Zawleczka do grantu
Seria wydawnicza: Felietony Obserwatora

Poniższy tekst będzie swoistym przemyśleniem związanym z artykułem noszącym tytuł Odbezpieczony granat, którego autorką jest Szlachetna Dama Juliette Alatriste. Autorka dzieli się z czytelnikami swoimi przemyśleniami odnośnie Księstwa Sarmacji, pewnych zachowań w nim występujących, oraz opinią o złożoności tego świata. Sam artykuł zwraca nam uwagę na dość istotny problem, a mianowicie ”tajemnicę korespondencji”. Faktem jest, że ten niegdyś bardzo ważny element, dziś stracił na swej ważności i zamiast charakteru świętości stał się czymś czym nader łatwo kupczymy. To porusza Szlachetna Dama Alatriste. Natomiast nie można nie zauważyć, że w zasadzie od początku dziejów Księstwa Sarmacji, prywatna korespondencja była używana w ferworze walki politycznej, bądź w celu zniszczenia bądź ośmieszenia przeciwnika. Dlatego można nazwać tradycją sytuację, w której w punkcie kulminacyjnym jakiegoś sporu, zostaje wyciągnięty trup z szafy mający postać skrawka prywatnej korespondencji, który ma udowodnić tezę jednej ze stron (najczęściej tezę wyciągającego). Dlatego też takie zachowanie nie dziwi wielu sarmackich weteranów, nie wzbudza negatywnych emocji społeczeństwa, jakie miałoby wzbudzać. Ani nie grzeje, ani nie ziębi. Czytając artykuł Szlachetnej Damy Alatriste odniosłem wrażenie, że tak naprawdę jest to publikacja, która ma po prostu być próbą racjonalizacji działania autorki, które wyszło na światło dzienne. Słów które padły w rozmowie Minister Dziedzictwa Narodowego z Kanclerzem, które następnie Kanclerz przekazał Marszałkowi Dworu. A są to słowa, które uchodzą za obelżywe i uwłaczające. Niemniej jednak nie mam zamiaru skupiać się tu na przesłankach jakimi kierowała się autorka publikując wspomniany tekst, czy też celu jaki chce osiągnąć, czyli według mnie wybielić swoją osobę, usprawiedliwić swoją postawę — to mnie w ogóle nie interesuje. Ponieważ tak naprawdę człowieka poznajemy po jego czynach, i po tym jaką osobą jest dla drugiego człowieka. Znacznie bardziej interesuje mnie i pragnę skupić się na tezach, które autorka zawarła w swym artykule.

Szlachetna Dama Julietta Alistratte dość barwnie opisuje sarmacki świat. Wirtuozeria pióra, przejawiająca w malowniczym opisie forum, pełnego pięknych ulic, koszernych restauracji, czy też zabytkowych kamienic. Gdzie każdy przechodzień wie gdzie co się znajduje, wie gdzie się udać by zasięgnąć języka, bądź spożyć wyjątkowy posiłek. I tu zaczyna się przygoda szarego obywatela, który ma przed sobą do wyboru więcej niż jeden scenariusz, i tylko od niego zależy którą uda się ścieżką. Czy to będzie rola teutońskiego nacjonalisty, czy też wiernego koronie baridajskiego monarchofaszysty, a może też to być jakakolwiek inna postać z szekspirowskich dramatów. Tu jedynie nasza wyobraźnia stanowi granice — banalne prawda? Jednak ta banalność i nieograniczoność wyboru charakterów jakie możemy przybrać, niczym pan Stanley Ipkiss w komiksie Maska, stanowi kwintesencję zabawy w Księstwo Sarmacji. Ten wachlarz wyboru po jaki możemy sięgnąć, w połączeniu z naszą twórczością oraz zdobytą wiedzą tworzy specyficzną narrację, w której każdy z nas jest budowniczym. Przeplata się to z ogólnie przyjętą narracją jaka występuje w Księstwie Sarmacji, narracją monarchii i tytułów. Ogólnie rzecz ujmując również pewnym stylem bycia, co oznacza podporządkowanie się pewnym konwenansom, które ze względu na specyfikę należy zaliczyć do etykiety dworskiej, a które, coraz częściej, odchodzą do lamusa. Uważam, że liczyć powinno się jedynie to, co jest zamieszczane do publicznego widoku w infrastrukturze informatycznej Księstwa Sarmacji. Nie oszukujmy się, to jest właśnie serce sarmackiego społeczeństwa. Taka Ateńska Agora, która powinna być miejscem dysput, gdzie są rozwiązywane wszelkie spory, zwłaszcza w kontekście zabawy w wirtualne państwo.

Szlachetna Dama jednak nie poprzestaje na tym świecie. Pokazuje nam też ten drugi, który jest takim czyśćcem dusz. Gdzie kreowanie postaci, i związanych z nim ról, schodzi gdzieś na dalszy plan. Wprowadza nas w zakamarki tych wcześniej opisanych ulic, zaplecza restauracji, które nie prezentują się już tak wykwintnie, piwnic tych zabytkowych kamienic, których widok nie budzi już podziwu. Robi wgląd w duszę każdego z nas, która ujawnia się nie gdzie indziej, jak właśnie na ircu, czyli miejscu spotkań w czasie rzeczywistym, może nie dosłownie twarzą w twarz, lecz na pewno tu i teraz, gdzie na bieżąco każdy wymienia się swoimi spostrzeżeniami. Tam każdy z nas czuje zew natury, zdejmuje narracyjną aureolę, mentalne kajdany konwenansów, i w większości wypadków uwalnia w sobie dzikie zwierzę. Sposób prowadzenia rozmów nierzadko przypomina ten z karczmy piwnej, królują tam wulgaryzmy i inne mało obyczajne odzywki. Na porządku dziennym stoi ironizowanie zarówno świata wirtualnego, jak i tego realnego. Rozmowy są tam o wiele luźniejsze, bardziej frywolne. Mówiąc wprost rządzą tam pierwotne instynkty, jednak jesteśmy jedynie ludźmi i nie powinny nam być obce takie zachowania. Możemy się z nimi nie zgadzać i je piętnować, ale nie zabraniać. Bo wiadomo owoc zakazany, jeszcze bardziej kusi.

”Ogołacamy samych siebie z prywatności”, pisze Szlachetna Dama w swojej publikacji. I w tym ma rację, ale robimy to jedynie na własne nasze życzenie. Postępując tak jak postępujemy, ogłaszając nasze sukcesy, porażki i opinie o innych, dzieląc się nimi z uczestnikami zabawy w Księstwo Sarmacji. Musimy, a przynajmniej powinniśmy mieć świadomość, że to będzie rodzić różne dyskusje, a przede wszystkim plotki. Niestety taka jest natura człowieka, że lubi obgadywać tego drugiego, i jest to na porządku dziennym tak w Sarmacji, jak i w świecie realnym. Dlatego też powinniśmy się kierować zasadą ”co się zdarzyło w Las Vegas, zostaje w Las Vegas”.

Autorka “Odbezpieczonego granatu”, wyróżnia jeszcze trzeci rodzaj świata, czy też kolejny etap. Tak zwany real, i trudno się dziwić, że tak robi. Niemniej dla mnie jedynie to co łączy te wszystkie światy w kupę to emocje i uczucia, których doznajemy tak w realu, jak i wirtualu, a które wpływają na to kim się stajemy, i jakim się stajemy, dla otaczającego nas środowiska. Tego już nie da się po prostu zagrać, nie da się oszukać. Ponieważ emocje są czymś co jest poza naszą kontrolą, i choćbyśmy skrętnie je ukrywali, to prędzej czy później wyjdą one na jaw. Dlatego też jesteśmy tacy pamiętliwi!

Wracając do sedna artykułu Szlachetnej Damy, istoty zaufania i prywatnej korespondencji. To trzeba zdać się tu na intuicję, która niejednokrotnie może nas zawieść. Natomiast najlepszym sposobem jest nie nadwyrężać zaufania u osób, które się zwyczajnie lubi, bądź żywi do nich szacunek. Ponieważ to świadczy jedynie o nas samych. Dlatego też każdy z Sarmatów i Sarmatek, posiada zawleczkę do tego grantu, i zawsze może go ponownie zabezpieczyć.

(—) Fryderyk von Hohenzollern
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
4 000,00 lt
Ten artykuł lubią: Cudzoziemiec, John Rasmusen, Tomasz Liberi, Juliette Alatriste, Piotr II Grzegorz, Henryk Wespucci, Orjon von Thorn-Surma, Yennefer von Witcher.
Komentarze
Ten artykuł oczekuje na pierwszy komentarz.

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.