy, na którą mnie zwyczajnie nie stać.

Zgadzam się jednak w zupełności z faktem, ze konflikt z Dreamlandem na pewno nie jest konfliktem wynikającym z baridajskiego sierpnia.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.