Obserwator Sarmacki, Cudzoziemiec, 26.02.2017 r. o 15:46
Czekanem po łapkach #1: opowieść o odwadze i pluralizmie
Seria wydawnicza: Felietony Obserwatora

Czekanem po łapkach to nowy cykl felietonów, których autorem będzie Robert Janusz von Thorn, a na łamach których komentować będzie, czasem częściej, czasem nie, aktualne wydarzenia, pojawiające się pomysły i idee. Zapraszam na pierwszy felieton, w którym autor opowiada historię odległego kraju, w którym po rządach tego Niefajnego, pojawia się Mąż Opatrznościowy na karym wałachu, który na końcu zostaje ogierem, bo Mąż nie sprostał Złemu, i jaja swe zostawił swemu dotychczasowemu kumplowi na trakcie.
________________________________________________________________

geLI8lV2.png

Wyobraź sobie, drogi czytelniku, taki mały kraik. Gdzieś na końcu świata, odcięty od większej emigracji, z niską zastępowalnością pokoleń, otoczony morzami i oceanami, położony na wyspie. Wyobraź sobie też, drogi czytelniku, dość rachityczną scenę polityczną, na której brakuje świeżości, a dominuje niechęć i brak zaufania. I w końcu, drogi czytelniku, wyobraź sobie, że podejmowane są próby naprawy sytuacji politycznej w tym kraju. Z jednej strony podnoszone są postulaty zwiększenia pluralizmu, z drugiej zaś poprawy ogólnej jakości toczonej, od czasu do czasu, na różne tematy, debaty. Wyobraziłeś już sobie? Doskonale! Usiądź wygodnie i poczytaj dalej.

79uRFUq2.png

W kraju owym rządem kieruje, od długiego już czasu, osoba, której większość zwyczajnie nie lubi. Od czasu do czasu z różnych kierunków obrywa jej się za niezbyt fajne zachowania, postawy, czy nawet odzywki. Naturalna sytuacja — spieprzył, obrywa. Nic w tym zdrożnego. Owszem, zarówno on, jak i oni, mogliby rozmawiać na wyższym poziomie, ale… no nie można mieć wszystkiego. Do czegoś trzeba dążyć. Ale przychodzi pewnego razu dzień, w którym on składa rezygnację z zajmowanych funkcji i oddaje pole przeciwnikom. Mógł, zrobił. Nic strasznego się nie stało. Kraj, o którym mówimy ma mechanizmy, które w tej sytuacji doskonale zadziałały, idą nowe wybory, jest okazja do zmian. W tym miejscu krótka dygresja — rozmowy, jako się rzekło, do najmilszych nie należały, ale każdy w swej roli trwał, wytrzymywał, raz dostawał po nerach, raz po nerach dawał. Życie toczyło się dalej.

Nadszedł jednak ten dzień wyborów i… okazało się, że jest jeden odważny rycerz, który dosiadając karego wałacha, przyodziawszy lśniącą zbroję, wystąpił przed gawiedź i rzekł: „wyzwania nie przyjąłem, ale startuję, bowiem od dawna o tym myślałem, i chcę by było lepiej, by rozmowy, debaty i dyskusje były lepsze, bo politykę mamy nudną, a obecny sejm jest nudny”. I jak rzekł, tak zrobił. Chwała mu za to! Chwała! I chałwa… Mąż opatrznościowy głoszący potrzebę pluralizmu politycznego realizowanego jako… platforma monopartyjnego władztwa, w którym dyskurs jest zarezerwowany tylko dla wybrańców i ich przedstawicieli w zdominowanym i poprawnym politycznie Sejmie. Dziwne, zaiste, pomysły ma owa opatrzność. Może… drugi pomysł ma lepszy?

Mąż opatrznościowy rzecze o potrzebie powrotu do normalnej dyskusji, do zakończenia niskich lotów swad. Brawa dostaje ogromne, wiadomym bowiem jest, że każdy w kraju owym ma dość swołoczy na politycznych stolcach, która miast oddawać swe usługi krajowi za łby i rogi się bierze, i pluje, i drapie, i krwią dookoła chlapie. Mąż przychodzi i rzecze i ma być lepiej! I będzie lepiej, jeśli tylko dyskusje wszelkie zamilkną, zgadzać się z mężem ze wszystkim będziemy, i nie dajcie bogowie maści wszelakiej pokusy, by zadawać mężowi jakiekolwiek pytania… choćby w sposób najbardziej cywilizowany.


nDEp6ywS.png

Niestety… jak to od zawsze bywa, przyszedł Zły. I stanął naprzeciw męża dobrego i jak to przystało na Złego począł niszczyć. Wszak od zarania dziejów wiadomo, że jak nie jabłko nieświadomej niewieście, to chore pomysły tyranowi podpowie… a teraz znów inaczej postanowił Zły postąpić i… zadał pytania. Postawił pytania owe w sposób postulowany przez męża opatrzności. Ot przewrotny huncwot, niecnota, pomiot najgorszego… Zadał pytania i czelność miał oczekiwać rzeczowych na nie odpowiedzi. I stało się najgorsze. Mąż opatrznościowy, niczym rażony gromem, pozostawiony na polu sam, samiuśki, samiuteńki, zrobił to co zawsze dotąd przychodziło mu robić. Uszedł… z pola onego, zbroję porzucając, wałacha zostawiając, a na nim, w siodle, dwa jaja zostawiając. Wałach tym samym ogierem się stał i radość życia odzyskał.

Wiedzcie bowiem, drodzy czytelnicy, że pluralizm jest dobry, jak zgadzacie się co do ostatniej kropki i przecinka, z tymi, którzy go postulują, a polityka ciekawą się staje, jak nikt nic nie mówi, a nie dajcie bogowie wszelacy, komentuje, czy zadaje pytania. Jednak Zły znów zwyciężył. Pokonał Dobro, dobrem... a wizja krainy mlekiem i miodem płynącej znów się oddaliła. Może następnym razem.
Dotacje
1 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Roland Heach-Romański, Konrad Jakub Arped-Friedman.
Serduszka
4 735,00 lt
Ten artykuł lubią: Yennefer von Witcher, Roland Heach-Romański, Konrad Jakub Arped-Friedman, John Rasmusen, Orjon von Thorn-Surma, Arcadio Norbert dal Deliart-Wissener.
Komentarze
Roland Heach-Romański
Bardzo, ale to bardzo podoba mi się stylistyka :D
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Dziękuję Pionku. Co innego mogłeś napisać? ;P
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
Wspaniały artykuł, czekam na więcej!
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
Chwila, inaczej.

Czekan na więcej!
Odpowiedz Permalink
Daniel January von Tauer-Krak
Hejt!
Za mało obrazków!
Więcej obrazków!
xD jak to miło ze wszystkiego cisnąć bekę... Tym bardziej, że to już było... Nawet chyba nie raz... A efekt końcowy zawsze jest taki sam.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.