Obserwator Sarmacki, Cudzoziemiec, 04.03.2017 r. o 09:32
Czekanem po łapkach #3: zapomniane lekarstwo na bolączkę wirtualnego świata
Seria wydawnicza: Felietony Obserwatora

Czekanem po łapkach to cykl felietonów, na łamach których komentować będę, czasem częściej, czasem nie, aktualne wydarzenia, pojawiające się pomysły i idee. Zapraszam na trzeci felieton, w którym odnoszę się do najważniejszej, moim zdaniem, przyczyny kryzysu w mikronacjach i wspominam o dawno zapomnianym lekarstwie na naszą obecną przypadłość. Proponuję także by do lekarstwa tego powrócić.
________________________________________________________________


O tym, że wirtualny świat jest w kryzysie nikogo nie trzeba przekonywać. Fakty są niezaprzeczalne. Niski „przyrost naturalny” jest dodatkowo niwelowany przez to, że w pewnej części kreowany jest przez zakładanie kolejnych tożsamości (nie klonów) przez istniejących już uczestników. Na stosunki między krajami w dużej mierze rzutują osobiste niesnaski i polityczne vendetty i społeczne nieporozumienia. Brakuje też, przede wszystkim, chęci do pracy na rzecz rozwoju, tak idei mikronacjonalizmu, jak również samych wirtualnych krajów i społeczeństw. Jesteśmy, ale nam się nie chce.

O tym dlaczego tak jest każdy, z całą pewnością, ma swoje zdanie. Z jednej strony nie umiemy za dużo, wchodzimy powoli i nie chcemy robić z siebie pośmiewiska. Gdzieś, po drodze, zabrakło nam empatii wobec nowych mieszkańców, młodych jak niegdyś młodzi byliśmy my. Stojąc u progu zagłady od razu chcemy wspaniałych doktorów, którzy wyciągając ostatnie zapasy antybiotyku zaaplikują nam niezbędne lekarstwo. Z drugiej strony, już sporo umiejąc, nie wychodzimy z aktywnością, … lepiej tego nie robić, bo a nuż ktoś nas skrytykuje, powie o jedno, dwa słowa za dużo, zamiast przychylnie pochwalić (tak, pochwał oczekujemy i nic w tym złego, nie dostajemy za swoją pracę realnych wynagrodzeń), najprawdopodobniej nas skrytykuje (jeszcze pół biedy gdy od czasu do czasu trafia nam się krytyka konstruktywna). Z trzeciej strony jest wśród nas grupa osób, które nie działają… bo działają inni (tak, nie ukrywajmy, taka motywacja w nas też jest). A i to, zapewne, nie wszystko.

Fakty są nieubłagane. Spada aktywność w każdym liczącym się kraju wirtualnego świata. Jedyne co ją okresowo podnosi to wydarzenia z pogranicza konfliktów, tolerowania (delikatnie mówiąc) kontrowersyjnych osób, czy uciekania w konwencję niewybrednego wyśmiewania rzeczywistości, lub osób i ich działań, w innych mikronacjach. Kryzys polityczny dotknął wszystkich i nic nie wskazuje na to, by obecnie znalazły się osoby, które gotowe są go przełamać. Przyczyny są wielorakie, ale jedną, oprócz tych wyżej wymienianych, bardzo ważną jest zmiana tego jak się w internecie komunikujemy.

Kiedy mikronacje powstawały internet dopiero się rodził, powstawał, cechowały go pewne zasady komunikacji, które powszechnie nazywano netykietą. Netykiety były różne. Dla IRCa inne, dla grup dyskusyjnych inne. Z czasem jednak pojawiły się komunikatory, możliwości komentowania internetowych treści i wraz z nimi zaczęła zanikać wiedza o istnieniu netykiety. Zasady się nie tyle zmieniły, co zwyczajnie zostały zapomniane i zapanowała radosna wolna amerykanka, w której każdy każdemu może wszystko zarzucić, powiedzieć, wykrzyczeć, czy wręcz wyrzygać. Tę zmianę cechuje jedno — całkowity brak poszanowania drugiej osoby.

Czy dziś, w takich społecznościach jak nasza, jest przestrzeń do tego, by netykieta znów była ważną częścią? Chcę wierzyć, wierzę, i jestem głęboko przekonany, że tak. Nie może tu być innej odpowiedzi. Jeśli bowiem powiemy sobie inaczej, że nie, że netykieta to przeżytek, a nieskrępowana wolność ekspresji bez brania pod uwagę drugiego człowieka jest tym co buduje internet… to możemy nasze wirtualne kraje i społeczeństwa zaorać i zająć się czymś w realu. Nie może być zgody na takie twierdzenia, bo takie postawy prowadzą do odhumanizowania naszej obecności w sieci. Przestajemy być ludźmi, stajemy się hejterami, trollami, koneserami gównoburzy, wiwatującym tłumem aktywnie uczestniczącym w niekończącym roast’cie kolejnych celów.

Tym co buduje społeczeństwa, oprócz więzi między ich uczestnikami, stają się prawa. Ale nie te kodeksowe, sztywne, niejasne reguły gry. Stają się zasady życia wśród innych, te, które tworzymy sami, w oparciu o chęć dobrego spędzania czasu, udziału w coś wnoszących dyskusjach, rozwoju opartym o wymagające polemiki. I dziś chcę właśnie o to postulować. O ponowne ustalenie ogólnoprzyjętych zasad społecznych wyrażonych w formie netykiety właśnie. Dzisiejsza netykieta będzie się od tej sprzed 20 lat różnić musiała jednym. Poza braniem pod uwagę jakość użytkowania (wielkie znaki, znaki diakrytyczne, spam, flood, etc.) musi wziąć pod uwagę drugiego człowieka. Poszanowanie go, jego poglądów, cech go wyróżniających, jego temperamentu, chęci, wszystkiego co czyni go unikalnym i indywidualnym, dobrowolnym, uczestnikiem naszej zabawy. Mamy na to przestrzeń, mamy na to wiedzę. Wystarczy chcieć.

A jak myślicie, jakie to by były dziś zasady? Komentarze są Wasze.
Dotacje
1 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Daniel January von Tauer-Krak, Yennefer von Witcher.
Serduszka
5 163,00 lt
Ten artykuł lubią: Daniel January von Tauer-Krak, Mikołaj Torped, Andrzej Fryderyk, Juliette Alatriste, Jahn Dagobard ik Thórn-Mákovski, Yennefer von Witcher.
Komentarze
Piotr II Grzegorz
Jakoś trudno mi się zgodzić, jeżeli dobrze odczytałem tezę, że w upadku netykiety, doszukujemy się przyczyn mniejszej atrakcyjności v-świata. Netykieta jakoś tam jest ważna, ale to problem trzeciorzędny, do załatwienia zwykłymi przepisami porządkowymi, możliwymi do wyegzekwowania przy praktycznie dowolnej infrastrukturze w dowolnym kanale komunikacji.
Odpowiedz Permalink
Mikołaj Torped
Zgodzę się połowicznie - faktycznie upadek netykiety może być odpychający dla części potencjalnych mieszkańców. Z drugiej strony - Sarmacja osiągnęła szczyt potęgi za panowania JKW P2G, a był to okres szczególnie intensywnych flejmów i niekontrolowanego DMO. Jak nietrudno odgadnąć tamte spory nie miały zbyt wiele wspólnego z netykietą.

Prawdziwym powodem stopniowego upadku v-świata jest "system, głupcze!". Internet poszedł do przodu, przeciętny użytkownik przyzwyczajony jest do innego standardu funkcjonowania miejsc w internecie (bądź przeklęty Facebooku!). Mikronacje są taką Anną Jagiellonką v-świata. Ludzie nie wiążą się z nami dlatego, że jesteśmy obiektywnie atrakcyjni, a wyłącznie dlatego, że mamy coś do zaoferowania, bo trafiamy w ich zainteresowania (i umówmy się, zainteresowania typu "mikronacje" zawsze były niszowe). Nieprzestrzeganie netykiety jest tu, moim zdaniem, kwestią drugorzędną.
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Dziękuję za Wasze głosy. Chcę podkreślić, że zgadzam się z Wami, przy czym złożoność problemów v-świata wykracza poza zarówno samą kwestię systemu, jak i samą netykietę. Wy wskazujecie na jeden temat, ja na drugi. One się nie wykluczają, a jedynie oba, ale nadal nie w całości, składają się na ogólną pra-przyczynę gównianego stanu mikronacji.

Co się zaś tyczy samej netykiety — nie wiem jak było za JKW P II G. Natomiast nie sądzę, by można było powiedzieć, że flejmy same w sobie są OK. Bo nie są. Spory są. Ale muszą to być spory merytoryczne (z tego co wiem to właśnie podłoże takie miały te za czasów ZW) jak i cywilizowane (a takimi coraz rzadziej spory są w ogóle). I właśnie kwestia netykiety odnosi się do tego aspektu ucywilizowania sporów. I nie, nie zgodzę się, że tu wystarczą kodeksy. Równie ważna, o ile nie ważniejsza, jest powszechna zgoda co do pewnych norm cywilizacyjnych, a tej obecnie w internecie nie ma. Hejt rośnie z roku na rok, fałszywe poczucie anonimowości pozwala na dojebywanie do pieca coraz większą łopatą. A ja bym chciał, mimo, że sam jestem m.in. winien ogólnej słabości dyskusji, naprawiać ten aspekt. Od niego sobie zacząć. Wy programujcie - ja nie umiem.

Chciałbym dążyć do tego, że jak już flejmy o system się pojawią, to by były one uświęcone poszanowaniem wzajemnym. Dziś przez jego brak coraz mniej z nas w ogóle w dyskusji bierze udział, to chcę zmienić. Często nie rozmawiamy/dyskutujemy, bo z drugiej strony siedzi troll, który tylko szuka okazji by uderzyć, by posłużyć się jakimś bzdurnym argumentem. Takie postawy winniśmy eliminować. O tym jest ten felieton. Nie o systemie.
Odpowiedz Permalink
Mikołaj Torped
Flejmy o system się nie pojawią, ponieważ będziemy całować po rączkach osobę, która nam taki zaoferuje.


Z ogólnym przesłaniem zarówno felietonu jak i komentarza nie sposób się nie zgodzić. I cieszę się, że dzieląc się z nami tą (auto?)refleksją, ten temat wywołałeś.
Odpowiedz Permalink
Alfred Fabian von Tehen-Dżek
Zareklamujmy się...

Nerw mnie teraz zjada bo miałem o tym już napisany w komentarzu prawie materiał długości połowy artykułu :/ przeklęty pot...
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Tak Mikołaju, to także autorefleksja. Temat ten jednak, jak wiele innych relatywnie poważnych, nie zdobywa uznania ani zainteresowania odbiorców. W KS sprzedają się jedynie komiksy (im głupsze tym lepiej - to jest to o czym gadaliśmy ostatnio w Wawie, obrazki>tekst) i wywiady. Ale do dyskusji specjalnie chętnych nie ma. Trudno. Będę czasem coś tam sobie do szuflady bazgrał.
Odpowiedz Permalink
Patryk Vindsor
Artykuł dotyczy w dużej mierze netykiety jako jednej z przyczyny braku lub mniejszej aktywności w v-państwach. Zgadzam się z tym. Natomiast moje zdanie jest takie, że ludzie mają różne oczekiwania w stosunku do danego państwa. Myślę że najlepszym rozwiązaniem będzie przeprowadzenie odpowiednich badań ankietowych co do zamierzeń w państwie, oczekiwań, czego tu brakuje i co każdy by chciał tu robić, czym się zająć.
Odpowiedz Permalink
Jahn Dagobard ik Thórn-Mákovski
Czy ja wiem, czy tutaj sprzedają się tylko komiksy i wywiady? Może temat, który poruszyłeś jest zwyczajnie dla niektórych za ciężki? Może nawet przewałkowany? W każdym razie wracając do sedna artykułu. W tytule netykietę określiłeś mianem "zapomnianego lekarstwa na bolączkę wirtualnego świata". Problem w tym, że zapaść netykiety to jedynie wierzchołek góry lodowej. Tą kwestie świetnie nakreślił Herr Torped w drugim komentarzu pod artykułem i de facto trafił w dziesiątkę. Restauracja netykiety w naszych społeczeństwach z pewnością mogłaby nieco poprawić ogólną kondycję, bo wiadomo - szacunek za szacunek. Aczkolwiek określenie tego mianem lekarstwa na dolegliwości wirtualnego świata jest przesadzone. Przyczyna kryzysu państw wirtualnych jest złożona i zważając na stopień tej złożoności boję się, że znalezienie panaceum na problemy mikronacji jest tak samo możliwe jak zjedzenie ziemniaka bez muśnięcia go językiem.
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Wnuku, o tej złożoności pisałem także, w odpowiedzi na komentarze. Twoje uwagi też są słuszne i właściwe, ale mam wrażenie, że sugerujesz, że skoro to problem złożony, a ja poruszyłem tylko jeden aspekt (komentujący poruszają inny) to... nie należy nic robić. Uważam inaczej. Uważam, że jeśli nie zaczniemy małymi krokami poprawiać tego co jest, i prostować tego co się wydarzyło, przypominać to co utracono... to dalej pogrążać się będziemy w otchłani, na granicy której balansujemy. Wierzę, mocno, że wciąż jest czas by sobie chłodno przeanalizować co powoduje, że ludzi, np. nie chce się systemu pisać, czemu nie chce się angażować w politykę, czemu nie chce się polemizować... bo to trudne tematy? Odmawiam tak prostemu wyjaśnieniu racji.
Odpowiedz Permalink
Jahn Dagobard ik Thórn-Mákovski
Ja nie sugeruję, że nie należy nic robić. Ja sugeruję, że złożoność omawianego problemu może uniemożliwiać jego rozwiązanie. Na kondycję świata wirtualnego wpływa wiele czynników. Mordoksięga, gry, nowe możliwości komunikacji internetowej i spędzenia wolnego czasu w wirtualu. Naszych "konkurentów" można tak wymieniać, aż do znudzenia. Te czynniki nie są zależne od nas. My możemy jedynie naprawiać rzeczy leżące w obrębie naszego "podwórka", ale nic poza tym. A to jest bardzo duże utrudnienie.

Co do ludzkiej bezczynności, którą dziadek poruszył to tutaj także mamy multum czynników. Realioza, wypalenie, spory, znudzenie, brak kreatywności. Aby się w tym rozeznać potrzeba czegoś w rodzaju szczerej ankiety. Tak jak prowadząc samochód: jeśli nie zauważysz zagrożenia to nie jesteś w stanie mu przeciwdziałać. Tylko, czy ankieta cokolwiek da? Jak sądzicie?
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Ankieta nic nie da, bo nie jedna już podoba była. Ludzie wypełniają, klikają i... zapominają.

I doskonale, że jest tu jakaś dyskusja. Ja starałem się poruszyć temat netykiety jako właśnie ten element, który zależy od nas.
Odpowiedz Permalink
Defloriusz Dyman Wander
Nie mam zadnych diagnoz ani wyjasnien problemu, co mnie drazni, bo przeciez lubie miec zdanie na kazdy temat.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.